Polacy Polakowi
Podczas relacjonowania tutaj losow Zyda, pomarcowego emigranta z Polski, ogarnely mnie wspomnienia. Kilkanascie lat pozniej mnie tez wyrzucono z torow. Jego przytulili zyczliwi Polacy, a pozniej wspomogly zamozne miedzynarodowe organizacje zydowskie. Ja zostalem sam, Polak wsrod Polakow.
W ramach stanu wojennego nastapily represje. Sposrod szkol wyzszych najbardziej dotknely one Uniwersyt Slaski. Po relegacjach internowanych studentow, jesienia 1982 r. zabrano sie za pracownikow. Decyzje o wyrzucaniu z pracy zapadaly na poziomie wydzialow. Swoje dokladano na poziomie wladz uniwersyteckich. Nie wiem, w jakiej puli sie znalazlem. Mniej prawdopodobne jest, ze znalazlem sie na liscie 10 adiunktow, ktora sporzadzil rektorat. Bardziej przwdopodobne jest to, ze zalatwili mnie swoi z WNS. Pierwszy sygnal mialem po systematycznym nalocie na pokoje pracownikow wydzialu przeprowadzonym przez zespol, w ktorym znajdowal sie wojskowy komisarz (taka wowczas byla moda) w randze majora i jakas biurwa z administracji uniersyteckiej, ale nie wydzialowej. Po rezultatach sadze, ze to bylo cos w rodzaju rewizji. Na wewnetrznych drzwiach szafy mialem nalepiona duza plakiete "Solidarnosci" oraz dwa zdjecia: plk. Clausa von Stauffenberga i barona Romana von Ungern- Sternberga. Ktos zadal sobie trud ich zdarcia, pomietolenia i wrzucenia do kosza w rogu pokoju, co wskazuje, ze odbylo sie to nie bez emocji.
Na wydziale do dzis nie zindentyfikowano czlonkow komisji wydzialowej wyrzucajacych nas z pracy. Swiadczy o tym wywiad, jakiego udzielila kolezanka z wydzialu, ktora byla bardziej zaangazowana w prace w podziemiu mocniej, niz ja. Pozniej zmarla, wiec chyba dalszych poszukiwan nie bedzie. Ja mam swoja hipoteze. Otoz po wydziale chodzily sluchy, ze w komisji znalazla sie pewna starsza pani docent mianowana z Instytutu Filozofii, ktora za czasow stalinowskich byla czlonkinia KC PZPR. Tak czy inaczej, musialem zaczac szukac nowej pracy.
Na pierwszy rzut oka sytuacja byla zla, ale nie beznadziejna. Z racji przygotowania zawodowego moglbym pracowac w roznych przedsiebiorstwach, ktorych w Katowicach i na Slasku nie brakowalo. Bezrobocia tez nie bylo, firmy szukaly pracownikow, a kopalnie i huty sprowadzaly ich z calej Polski zapewniajac mieszkania i placac z gory miesieczne wynagrodzenie. Ja studiujac socjologie, na zasadzie hobby zwyklem poczytywac dziela filozoficzne i z teorii organizacji i zarzadzania. Schodzilem nawet tak nisko, ze poznawalem zasady chronometrazu itp. Po zatrudnieniu na uniwersytecie publikowalem miedzy innymi, w czasopismach zajmujacych sie organizacja i zarzadzaniem. Byly to, na przyklad: Ekonomika i organizacja pracy, Przeglad Organizacji czy Humanizacja pracy. Zas na poziomie ogolniejszym: Organizacja i kierowanie, Prakseologia oraz Ruch prawniczy, ekonomiczny i socjologiczny. Napisalem tez jeden z pierwszych w Polsce podrecznikow akademickich do nauczania socjologii organizacji, wedlug ktorego nauczano m.in na US, Uniwersytecie Lodzkim i KUL. Nie be znaczenia jest fakt, ze w 1980 r. prowadzilem roczne podyplomowe studium zarzadzania, ktorego uczestnikami byla kadra przedsiebiorstw, wlacznie z dyrektorami. Trafiali sie tez dyrektorzy zjednoczen. Tak wiec, obyty bylem z tymi ludzmi.
