Niemiecka "Bestia z OMAHA" - III
Oficjalna liczba strat poniesionych przez amerykanskie dywizje ladujace na plazy OMAHA w dniu 6 czerwca 1944 r. powinna byc pomniejszona o tych zolnierzy, ktorzy nie zostali trafieni z broni przeciwnika; mowa o calych setkach osob. Inaczej dostajemy falszywy obraz skutecznosci dzialan niemieckich obroncow wybrzeza.
Wielu amerykanskich zolnierzy zginelo, zostalo ranionych albo zostalo uznanych za zaginionych na skutek bledow dowodztwa albo wlasnych. Najlatwiej wytlumaczyc zolnierzy zaginionych. W normalnych warunkach wojennych w tej kategorii znajduja sie zolnierze, ktorzy zdezerterowali albo zostali wzieci do niewoli. Na OMAHA tak byc nie moglo. Uciekac nie bylo gdzie, zas poddawanie sie bylo prawie niemozliwe, gdyz w tym celu trzeba bylo wdrapywac sie na wzgorza pod ciaglym ogniem z przynajmniej kilku stron. W rzeczywistosci, ci zaginieni, to byli najczesciej ranni, ktorych zabrano na barki i odwieziono do szpitali w Anglii. Inna czesc rannych byla opatrywana przez sanitariuszy sasiedniej dywizji i zniknelo z horyzontu ludzi liczacych straty w dywizji.
Ojcem wszystkich bledow byla decyzja inwazji z morza w dzien przy przyplywie morza. Zadecydowali o tym najwyzsi dowodcy: gen. D.Eisenhower, marsz. Montgomery, gen Bradley i dowodcy lotnictwa. Niestety nie uwzgledniono zdania gen.Leonarda Gerowa, dowodcy V Korpusu, ktorego pulki mialy dotrzec do plazy by tam walczac zdobyc pozycje obronne npla. Popierali go podwladni oraz admiral John Hall, ktoremu podlegaly jednostki morskie. Mieli racje, gdyz rozne, takze wymyslne, przeszkody dla barek desantowych oraz miny znajdowaly sie pod woda i lodzie te mogly sie nan nadziac. Gdyby wybrac nocna wersje ladowania, co lezalo w tradycji armii brytyjskiej, to Rangersi oraz saperzy mogliby oczyscic pasy/tory dla okretow. Ciemnosci zmiejszylyby straty ponoszone od ognia karabinow maszynowych i snajperow.
Jako godzine "H" ustalono 6:30, czyli pol godziny po swicie i okolo 4 godziny przed szczytem przyplywu. Duze statki-matki staly zakotwiczone w odleglosci 16 km. od brzegu. Po godzinie 5:00 zolnierze przesiedli sie z nich do barek i mialy ruszyc w trwajaca okolo jednej godziny droge do brzegu. Pisze "mialy", gdyz przy silnym wietrze pn-zach. i powstalym zamieszaniu 10 barek zatonelo. Czesc zolnierzy uratowano, ale utracono przynajmniej kilkudziesieciu zolnierzy zanim jeszcze bitwa sie zaczela. Zaraz potem nastapil drugi akt tragedii. Tym razem ofiara padli czolgisci z 741. Batalionu Czolgow, ktory mial wspierac 1.DP. Spuszczono je do wody w odleglosci 5 tys. yards, zdecydowanie za duzej od brzegu. Az 27 z 32 plywajacych czolgow DD Shermans poszlo natychmiast na dno wraz z zalogami. Utopilo sie 32 czolgistow. Domyslam sie, ze byli to kierowcy wozow bojowych. Reszte uratowano; najlatwiej bylo sie wydostac dowodcom czolgow. Z pieciu pozostalych czolgow dwa doplynely do brzgu i bardzo sie tam przydaly. Ostatnie trzy uratowalo zaciecie sie rampy zjazdowej w barce. Barka dowiozla je na sam brzeg. Czolgi innego batalionu (nr 743), ktory mial ladowac na plazy OMAHA ominal los poprzednikow. Zarowno marynarze jak i czolgisci widzac, co sie dzieje, zadecydowali, ze konieczne jest dowiezienie maszyn az na piasek plazy. Do walki weszlo 51 czolgow tego batalionu. Przy wysokich kliffach mialy problem ze znalezieniem celow. Niektore z nich zdolaly uzyc jedynie 1/3 zapasow amunicji. Do konca dnia przetrwalo 30 maszyn.
