Z bantustanu ku Polsce

avatar użytkownika kokos26

 

Teza mówiąca, że antypolski amok zachodniej prasy jest inspirowany z Polski ma tyle potwierdzających ją przykładów, że śmiało można powiedzieć, że została udowodniona. Nie trzeba o tym przekonywać wyrobionych politycznie Czytelników „Warszawskiej”. My wiemy, że tak było zawsze gdy system III RP drżał w posadach, a magdalenkowa sitwa była w opałach i trzęsła portkami przed utratą władzy. Przez te wszystkie lata przeszliśmy cały wymagany przez naukę proces prowadzący od hipotezy przez tezę do udowodnienia. Źródłem niemal każdego antypolskiego ataku idącego z zagranicy jest donos któregoś z miejscowych konfidentów. Nie odmówię sobie jednak przyjemności zaprezentowania kolejnego książkowego przykładu zaprzaństwa i donosicielstwa. Zmiana przez parlament medialnej ustawy wywołała protesty zagranicznych dziennikarzy, a polskojęzyczne łże media z nieukrywaną satysfakcją, niemal oblizując się z zadowolenia powielały jednakowy, jakby zredagowany w jednej centrali komunikat brzmiący: „Stowarzyszenie Dziennikarzy Europejskich (AEJ) w liście otwartym wezwało "do wstrzymania prac nad proponowanym przejęciem przez polski rząd bezpośredniej kontroli nad publiczną telewizją i radiem".
 
Cóż to takiego ten AEJ, który ośmiela się ingerować w wewnętrzne sprawy Polski? Dlaczego milczał, kiedy ekipa Tuska robiła totalną czystkę w mediach publicznych i wyrzucała na bruk niepokornych dziennikarzy, a Krajową Radę Radiofonii i Telewizji oddała wprost w ręce byłego aparatczyka PO, Jana Dworaka - kumpla i członka honorowego komitetu poparcia kandydata na prezydenta,  Bronka Komorowskiego? Dlaczego AEJ nie reagował, kiedy polityk rządzącego wówczas ugrupowania, Niesiołowski szarpał w jakimś furiackim amoku na oczach kamer opozycyjną dziennikarkę, Ewę Stankiewicz? Wystarczy wiedzieć, że AEJ, czyli Association of European Journalists ma w poszczególnych krajach wyznaczonych dziennikarzy do tak zwanego kontaktu. Można powiedzieć, że są to takie rozmieszczone w całej Europie czujniki mające w przypadku zagrożenia wolności słowa podnosić alarm. Kto jest tym czujnikiem AEJ w Polsce? Tu Czytelnika nie zadziwię. Jest nim publicysta i dziennikarz, Krzysztof Bobiński – ten sam, który z list Platformy Obywatelskiej bez powodzenia startował w 2004 roku w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Jakby tego wszystkiego było jeszcze mało jego żoną jest Lena Kolarska-Bobińska – europosłanka z list PO oraz minister nauki i szkolnictwa wyższego w rządzie Donalda Tuska i Ewy Kopacz. Ojcem Kolarskiej-Bobińskiej był przedwojenny komunista, Leon Kolarski, członek agenturalnej KPP. Chciałoby się powiedzieć, No to jesteśmy w domu, ale w tym przypadku trafniej będzie napisać, No to jesteśmy w bantustanie. 
 
Najwyższy czas odpowiedzieć sobie na następujące pytanie. Jak to się stało, że w naszym kraju jest tyle już nie tylko pojedynczych osób, ale całych środowisk gotowych zawsze do angażowania się w każdą antypolską akcję godzącą w naszą ojczyznę i bez cienia wątpliwości służącą obcym interesom? Jak to się stało, że media stręczą nam tych zdrajców i konfidentów w aureolach autorytetów, ekspertów i jedynie słusznych polityków?
Otóż w 1989 roku nie powstało żadne wolne i niepodległe państwo polskie, ale bantustan. Jak wiemy takie państwo-potworek może istnieć przez całe lata tylko w przypadku, kiedy na jego czele stoją przekupni figuranci niemający poparcia swoich rodaków. To poparcie można było jedynie wykreować poprzez media. To interes polityczny kolonizatorów, a nie jak twierdzą beneficjenci III RP kapitalizm i wolny rynek doprowadziły do zagarnięcie mediów w Polsce przez zagraniczne koncerny, głównie niemieckie.
 
