Po co nam Unia Europejska i "jej pieniądze"?

avatar użytkownika Krzysztofjaw

 

W tytule "jej pieniądze" ująłem w cudzysłowu, bowiem cała ta UE i jej urzędnicy żyją tylko bezproduktywnie dzięki naszym pieniądzom i dysponują tylko naszymi pieniędzmi.  To jest tak naprawdę klasa próżniacza, która stworzyła idealny mechanizm samofinansowania i zarabiania na narodach Europy i tymi nie swoimi pieniędzmi szantażująca tych, którzy wpłacają do ich wspólnego pieniężnego kotła a nie są ideologicznie tolerowani przez tych próżniaków. Tak naprawdę pomoc unijna polega na przelewaniu nie swoich środków do krajów UE, ale na pośrednictwie pasożytuje cała elita i biurokracja unijna. Więc po co dawać im pieniądze, skoro można zaoszczędzić i finansować własne gospodarki samodzielnie? 
 
Mój przedwczorajszy post [1] wywołał na różnych forach duży odzew, co na szczęście można uznać za bardzo dobry objaw, bo widać, że tak naprawdę Polakom jeszcze zależy na naszej Ojczyźnie... lub Ona jest im obojętna. Po tej reakcji czytelników bardzo łatwo oddzielić zdrowe ziarna od plew. Stąd też postanowiłem uzupełnić wczorajszy tekst o refleksje, które pojawiły się po przeczytaniu komentarzy.
 
Oczywiście były głosy (za które dziękuję) wspierające moje tezy, które ogólnie poddawały w wątpliwość dobre intencje lewackich elit UE wobec Polski, ale też wielu mnie krytykowało i wskazywało, że dla Polski jedynym wyjściem jest utrata niepodległości i suwerenności na rzecz Jednego Sfederalizowanego Państwa Europa, którym będą zarządzać Niemcy budując z Unii Europejskiej (wedle strategii nowych władz Niemiec) nową Rzeszę, tym razem już IV. 
 
Takie postrzeganie rzeczywistości politycznej przez moich rodaków sytuuje ich po skrajnie przeciwnych stronach. Z jednej mamy patriotów polskich, dla których Polska ma być suwerenna i niepodległa, z własnymi: państwem i granicami, językiem, własnością, wiarą i rodziną a polskie prawo ma być nadrzędne wobec prawa unijnego, a z drugiej mamy kosmopolitycznych, w dowodzie osobistym polskich Europejczyków, dla których niepodległość i suwerenność nie ma żadnego znaczenia, podobnie zresztą jak polska tradycja, historia, język, wiara, własność, granice państwa, i uznają, że prawo unijne jest nadrzędne wobec prawa polskiego. 
 
Tak naprawdę ten podział to jest clou sporu między rodowitymi Polakami a ich namiastką i tak naprawdę niezależnie od sympatii politycznych, choć chyba każdy może zauważyć, która z obecnie funkcjonujących partii choć po części reprezentuje jednych i drugich. 
 
Nie chcę wskazywać konkretnie, bo daje się zauważyć, iż niestety wielu moich rodaków nie jest w stanie myśleć racjonalnie i po polsku. Bywają zmanipulowani i albo przemawiają językiem TVP, albo językiem GW i TVN. Ja, co jest oczywiste, wolę tych, którzy akceptują, ale z krytycznym zrozumieniem narrację TVP, ale szkoda mi nieraz wartościowych ludzi, którzy od lat są w zasięgu antypolskiej propagandy reprezentowanej przez żydowską gazetę dla Polaków A. Michnika i antynarodowej stacji telewizyjnej TVN. 
 
W odniesieniu do tych konstatacji warto przytoczyć słowa, które nie straciły na aktualności: "W ciągu całego mego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych, którzy pragnęli ojczyzny wolnej i niepodległej i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie" – niekoronowany król Polski, książę Adam Jerzy Czartoryski (†14.01.1770 – †15.07.1861). Czyż te słowa nie są aktualne do dziś?
 
I tak refleksyjnie: jak łatwo nas-Polaków skłócić i rozgrywać dla egoistycznie własnych i obcych nam interesów... Smutne...
 
Ale odnośnie do tytułu. Czy faktycznie przez te lata bytności w UE cokolwiek zyskaliśmy? 
 