Poszukiwania pracy zaczalem zgodnie z zasadami normalnosci. Najpierw udalem sie do dyrekcji giganta - przedsiebiorstwa budujacego rurociagi z woda dla Slaska. Bardzo duza inwestycja, duze pieniadze dla pracownikow. W miejscowej prasie widzialem wywiady z szefem tej firmy. Inzynier uchodzil za bardzo nowoczesnego i innowacyjnego. Przyjal mnie w gabinecie i po przedstawieniu mu mojego doswiadczenia wpadl w cos w rodzaju entuzjazmu. Zapytal mnie czy moge zaczac pracowac juz od najblizszego poniedzialku, na co wyrazilem zgode. Jednakze, po przybyciu w poniedzialek moja wizyta skonczyla sie na rozmowie ze zwykla pracownica dzialu kadr. Poinformowala mnie, ze nie zostalem przyjety do pracy. Powodow nie podala, bo nie musiala.
Zrobilem jeszcze kilka prob zatrudnienia jako pracownik umyslowy w roznych przedsiebiorstwach. Z tym samym skutkiem. Pozostalo poszukiwanie pracy w charakterze robotnika. Zrzadzeniem losu, bardzo dawno temu ukonczylem kurs palacza c.o. Dzierzac dyplom odwiedzalem rozne firmy. Niekiedy kierownicy stosownych dzialow czy oddzialow mieli swoje siedziby w jakichs piwnicach. Wiadomo, kotlownie nie znajduja sie na pietrach budynkow. Musze przyznac, ze bylo mi troche przykro zwracac sie o robote w takich okolicznosciach przyrodniczych. Uzmyslowilem sobie, ze moje nazwisko umieszczono na jakiejs "czarnej liscie", moze nie nazwalbym jej proskrypcyjna, ale i tak byla paskudna.
W koncu los sie do mnie usmiechnal. Zawitalem do kierownika oddzialu w Okregowym Przedsiebiorstwie Energetyki Cieplne. Szanse byly wieksze, gdyz towarzystwo bylo mocno pijace. Kluczowym byl majster, ktory w 1980 r. zakladal NSZZ "Solidarnosc" w firmie. Autentyczny alkoholik, z duza iloscia pieniedzy. Jego Getruda kilka lat wczesniej wyemigrowala do RFN i nie zapomniala swojego ukochanego. Marki mialy dobry przelicznik na zlotowki. Przelozony mistrza, dobrze wygladajacy inzynier, takze lubil wypic i czasem z nami sie zanietrzezwial.
Pamietam jednego kolege z pracy, ktory byl elektrykiem - zlota raczka. A taki czlowiek byl nieoceniony w moim miejscu pracy. Obok tych kwalifikacji potrafil pedzic bimber przy pomocy aparatury zlozonej z miedzianych rurek i kociolka. Utylizowal nawet mleko, ktore najpierw zakopywal w beczce w ziemi. Kiedys pilismy u niego. Zona zatroskana. W pokoju obok spalo w kolysce male dziecko. Meza, dobrego czlowieka, czasami ogarnialy wyrzuty sumienia i przysiegal, ze konczy z piciem. Raz nawet wyrzucil aparatuire przez okno. Tyle, ze potem, nad ranem pozbieral cenny sprzet i schowal. Przypominalo mi to ojca chlopaka z opowiadania Caldwella. Kiedys chlopka z krzakow zaobserwowal, ze jego stary laskocze w rozne miejsca mloda dzierlatke lezaca w sloncu na hamaku. Matka to nakryla i nakrzyczla na ojca. Ten, z obrzydzeniem wyrzucil piorko. Tyle, ze kiedy matka poszla, to podniosl piorko, staranie je otrzepal i wygladzil by nastepnie umiescic je w kieszonce.
Pracowalem na zmiany w wymiennikowani ciepla ogrzewajacej nowiutkie osiedle zamieszkiwane przez ludzi zamoznych. Moja kotlownia wygladal jak wielki betonowy bunkier z malym okienkiem na poziomie trawnika. Hale zapelnial gaszcz rur, w ktorych znajdowaly sie inne rury o mniejszym przekroju. W te statnie wplywala goraca woda juz niepotrzebna w kopalni KWK "Wujek" w procesie wydobywczym. Ogrzewala ona wode znajdujaca sie w wiekszych rurach, a ta plynela do kaloryferow w domkach na osiedlu. Moim zadaniem bylo operowanie zaworami, a przede wszystkim kilkunastoma duzymi pompami obiegowymi. Miejsce bylo dobre, znajdowalo sie przy duzej ulicy, po ktorej jezdzily tramwaje. Zalogi z innych miejsc pracy naszej gwardyjskiej firmy wpadaly same, albo z majstrem, czesto brygada awaryjna, no i popijalismy. Musze dodac, ze regularnie wpadal do mnie tez jeden gornik z "Wujka". Jego wizyty byly czyms zupelnie naturalnym. On pracowal na podsadze noca i wracal do domu nad ranem. Nastepnie udawal sie na duzy targ warzywno-owocowy w Chorzowie by zaopatrzyc swoj kiosk warzywny stojacy tuz za moim bunkrem. Zonka otwieral kiosk i zajmowala sie sprzedaza, a on przynosil winko czy cos innego. Zazanaczam, ze piwa nie pijalismy. W tych to okolicznoscach jasne bylo, ze rzadko trafial sie dzien, kiedy wracalem do domu trzezwy. Te dobre czasy, jak wszystko co dobre w zyciu, musialy sie kiedys skonczyc. W moim przypadku trwaly tylko poltora roku.