Oddzialy ladujace na plazy OMAHA nie mogly liczyc na wlasna (organiczna) artylerie. Te rowniez sie topily. Tak stracono 26 dzial z pieciu roznych pulkow artylerii. Z 16 buldozerow II fali na brzeg dotarlo szesc, z czego 3 zostalo szybko trafionych.
Pol godziny przed godzina "H", czyli kilka minut po godzinie 6:00 niemieckie pozycje obronne zaatakowaly ciezkie bombowce: Lancastery i Latajace Fortece w liczbie 329 sztuk. Wlasciwie powinienem napisac, ze "probowaly zaatakowac", gdyz zrzut 13 tys. bomb byl bardzo niecelny. Aeroplany nie lecialy wzdluz wybrzeza, co mogloby zwiekszyc celnosc, tylko z polnocy. Nad celami przelatywaly ulamek sekundy i bomby trafily kilkast metrow za linia bunkrow i okopow. Szkoda, ze nie zrzucily ladunku nieco przedwczesnie, na same plaze, bo wowczas wyczyscilyby ja znacznie z przeszkod, zasiekow i min. Wiekszosc bomb zrzucanych z wysoka przez takie formacje trafiala zwykle poza promien 7 km. od celu. Szkoda zachodu. Jeden z oficerow - piechocincow skomentowal, ze lepiej by ci lotnicy nie ruszali sie z lozek. Pozniej nad calym obszarem ladowania lataly grozne przeciez, mysliwce. Niestety mialy za zadanie tylko ochrone z powietrza przed ewentualnymi atakami niemieckich mysliwcow. I pomyslec, ze mozna bylo inaczej. Na przyklad plaze UTAH zaatakowalo 350 srednich bombowcow Marauder. Zniszczyly one czesc dzial i szereg bunkrow. W dodatku, wyladowalo pomyslnie 28 na 32 czolgi. Jeden z nich, po utorowaniu drogi przez saperow, wspial sie do gory rozpadlina i zblizyl sie do bunkra. Po trafionym wystrzale cala jego zaloga sie poddala. W sumie, na tej plazy w D-Day wyladowalo 23 tys. zolnierzy. Straty Amerykanow wyniosly 197 ludzi.
GIs spotkal tez inny zawod, kiedy okrety rozpoczely o godzinie 5:30 wystrzeliwac pociski z ciezkich dzial. Plaze OMAHA wspieraly dwa pancerniki USS Texas i USS Arkansas, 2 francuskie krazowniki i kilkanascie niszczycieli. Pancerniki byly uzbrojone w 10 dzial kalibru 356 mm i po 21 kalibru 127 mm kazdy. Te pierwsze miotaly pociski o wadze 700 kg. To potezna sila ognia. Zolnierze obserwujacy to z barek cieszyli sie, ze nad ich glowami leca na Niemcow pociski "wielkie jak wagony towarowe". Niestety nie trafialy w cele, ktore, prawde mowiac, nie za bardzo byly dla artylerzystow widoczne. Dlatego tez, ta potezna bron przez cale dlugie okresy milczala. Natomiast niezwykle dobrze spisaly sie niszczyciele, ktore w wielu wypadkach uratowaly dzien. Dysponowaly one po 4 dziala 5-calowe kazdy. Potrafily wystrzelic ponad 1 tysiac pociskow na godzine. Strzelajac z odleglosci 800 yards czesto trafialy w punkty oporu.