Owszem, wedle oficjalnych danych Ministerstwa Finansów wpłaciliśmy w latach 2004-2021 (do listopada 2021) do budżetu UE ponad 68,6 mld EUR (uwzględniając zwroty oraz składkę). W tym samym okresie Polska pozyskała z unijnego budżetu prawie 210,4 mld EUR, czyli pomoc dla naszego kraju wyniosła netto 141,8 mld EUR. 
 
Tylko czy jest to faktyczna prawdziwie prawda? Otóż prawdopodobnie nie!
 
"Z każdego euro wydanego przez kraje "starej Unii" na politykę spójności w krajach Grupy Wyszehradzkiej, w tym w Polsce, wraca do nich 61 centów - wyliczył resort rozwoju regionalnego. Według MRR to dowód, że ta polityka ma dobry wpływ na gospodarkę całej UE. 61 centów, które według tych wyliczeń wraca do krajów piętnastki z każdego euro wydanego na politykę spójności w Polsce, Czechach, na Słowacji i Węgrzech, to dodatkowy eksport krajów "starej Unii". W sumie korzyści piętnastki z realizacji polityki spójności w krajach Grupy Wyszehradzkiej w latach 2004-2015 resort szacował na 74,69 mld euro. Największe korzyści wynikające ze wzrostu popytu na dobra i usługi importowane z krajów "starej Unii" uzyskają Niemcy, które są największym partnerem handlowym wszystkich czterech krajów Grupy. Na ten jeden kraj przypada 43 proc. dodatkowego eksportu wynikającego z potrzeb dotyczących realizacji polityki spójności. Zyskują też Holandia, Włochy i Francja - licząc razem z Niemcami przypadnie na nie 68 proc. dodatkowego eksportu. MRR wyliczył także, że w przypadku Niemiec, Irlandii i Luksemburga korzyści wynikające z realizacji polityki spójności w krajach Grupy Wyszehradzkiej przewyższają ponoszone przez te kraje koszty" [2].
 
Ale i tego jest mało! "89 eurocentów wraca do Niemiec z każdego 1 euro wydanego przez ten kraj w ramach polityki strukturalnej w Polsce. Środki te wracają do naszych sąsiadów w postacie zamówień dla niemieckich firm" [3],  transferu zysków uzyskiwanych przez niemieckie firmy-córki do niemieckich spółek-matek oraz transferu środków na wewnętrzne operacje kosztowo-twórcze, jak np. tzw. pomoc właścicielska. 
 
Także licząc, że Polska uzyskała w latach 2004-2021 (do listopada) 210,4 mld EUR i przyjmując bardzo ostrożnie, że 70 eurocentów na jedno Euro jest retransferem powrotnym tych środków do krajów zachodniej - starej Europy to faktyczna pomoc dla Polski wyniosła w tych latach tylko 30% oficjalnych danych a to jest 63,12 mld Euro. My w tym czasie wpłaciliśmy do UE składkę w wysokości ponad 68,6 mld EUR. Tak więc już straciliśmy na bytności w UE kwotę 5,48 mld Euro. 
 
Tyle tylko, że są to moje ułomne wyliczenia, które przedstawiam na podstawie tylko oficjalnych danych a nie szczegółowych badań naukowców z dziedziny ekonomii.  
 
Warto jednak powołać się w tym miejscu na te naukowe wyliczenia.
 
"Całkowite straty finansowe dla Polski, wynikające z transferów finansowych pomiędzy naszym krajem a Unią Europejską, wynoszą (za lata 2004-2020) około 535 mld złotych – wynika z raportu przygotowanego przez zespół pod przewodnictwem prof. Zbigniewa Krysiaka (SGH) i prof. Tomasza Grosse (UW). Pomysłodawca raportu europoseł Patryk Jaki podkreślał, jak ważne jest, byśmy mieli „uczciwą dyskusję i uczciwe liczby” na temat tego, ile Polska zyskała w sensie finansowym, ile straciła i jaki jest bilans uczestnictwa w UE" [4].
 
Warto zwrócić uwagę, że w tym raporcie chodzi jedynie o przepływy finansowe a nie inne korzyści lub straty w pozostałych obszarach naszego członkostwa w UE, jak np. know-how, transfer nowoczesnych technologii, poziom inwestycji zagranicznych, poziom bezrobocia, wysokość PKB, itd. Wskazana jest w nim po prostu tylko i wyłącznie finansowa strona strat jakie Polska poniosła w żywej gotówce, czyli ile pieniędzy netto otrzymaliśmy z UE a ile UE uzyskała pieniędzy netto dzięki otwarciu naszego rynku, który pozwolił na transfer zysków z Polski do krajów UE. 
 
