Aktorzy - uzurpatorzy

avatar użytkownika Tymczasowy

"Wielki aktor - to czesto etykieta zdegenerowanego kabotyna" - stwierdzil wybitny znawca sztuki aktorskiej, David Memet. Przejawem tego zjawiska jest przemozne politykowanie grupy polskich aktorow wyniesionych, w ramach urabiania falszywej swiadomosci, na piedestal autorytetu. W rzeczywistosci, pozostaja bufonami, egocentrykami i pozerami nie przygotowanymi intelektualnie do roli, ktora staraja sie odgrywac w zyciu publicznym.

Popatrzmy z czego sklada sie program nauczania w uczelniach ksztalcacych aktorow. Bez zadnych watpliwosci najwazniejszy jest glos i wymowa, bez nich nie ma aktorstwa. Niememu aktorowi pozostawalaby rola rekwizytu, jak kanapa czy kredens. Studenci pracuja przede wszystkim nad impostacja (ustawieniem) glosu. By brzmialo to powazniej, pewnie nazywaja to "impostare la voce". Sa uczeni jak ksztaltowac aparat glosowy, czyli: krtan, oddech i rezonatory. Musza one byc skoordynowane. Etapy/elementy impostacji glosu sa nastepujace: 1. Rozgrzewka: mruczenie (mruczando); 2. Oddech: regularne cwiczenia oddechowe, np. tzw. oddech toalowy; 3. Higiena: odpowiednie nawadnianie; 4. Swiadomosc: spiewanie lub sluchanie czytania z dbaloscia o postawe. Do tego dochodzi przedmiot okreslany jako wymowa. Studentow ucza mowienia wierszem i proza. To drugie akurat umie, co wiecej, caly czas mowie proza.

Druga fundamentalna czesc programu nauczania stanowi "ruch sceniczny" czy "plastka i ruch" - uczelnie roznie to nazywaja. Idzie o ksztaltowanie plastyki i wyrazistosci ciala poprzez gimnastyke, walki sceniczne, szermierke, a nawet czolganie sie. To ostatnie znam z wojska.

Nie mozna zapominac o roznych technikach/trickach, takich jak, np. tryskanie lzami na zawolanie. Nie znam sie na tym, moze uciekaja sie do pomocy naukowych, takich jak cebula? Musza tez uczyc jak "udawac wariata" czy pijaka.

Zastanawiam sie jak wygladaja egzaminy z przedmiotow szczegolowych. Czy latwiej nasladowac zwierzeta i ptaki wydajace niskie czy wysokie dzwieki, np. jak baran czy kogut? A co z wydawaniem dzwiekow roznymi czesciami ciala, czy wyzej punktuja pierdzenie krotka seria czy doniosly grzmot. Wszak to ma swoje znaczenie w odgrywaniu sztuk komediowych. Podobny problem jest z fikolkami do przodu i do tylu oraz minami smutnymi i wesolymi. To sprawy, wbrew pozorom, bardzo wazne. Trzeba wiedziec, ze studenci akademii aktorskich sa punktowani wedlug European Credit Transfer and Accumulation System (ECTS). Kazdy punk i punkcik sie liczy.

Zarysowany wyzej trzon programu uzupelniony jest kilkoma przedmiocikami ogolnymi, ktore maja znaczenie marginalne. Nieodparcie nasuwa sie wrazenie, ze aktorom blizej jest do studentow akademii wychowania fizycznego niz normalnych uczelni wyzszych, gdzie kluczowe znaczenie ma intelekt i erudycja.

Aktorzy staraja sie kreowac swoj obraz u publicznosci jako tworcy, podczas gdy sa przede wszystkim odtworcami. Czy mozna zaprzeczyc, ze zamiast wiernego odtwarzania zgodnie z poleceniami rezysera sztuk Fredry czy Moliera wyglaszaja, co im wzloty ducha do glowy przyniosa? Lepszym odtwarzaczem byl zwykly patefon. Pewien przedwojenny krakowski aktor powiedzial: "Te pauzy, panie, to modernisci wymyslili, aktor powinien powiedziec role i isc do domu". Dokladnie tak. Powiem wiecej, do domu pancie i panicze, a nie biegac po studiach telewizyjnych i robic za gadajace glowy!

Mam pewna hipoteze co do nadaktywizmu politycznego polskich mistrzow min i fikolkow. To przedwojenna jeszcze  szkola Konstantego Stanislawskiego, duch ktorej do dzis dominuje w polskich szkolach uczacych aktorow zawodu. Jednym z jej elementow jest "wewnetrzne przezycie", co oznacza dazenie do dazenia do jednosci aktora z rola. Taki aktor stara sie byc Napoleonem czy Cezarem ( zakladach psychiatrycznych pelno takich postaci) tak bardzo, ze zapomina kim w rzeczywistosci jest.  Mamet napisal tak: "Stanislawski to amator, ktory mial naiwny pomysl, ze aktor musi sie wprowadzic w jakis specjalny 'stan', 'samopoczucie sceniczne'". Znana jest anegdota, ktorej bohaterami byli Laurence Olivier i Dustin Hoffman w czasie pracy nad filmem pt. "Dlugodystansowiec". Hoffman poskarzyl sie, ze nie spal kilka dni, zeby wczuc sie w grana postac. Na to Olivier: "Sprobuj grac, moj drogi, to znacznie latwiejsze".

Zastanawiam sie czy aktorzy-uzurpatorzy, ktorzy sa przeciez oszustami, nie podpadaja pod art. 286 Kodeksu karnego, za co grozi kara pozbawienia wolnosci od 6 miesiecy do 8 lat.

 

Etykietowanie:

napisz pierwszy komentarz