Cięcie biurokracji

avatar użytkownika Tymczasowy

Ciąć biurokracje zawsze sie oplaci.Oszczednosci nigdy nie za duzo. Nie mam oczywiscie na mysli biurokracji w sensie weberowskim, tylko jako nadmiernie rozrosly, ociezaly aparat administracyjny duszacy ludzka aktywnosc. PiS ma inne priorytety i za biurokracje jeszcze sie nie zabral.

Doug Ford, nowy premier rzadu kanadyjskiej prowincji Ontario umiescil ten cel wsrod swoich priorytetow. jeszcze nie minal miesiac od zaprzysiezenia, a juz podjal caly szereg funadamentalnych decyzji, ktore odwracaja zmiany wprowadzane przez Liberalow przez ostatnich kilkanascie lat. Zmian sie spodziewano, ale nie przypuszczano, ze pojda one tak szybko i tak gleboko. Widac nowy, konserwatywny premier wyznaje zasade, ze zasadnicze zmiany nalezy wprowadzac szybko. Uderzenie moze utracic tempo w polowie kadencji, kiedy trzeba bedzie zajac sie przygotowywaniami do nastepnych wyborow.

Biurokracja oberwala kijem juz w czasie formowania nowego rzadu. Na przyklad, z trzech ministerstw zrobiono jedno. Ku mojej radosci zniknelo ministerstwo zajmujace sie Indianami. Mniej wiecej w tym samym czasie premier Kanady J.Trudeau zwiekszyl liczbe ministerstw z 30 do 35.  Ministerstwo "indianskie" nawet rozdwoil. Czlek uparl sie, by wlazic w ... "native people", muzulmanom, Sikhom oraz homoseksualistom. Powolal   niezwykle glupie ministerstwo zajmujace sie sprawami granicy z USA, w tym "nieregularna migracja". Dla przypomnienia, w Polsce, ktorej administracja panstwowa jest niezle rozbudowana, jest tylko 19 ministerstw. 

Trzy dni temu Ford oznajmil, ze zredukuje liczbe radnych w metroplii torontonskiej z 47 do 25. Przy okazji rzucil kilka uzasadnien: "Rada zawiodla, nie radzi sobie z waznymi problemami", Rada Torontonska "jest najbardziej dysfunkcjonalna  arena polityczna w calym kraju", "Ludzie maja gdzies politykow, chca by sprawy byly zalatwiane".

Argumentem na rzecz ciecia jest wielkosc rad miejskich w innych duzych miastach polnocnoamerykanskich. W liczacym 8.4 mln. mieszkancow Nowym Jorku jest tylko 51 radnych, a w Los Angeles pietnastu przy populacji 3.8 mln. W Toronto mieszka 2.5 mln. ludzi. Oczywiscie argument ten nie pasowalby do Europy, bo tam obowiazuja inne wzory. Taki Paryz (2.2 mln.) ma w Radzie 162 radnych, Berlin (3.4 mln.)- 149 radnych i Sztokholm (0.8 mln.) - 101 radnych. Ich wszystkich bije stolica Polski, Warszawa (1.7 mln.). Dziala w niej okolo 500 radnych: 60 w radzie miasta, a reszta w dzielnicach.Ratusz zatrudnia 20 000 osob.

Po ogloszeniu decyzji przez premiera Forda miejscowe lewactwo zawylo. Cudakow w Radzie Miejskiej jest wrecz nadmiar..Wolaja, ze mieszkancy Toronto sa zamroczeni wiadomoscia. Jedna z bardzo lewicowych radnych, Kristen Wong-Tam stwierdzila, ze jest to "anty-demokratyczny zamach na Toronto". Dodala, ze teraz bedzie gorzej, choc do tej pory musielismy zyc ze zlem jaki wprowadzila amalgamacja w 1996 r. Przy tej okazji biedna zdradzila swoja ignorancje dotyczaca zupelnie elementarnych spraw. Oto amlagamaja zostala wprowadzona w 1998 r. w ramach "Common Sense Revolution"  (Rewolucji Zdrowego Rozsadku) wprowadzona przez owczesnego konserwatywnego premiera Ontario, Mike'a Harrisa. Aktem Rzadu Ontaryjskiego powolal on City of Toronto. Zastapilo ono istniejace od 1967 r. Metro Toronto zlozone z City of Toronto, East York, Etobicoke, North York, Scarborough i York. W  miejsce rzadow  tych siedmiu calosci organizacyjnych powolano jedna Rade Miejska, ktorej wielkosc  wlasnie teraz zostanie zredukowana.

Kiedys Mike Harris dokonal radykalnej zmiany mimo, ze w referendum 76% mieszkancow metropolii opowiedzialo sie przeciwko amalgamacji. Teraz Ford ma za soba spoleczenstwo prowincji. Najwazniejsze jest jednak jest to, ze konstytucja daje rzadowi prowincjonalnemu bardzo duze uprawnienia. Moze on na przyklad rozwiazac miasto jako takie czy wladze innej spolecznosci lokalnej. Przeciwnicy sa bezradni. 

 

napisz pierwszy komentarz