- Tymczasowy - blog
- Zaloguj się, by odpowiadać

4 komentarze
1. @ Jak wprowadzono stan wojenny
byłem jeszcze na studiach. Ekonomię już skończyłem ale studiowałem jeszcze socjologię. Nie byłem internowany, co bardzo szybko mnie zaniepokoiło, ale na krótko.
Po studiach próbowałem znaleźć prace w Warszawie. Warszawa to tak na prawdę wcale nie tak duża wieś. Zapytałem się więc znajomego, gdzie mógłbym znaleźć pracę a on zadzwonił do znajomego prezesa jednego z banków. Pan prezes bez wahania zgodził się mnie zatrudnić. Miałem się zgłosić do kadr następnego dnia po południu. Gdy się zgłosiłem, to dowiedziałem się dla mnie pracy nie ma.
Nie próbowałem już innej pracy a poprzestałem tylko na skombinowaniu stempelka o zatrudnieniu w dowodzie osobistym. Wojsko mi nie groziło, bo miałem bardzo złą kategorię ( E ) czyli inwalida nie nadający się do jakiej jakiejkolwiek służby. Uzyskałem to oczywiście przez przypadek, na skutek badania niezbyt sprawna aparaturą. Później trzeba było się tylko przygotowywać do kolejnych badań na komisji wojskowej, ale i to się udało. Bardzo pomogła mi w tym mama, która była bakteriologiem. Jak oddawałem mocz do badania na komisji wojskowej, to zawsze okazywało się, że mam gruźlicę- prawdopodobnie nerek, ale tego nie jestem pewien, ale taką co nie prądkowała, więc nie byłem zmuszony do przymusowego leczenia.
Natomiast jeśli chodzi o pieniądze, to jakoś dawałem sobie radę.
Po pewnym czasie znajomy, znany profesor i niekłamany autorytet w sferach opozycji demokratycznej zaproponował mi pomoc w znalezieniu pracy. Skierował mnie na rozmowę kwalifikacyjna do jakiegoś urzędu i dowiedziałem się, że mogę się zatrudnić, że proponują mi -pamiętam do dzisiaj 30 000 zł miesięcznie plus sorty mundurowe. Uprzejma pani, która ze mną rozmawiała nie powiedziała mi gdzie mam pracować.Wszak sorty mundurowe miała również np PKP. W tym czasie mój znajomy pracujący w jakimś instytucie naukowym PAN zarabiał ok. 6000 zł. Odpowiedziałem, że zdrowie nie pozwala mi na podjęcie tak zapewne wymagającej pracy i bez słowa wyszedłem. Jeszcze nie opuściłem pokoju, gdy usłyszałem, że że ta pani od dawna uważała, że prof X jest człowiekiem niepoważnym.
Potem oczywiście zaczęła się "ostra jazda" i trwa w zasadzie do dzisiaj, ale to już inny temat.
uparty
2. UPARTY
Dzieki za podzielenie sie wspomnieniami.
3. Tymczasowy
byłam sekretarzem KZ "S" centrali HZ. Byłam wtedy młodą, atrakcyjną dziewczyną i to zapewne uchroniło mnie od wilczego biletu. Mieliśmy przeszło 500 członków i etat związkowy. Ja dopiero zaczynałam pracę zawodową, więc zgodziłam się objąć etat. Pamiętam "wycieczki" uśmiechających się towarzyszy partyjnych do pokoju związkowego, to zapewne zdecydowało, ze zamiast wymówienia zostałam skazana na pracę w administracji, z zaznaczeniem "szczególnej łaski"jaka mnie objęto. Nie zwolniło mnie to od ciągania na przesłuchania w sprawie dokumentacji i pieczątek związkowych, które wywiozłam z firmy o 6 rano, aby spokojnie udać się do pracy na 8.00 i zastać pod drzwiami komisję z pieczęcią i żądaniem wydania kluczy. Za każdym razem powtarzałam, że nie wiem, kto zabrał dokumenty, wszak ja już nie weszłam do zaplombowanego pomieszczenia, a przecież księgowość ma wszystkie deklaracje, bo potrąca składki, konto też zajęte, więc o co chodzi? Mimo to byłam wzywana kilka razy w tej sprawie.