Skutki wszystkich tych bledowy i zaniechan skumulowaly sie na piechocie ladujacej wlasnie na plazy OMAHA. Wszyscy inni, na pozostalych plazach, mieli lepiej, choc nie co do znoszenia przez silny prad przesuwajacy ladujace oddzialy o kilkaset metrow na wschod od zaplanowanych celow. Kiedy otwieraly sie klapy/rampy ich barek desantowych, ktorych boki i tyly byly zbudowane ze sklejek, czekal na nich ogien z ladu. Byly przypadki, ze wszyscy zolnierze z jednej barki byli zabici albo ranni. Skakali do wody zanurzajac sie po szyje, czasem do pasa, czasem do kolan. Kazdy byl obciazony na przecietnie 30 kg. Na przyklad mieli tez maski pgaz i kostki TNT. Gdyby pomyslano, ze pierwszy rzut powinien byc malo obciazony, to wiele zyc ludzkich byloby uratowanych. Wielu GIs szybko dobiegloby do podstaw wzgorz. A tak musieli brnac przez wode do brzegu. Docierali zmoczeni slona woda. Chowali sie za przeszkodami, uszkodzonymi pojazdami, niektorzy docierali do walu zwiru o wysokosci 2.5 m. i 15 m. szerokosci. znajdujacego sie powyzej linii przyplywu i tam sie ratowali. Wielu docieralo do "sea wall", czyli muru ochraniajacego przed wylewami morza zbudowango z betonu lub kamieni. Wielu wycienczonych, zmarznietych i przemoczonych nie dalo sie zastrzelic, pozostawalo poza polem ostrzalu nawet przez kilka godzin. Co gorsza, z okolo 80% niesionej broni, najczesciej karabinow, nie dalo sie strzelac, gdyz ich posiadacze zbyt wczesnie zdjeli zabezpieczajaca ich ochrone. Trzeba bylo je czyscic pod obstrzalem. Najgorzej mieli ranni. Czesto umierali bez pomocy. Sanitariusze, ktorzy do nich podbiegali z pomoca stawali sie latwym, bo nieruchomym, celem dla tych celujacych z gory z okopow i bunkrow. Na koniec, o godz. 10:12 nastapil szczyt przyplywu i ranni toneli w wodzie. Zaliczono ich do poleglych, na rowni z tymi zastrzelonymi.
Pomimo wszystkich wrednych okolicznosci, w pierwszym dniu operacji Amerykanie wysadzili na brzeg 55 tys. zolnierzy. Liczba strat, choc moze budzic groze, byla mniejsza niz zakladali wczesniej planisci.
Przeciwienstwem dla plazy OMAHA byla wyznaczona dla Anglikow plaza SWORD. Dowodztwo wyznaczylo czas ladowania na 1 godzine pozniej, niz to zrobili Amerykanie. I wyszlo im to na dobre. Barki docieraly do brzegu i wysadzaly zolnierzy. Choc najpierw dotarlo tam 35 czolgow, ktore zaczely czyscic teren. Za nimi grozne czolgi - miotacze plomieni. Takze czolgi z ramami z lancuchami, ktore szorujac po ziemi powodowaly wybuchy min. Pierwsza fale stanowili zonierze z dwoch pulkow przewiezieni przez 20 barek desantowych. Dwadziescia minut po pierwszej fali ladowala druga fala. W godzine od poczatku operacji barki wysadzily buldozery i inny sprzet specjalistyczny.
Glowne zrodla:
Antony Beevor, "D-Day.The Battle for Normandy", Viking, NY 2009.
Max Hastings, "Overlord. D-Day and the Battle for Normandy 1944", Papermac, London 1984.
- Tymczasowy - blog
- Zaloguj się, by odpowiadać

napisz pierwszy komentarz