Najważniejsze konkluzje tegoż raportu to: 
 
• w latach 2004-2020 z budżetu UE do Polski trafiło w latach 2004-2020 netto 593 mld zł;
• bilans finansowy spółek UE transferujących zyski z Polski to 981 mld zł. – To ten przepływ pieniądza w tamtym kierunku. To kwota netto, uwzględniająca zyski polskich spółek generujących zyski za granicą, na terenie UE – wyjaśniał prof. Krysiak.
• Minus 388 mld złotych to różnica w bilansie (między dwoma pierwszymi punktami), wskazująca, że średnioroczny ujemny przepływ wynosi około 23 mld zł;
• całkowite straty dla Polski w okresie od 2004 roku wynoszą około 535 mld złotych (wraz z bilansem eksportu do UE uwzględniającym wartość wsadu z importu – kolejne minus 148 mld złotych).
 
Środki, które Polska otrzymuje z UE, nie rekompensują otwarcia polskiego rynku wewnętrznego dla państw Europy Zachodniej – mówił podczas prezentacji raportu prof. Tomasz Grosse z UW".
 
Ogólnie Polska straciła finansowo na bytności w UE (do końca 2020 roku) grubo ponad 30 mld zł rocznie [4].
 
Oczywiście wyliczenia w/w profesorów spotkały się też z krytyką wielu ekonomistów, którzy wskazują, że popełnili oni błędy metodologiczne i ich raport nie uwzględnia reinwestowania zysków przez firmy zagraniczne (wskutek czego o 40% zawyżają odpływ kapitału z tytułu dywidend w okresie 2004-2020) czy też pomija saldo w wymianie usług (+376 mld zł łącznie w analogicznym okresie). Wskazują też, że profesorowie zastosowali błędną metodę obliczenia wkładu krajowego w eksporcie. Ekonomiści Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR) Leszka Balcerowicza po skorygowaniu błędów popełnionych przez autorów pokazali, że bilans przepływów finansowych wyniósł +929 mld zł a nie –535 mld zł [5].
 
Są zatem dwa skrajne obliczenia finansowych skutków naszej obecności w UE. Jedno mówi o tym, że straciliśmy 535 mld zł natomiast w kontrze do tych wyliczeń  L. Balcerowicz i jego FOR mówią, że zyskaliśmy 929 mld zł. Komu ufać bardziej? Pytanie wydaje się chyba retoryczne, ale niezależnie od tego nawet moje i dość ułomne wyliczenia wskazują, że na bytności w UE finansowo wcale nie zyskujemy a raczej tracimy. 
 
I właśnie przy moim założeniu retransferu w wysokości 70 eurocentów można też odnieść się do środków na lata 2021-2027. 
 
Łącznie w latach 2021–2027 składka członkowska Polski ma wynieść ok. 45,5 mld euro, t.j. średnio każdego roku ma sięgać ok. 6,5 mld euro [6]. My zaś mamy uzyskać 159 mld Euro wliczając w to Fundusz Odbudowy (granty + ewentualne pożyczki). Jak łatwo policzyć przy retransferze na poziomie 70% faktyczna pomoc wyniesie 47,7 mld euro a my wpłacimy ok. 45,5 mld euro, czyli netto uzyskamy szacunkowo tylko 2,2 mld euro. 
 
Ale przy tego typu obliczeniach winno się też uwzględnić właśnie strukturę  Funduszu Odbudowy, gdzie z puli 58,1 mld Euro Polska ma otrzymać do dyspozycji 23,9 mld euro w formie bezzwrotnych grantów oraz 34,2 mld euro w formie pożyczek. Z ogólnej puli środków, 20 proc. pieniędzy musi trafić na cyfryzację, a 37 proc. na inwestycje związane ze środowiskiem oraz ochroną zdrowia. Jeżeli więc chcemy wskazać, ile otrzymamy z UE bezzwrotnych pieniędzy to należałoby od ogólnej sumy 159 mld euro odjąć 34,2 mld euro pomocy w formie pożyczek a otrzymany wynik 124,8 mld euro jest tą faktyczną darmową pomocą unijną. Przy retransferze rzędu 70% okazuje się, że ta pomoc wynosi realnie 37,44 mld euro a nasze wpłaty wyniosą 45,5 mld euro, więc jednak stracimy na tej pomocy ok. 8,06 mld euro. 
 