Ma rację wicepremier Mateusz Morawiecki mówiąc w wywiadzie dla „Polska The Times”: „Ubolewam nad tym, że od XVIII wieku, a może nawet wcześniej, zmagamy się ze zjawiskiem donoszenia na własny kraj za granicą. Większość tych artykułów w zagranicznych gazetach tak powstaje. Część polskiej elity, polskiego establishmentu, jest bardzo niedojrzała. Nie wyobrażam sobie takiego zachowania elity niemieckiej. Proszę popatrzeć, jak oni rozgrywają ultrakontrowersyjny projekt Nord Stream 2. Pełna solidarność całej klasy politycznej".
 
Na swój sposób ma też rację niemiecka gazeta „Rheinische Post” pisząc: „Nowy polski rząd został wybrany w demokratycznych wyborach. W związku z tym ma wolność działania. To nie oznacza jednak, przynajmniej według standardów unijnych, że można dowolnie kształtować państwo prawa według swego widzimisię, tak jak przycina się żywopłot”. Niemiecki dziennikarz najwyraźniej w porę ugryzł się w palec stukający w klawiaturę i nie napisał, że PiS nie może według swojego widzimisię przycinać żywopłotu, który Berlin traktuje, jako część własnego prywatnego ogrodu.
      
Oczywiście ktoś może powiedzieć, że każdy, kto nazywa III RP bantustanem jest niespełna rozumu oszołomem i pukając się w czoło z cynicznym uśmieszkiem na twarzy zapyta mnie o dowody na taki stan rzeczy. Jestem i na to przygotowany. Chciałbym dowiedzieć się, dlaczego do mediów tak zwanego głównego nurtu nie przebiła się pewna bulwersująca, a nawet dramatyczna informacja widniejąca na stronie Centralnego Biura Antykorupcyjnego i mówiąca, że: „Polska traci miliardy złotych rocznie w wyniku nielegalnego przepływu środków finansowych. Opublikowany właśnie raport Global Financial Integrity (GFI) wskazuje, że nielegalny transfer pieniędzy z naszego kraju w ciągu dekady osiągnął kwotę blisko 150 miliardów złotych”.
 
Dla uzupełnienia dodam, że w tym opublikowanym przez GFI rankingu Polska znalazła się w pierwszej dwudziestce państw, w których ten „nielegalny przepływ środków finansowych” jest największy. Mówiąc kolokwialnie jesteśmy w światowej czołówce państw najbardziej okradanych przez międzynarodówkę finansowych geszefciarzy i zagraniczne korporacje – głównie niemieckie. Nie to jest jednak miernikiem dramatu i dowodem na to, że w 1989 roku powołano nad Wisłą do życia zwyczajny bantustan. Wszystkich tych, którzy opowiadają Polakom bajki o silnej Polsce w zjednoczonej Europie informuję, że w pierwszej dwudziestce tego rankingu najbardziej okradanych w świecie państw jesteśmy rodzynkiem, czyli jedynym członkiem Unii Europejskiej i figurujemy tam w towarzystwie Kostaryki, Paragwaju, Filipin i Nigerii.
 
Pamiętajmy, że to, co dzieje się w Polsce po wyborczym podwójnym zwycięstwie PiS to jest zwykła polityczna gangsterka oraz usilna międzynarodowa, głównie niemiecka próba zrewoltowania polskiego społeczeństwa. Kolonizatorzy nie mogą pogodzić się z tym, że mieszkańcy polskiego bantustanu zbuntowali się i wbrew nachalnej propagandzie nie wybrali tych, którzy byli przecież wyraźnie wyeksponowani, naznaczeni i podtykani nam przez ich zagranicznych mocodawców. W tym celu powtykano im w kupry ozdobne czerwone i różowe piórka, abyśmy się czasem nie pomylili. Dzisiaj zaś w wyraźnej panice na wodza bantustanu kreują kolejnego figuranta, Ryszarda Petru - ostatnią nadzieję na utrzymanie Polski w roli eksploatowanego i okradanego murzyna na europejskiej plantacji trzciny cukrowej.
 
U George’a Orwella w „Folwarku zwierzęcym” najgłupszą częścią społeczności zwierząt były owce, bezkrytycznie przyjmujące wszystko, co się im mówi. Polacy w 2015 roku udowodnili, że owcami już nie są, - ale to jeszcze za mało by przestać dać się strzyc. W 2016 roku musimy pokazać, że jako naród posiadamy również cechy dostojnego i majestatycznego  drapieżnika widniejącego w naszym godle.        
 
Artykuł opublikowany w tygodniku Warszawska Gazeta

Etykietowanie:

napisz pierwszy komentarz