Koszmarny sen paranoika, czyli Eurowizja 2022

avatar użytkownika elig

  Nigdy nie interesowałam się konkursami piosenkarskimi Eurowizji.  Mogłyby one dla mnie nie istnieć.  W tym roku stało się jednak inaczej, a to za sprawą skandalu, jaki wybuchł po sobotnim finale tej imprezy.  Oto okazało się, że jakoby ukraińskie jury nie przyznało ani jednego punktu polskiemu artyście.  Natychmiast podchwyciła ten fakt antyukraińska propaganda mówiąc o "niewdzięczności" Ukrainy.  Warto dodać, że w głosowaniu publiczności Ukraińcy przyznali Polakowi maksymalną możliwą ilość punktów, czyli 12.

  Całą tę sprawę próbował wyjaśnić bloger Krzysztofjaw w notce "Eurowizja. Dziwne kulisy werdyktu ukraińskiego jury".  Pisze on {TUTAJ}:

  "Zajęło mi trochę czasu, aby dotrzeć do informacji o pozostałym składzie tego jury, ale udało mi się na anglojęzycznym "globalhappenings.com/". Cały skład to: Vadim Lisitsa, Andriy Kapral, Irina Fedyshyn, Andriy Yatskiv and Lukyan Galkin [3].
Członki jury, piosenkarka Irina Fedyshyn postanowiła skomentować te wyniki i przyznała na Instagramie, że ​​sytuacja z Polską też jest dla niej nieprzyjemna, jest szokiem. Mało tego postanowiła wbrew regulaminowi konkursu upublicznić ile swoich głosów oddała na Polskę a mianowicie "10"!  (...) Zastanawiające jest też, co powiedział kolejny członek jury, Andriej Kapral: "Każdy członek jury umieszcza w formularzu punkty od siebie i nie ma prawa o tym dyskutować, ponieważ jest to ustalone prawnie pod nadzorem notariusza i pociągane do odpowiedzialności. Następnie wszystkie punkty są sumowane przez organizatorów w liczby. Jak to się stało, że Polska zdobyła 0 punktów? Nie znam odpowiedzi na to pytanie. (...) Coś w tym wszystkim mi się nie zgadza, bo skoro dwoje członków komisji dało dość dużo punktów na Polskę, to jak to się stało, że K. Ochman summa summarum  nie dostał ostatecznie nawet jednego punktu? 
Może ktoś, kto zna dokładnie regulamin głosowania i przeliczania głosów członków narodowych jury Eurowizji, mnie oświeci?".

  W dodatku okazało się, że polskie jury zostało zdyskwalifikowane.  Czytamy {TUTAJ(link is external)}:

  "Artyści prezentujący się na scenie Eurowizji oceniani są zarówno za pomocą zliczania głosów widzów, jak i przez jurorów. Po drugiej próbie generalnej do drugiego półfinału odkryto nieprawidłowości dotyczące głosowania aż w sześciu krajach. Nieuczciwych praktyk miały dopuścić się: Gruzja, Czarnogóra, Azerbejdżan, Rumunia, San Marino oraz Polska. Nasi jurorzy mieli zostać zdyskwalifikowani, a Europejska Unia Nadawców wprowadziła procedurę awaryjną. Polega ona na przekazaniu tak zwanych głosów zastępczych, generowanych na podstawie wyników głosowań jurorskich innych krajów w danym regionie. ".

  W tej sytuacji nie można się dziwić temu, że Witold Repetowicz zatytułował swój artykuł w portalu wPolityce.pl {TUTAJ(link is external)}: "TYLKO U NAS. Kto rozkręca "aferę" wokół głosowania Ukrainy na Eurowizji? Repetowicz: Widać rękę moskiewskiej trollowni".  Wyłania się obraz jak z koszmarnego snu paranoika.  Macki rosyjskiej agentury sięgają wszędzie i nie jest ona w stanie zostawić w spokoju nawet niewinnego konkursu piosenki.

  Dziś [16.05.2022] dosłownie kilka godzin temu ukazał się w portalu Wp.pl artykuł Przemka Guldy "Eurowizja 2022. Jury rozwścieczyło ludzi. Oto, co dzieje się w Ukrainie" {TUTAJ(link is external)}.  Dowiadujemy się z niego, że:

  "Śledząc ukraińskie media społecznościowe po sobotnim finale Eurowizji, można odnieść wrażenie, że ludzie bardziej się tam martwią przegraną Polski niż własną wygraną. O tym, jak Ukraina reaguje na decyzję tamtejszego jury o nieprzyznaniu Polsce żadnego punktu opowiada Żenia Klimakin, ukraiński dziennikarz od wielu lat mieszkający w Polsce.
  "Dość gorąco" to zdecydowanie za mało powiedziane. Jest tam bardzo gorąco. Zaryzykowałbym wręcz tezę, że - choć trudno w to uwierzyć - wokół tej sprawy jest bardziej gorąco niż w Polsce. Ukraińska publiczność jest mocno obrażona, a nawet oburzona na decyzję ukraińskiego jury.
Powiem więcej: choć wydaje się to mocno zaskakujące, może nawet paradoksalne, obserwując to, co dzieje się od sobotniego wieczoru w mediach społecznościowych w Ukrainie, można powiedzieć, że ilość głosów oburzenia z powodu głosowania tamtejszego jury, jest o wiele większa niż… tych cieszących się ze zwycięstwa ukraińskiego kandydata. (...) Ktoś znalazł informację, że szef jury, Wadim Lisica, pracował kiedyś dla Rosji, od razu pojawiły się więc przypuszczenia i pytania, czy to nie jest jej sprawka. Ruszyło też poszukiwanie wątków rosyjskich w tej sprawie. (...)  Wypowiedziało się kilku polityków wysokiego szczebla: szef parlamentu, minister kultury, ambasador Ukrainy w Polsce. Wszyscy byli absolutnie zgodni: mówili, że oddają Polsce 12 punktów i że jest im wstyd za decyzję ukraińskiego jury.".

  Cała ta sprawa jest dobrym przykładem, jak można z niczego zrobić międzynarodową aferę.

napisz pierwszy komentarz