Tak więc należałoby się głęboko zastanowić, czy w ogóle nasza bytność w UE jest nam potrzebna. Zarówno politycznie jak i gospodarczo. Może warto byłoby inwestować w polską gospodarkę własne pieniądze a nie unijne, które są tylko pozorowaną pomocą: my dajemy pieniądze a oni je w minimalnej i dla nich korzystnej wielkości transferują do Polski, jednocześnie opanowując polski rynek konsumencki. 
 
[1] https://krzysztofjaw.blogspot.com/2022/02/komisja-europejska-nie-damy-waszych.html i ten sam tekst m.in. opublikowany na: salon24.pl, blogmedia.24.pl, niepoprawni.pl, neon.pl
 
---------------------------------------------------
 
Informacja
 
Przez prawie 14 lat pisałem pro bono, bo miałem na to czas a na życie zarabiałem w innych miejscach.
 
Napisałem przeszło 1400 tekstów, które mają przeszło 4 mln odsłon i niezliczoną ilość komentarzy. Nigdy nie dałem się uwieść żadnej redakcji, bo chciałem pisać jako wolny człowiek, bez autocenzury wynikającej z 'linii programowej" określonej redakcji. Poza tym pisanie jest moją pasją. 
 
Ale dziś subiektywno-obiektywna moja realna sytuacja się zmieniła i mam coraz mniej czasu na przygotowywanie i publikowanie tekstów. Mam do wyboru: albo skończyć zajmujące mój czas darmowe pisanie i zająć się innymi rzeczami, albo uzyskiwać z tego jakieś gratyfikacje, choćby w formie niewielkiej darowizny. 
 
Napisanie w miarę dobrego tekstu wymaga dużego nakładu pracy i czasu. Dziś ten czas mi się kończy a nie lubię robić rzeczy tylko powierzchownie i pisać jakiś jednoakapitowych bzdur a ponadto uważam, że tak naprawdę nas - blogerów - wysiłek winien być doceniany jak wysiłek i praca dziennikarzy w mediach tradycyjnych. Ja przez 14 lat nie chciałem nigdy nikogo prosić o wsparcie, bo tego nie potrzebowałem. Lubię pisać i dzielić się moimi spostrzeżeniami z innymi. 
 
Serdecznie dziękuję moim dotychczasowym darczyńcom. Naprawdę nawet Państwo nie wiedzą, ile to dla mnie znaczy, bo daje mi jakąś szansę i motywację do dalszego blogowania a przede wszystkim to wsparcie świadczy, że jednak warto poświęcić swój - coraz mniej dla mnie dostępny - czas na tą moją "pisaninę". Jestem zobowiązany nawet za wsparcie małą kwotą, bo dla mnie jest to i tak indywidualne wydarzenie obrazujące wielkość Państwa Serc.  
 
Postanowiłem zatem na moim macierzystym blogu: https://krzysztofjaw.blogspot.com/ stworzyć odrębną zakładkę pod nazwą "Podziękowania za wsparcie", w której będę prezentował inicjały darczyńców i kwoty jakie otrzymałem. Oczywiście jeżeli Państwo wyrażą taką zgodę. Taką informację będę prezentował w cyklach miesięcznych. 
 
Zwracam się wobec tego do Szanownych Państwa, aby w tytule przelewu lub w wiadomości na PayPal napisali mi czy wyrażają Państwo zgodę na opublikowanie takiej informacji. Wystarczy mi zwrot: "Zgadzam się na ujawnienie moich (do wyboru: inicjałów, nicków lub personaliów) i kwoty wpłaconej". Może też być tylko np. zgoda na inicjały, nicki czy personalia z zastrzeżeniem nie podawania kwoty wsparcia. Można też wysłać do mnie e-maila: kjahog@gmail.com.
 
Jeżeli takiej zgody nie uzyskam to oczywiście pomoc będzie całkowicie anonimowa, bez żadnej internetowej publikacji a moja wdzięczność zostanie tylko w moim i Państwa sercu. 
 
---------------------------
 
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad... 
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw) 
http://krzysztofjaw.blogspot.com/ 
kjahog@gmail.com
 
Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą. Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję! 
Nr konta - ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814 
Paypal: paypal.me/kjahog
 

napisz pierwszy komentarz