Mnie nie stało się nic, natomiast mojej przyjaciółce, która działała w konspiracji, a ja pomagałam Jej przepisywać na maszynie w domu kolportaż, stało się i to bardzo.
Straciła pracę, propozycję nie do odrzucenia biletu w jedną stronę do USA. Rodzina Sybiraków, ciężką pracą ukończyła studia, prowadziła duże kontrakty, mieszkanie, samochód - wszystko straciła . Polskę straciła, dopiero co odzyskaną Ojczyznę. Do tego Jej brat służący w WP, został wydalony ze służby.
Na emigarcji zaczynała od zera - wspólny pokój z Portorykańczykami, potem zaczepiła się jako administrator budynków.
https://polskiemiesiace.ipn.gov.pl/mie/form/r164803,4257.html
4257
Sygnatura sprawy sądowej
Sygnatura postępowania prokuratorskiego
Sygnatura akt śledczych
Pg.Śl.II-186/82
Sygnatury IPN
IPN BU 960/452
Typ sprawy
Główna
Data rozpoczęcia sprawy
04-05-1982
Data zakończenia sprawy
31-07-1982
Tryb prowadzenia sprawy
Doraźny
Krótka charakterystyka sprawy
Postępowanie śledcze przeciwko Irenie Kodzis i Janinie Kornel-Biedka, podejrzanym o to, że "działając wspólnie, w zamiarze rozpowszechniania za granicą fałszywych wiadomości mogących wyrządzić poważną szkodę interesom Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, przekazała poza oficjalnym obiegiem pocztowym korespondencję osobistą oraz dokumenty w maszynopisach" celem ich doręczenia wyznaczonej osobie w Londynie.
Podejrzani / Oskarżeni
Kodzis Irena, ur.: 12-04-1944, imię ojca: Alfons
Zarzut
Podejrzana o to, że w działając w zamiarze rozpowszechniania za granicę "fałszywych wiadomości mogących wyrządzić poważną szkodę interesom Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, przekazała poza oficjalnym obiegiem pocztowym korespondencję osobistą".
Kwalifikacja
Podejrzana o przestępstwo z art. 11 § 1 kk w zw. z art. 271 § 2 kk.
Skazany
NIE
Wyrok
Prokuratura Warszawskiego Okręgu Wojskowego postanowieniem z dnia 19.07.1982 r. umożyła śledztwo wobec Ireny Kodzis z uwagi na brak w jej czynie ustawowych znamion czynu zabronionego, tj. nie stwierdzenie przestępstwa.
Kornel - Biedka Janina Stefania, ur.: 01-07-1932, imię ojca: Alfred
Zarzut
Podejrzana o to, że w działając w zamiarze rozpowszechniania za granicę "fałszywych wiadomości mogących wyrządzić poważną szkodę interesom Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, przekazała poza oficjalnym obiegiem pocztowym korespondencję osobistą".
Kwalifikacja
Podejrzana o przestępstwo z art. 11 § 1 kk w zw. z art. 271 § 2 kk.
Skazany
NIE
Wyrok
Prokuratura Warszawskiego Okręgu Wojskowego postanowieniem z dnia 19.07.1982 r. na zasadzie art. 280 § 1 kpk w zw. z art. 11 pkt 1 kpk umożyła śledztwo wobec Janiny Kornel-Biedki "z uwagi na brak w jej czynie ustawowych znamion czynu zabronionego, tj. nie stwierdzenie przestępstwa".
Sędziowie
Prokuratorzy
Isbrandt Olgierd (mjr)
Prokuratura
Prokuratura Warszawskiego Okręgu Wojskowego - Warszawa
Uwagi
Oddelegowany do WPG w Warszawie. W dniu 19.07.1982 r. wydał postanowienie o umorzeniu śledztwa.
Piwarski Tadeusz (por.)
Prokuratura
Wojskowa Prokuratura Garnizonowa - Warszawa
Uwagi
Wydał postanowienie z dn. 31.07.1982 r. o wyłączeniu materiałów do odrębnego postępowania i przekazaniu ich według właściwości.
Sewruk Jeremi (ppor.)
Maryla
------------------------------------------------------
Stowarzyszenie Blogmedia24.pl
4. Marylu
Wciaz mloda i nadal piekna, bardzo dziekuje za pokazanie fragmentu historii naszego narodu.