ZBRODNIE EUTANAZJI W SZPITALU DLA NERWOWO I PSYCHICZNIE CHORYCH W OBRZYCACH W LATACH 1942 - 1945

avatar użytkownika intix

ZBRODNIE EUTANAZJI W SZPITALU DLA NERWOWO I PSYCHICZNIE CHORYCH W OBRZYCACH W LATACH 1942 - 1945

Andrzej Toczewski

 

Szpital dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w latach 1942-1945 był jednym z elementów machiny zbrodni – uśmiercania osób dotkniętych chorobami psychicznymi. Ludobójstwo w Obrzycach było przedmiotem badań i śledztwa Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Zielonej Górze. Zakończono je w 1966 roku zorganizowaną konferencją naukową, na której przedstawiono wyniki badań1[i]. Ustalenia pochodzące z tego dochodzenia ukazano w poniższym artykule.

Rasizm jest doktryną, która zakłada, że poszczególne rasy charakteryzują nie tylko różne cechy fizyczne, ale są też determinowane przez różnice psychiczne. Pogląd stosuje hierarchizację i dzieli je na wyższe i niższe. Ich mieszanie się uważane jest za prowadzące do degeneracji ludzkości i jej upadku, dlatego konieczne jest zachowanie „czystości rasy” i niezbędne w tym celu stosowanie segregacji. Obszarem badań zajmującym się selektywnym rozmnażaniem jest eugenika, która ma na celu przekazywanie z pokolenia na pokolenie cech uważanych za pożądane i wartościowe dla danego gatunku. Z jednej strony tworzy warunki korzystne dla rozwoju gatunków o cechach pozytywnych, czyli pożądanych, z drugiej uniemożliwia rozwój potomków o cechach negatywnych, np. z wadami genetycznymi, lub rasowo niepożądanych. W takim rozumieniu eugenika była wykorzystywana do celów hitlerowskich i zbrodniczej polityki Adolfa Hitlera i III Rzeszy2[ii].

Hitler postawił sobie za cel wprowadzenie w życie nietzscheańskiej wizji „nadczłowieka”, a miano to przypisał nacji germańskiej. Prawo do życia zyskali jedynie przedstawiciele tzw. typu nordyckiego. W ujęciu antropologicznym jest to typ rasy białej, cechujący się wysokim wzrostem, jasną pigmentacją skóry, niebieskim kolorem oczu i blond owłosieniem. Niemieccy eugenicy uważali, że pod względem wartości umysłowych i fizycznych rasy ludzkie nie są sobie równe. Dzielili ludzi na należących do ras wyższych i niższych. Krzyżowanie ras wyższych i niższych uznawali za szkodliwe. Jednym z priorytetów III Rzeszy była eksterminacja narodów uznanych za rasy niższe i takie wykorzystanie eugeniki, by rozwój zapewnić jedynie rasy nordyckiej3[iii].

W lipcu 1939 roku w kancelarii Rzeszy odbyła się poufna konferencja, której tematem było uśmiercanie osób psychicznie chorych. Idea pochodziła od Hitlera, który w Mein Kampf pisał:

Jeśli Niemcy będą miały każdego roku milion zdrowych, silnych dzieci, a jednocześnie wyeliminuje się siedemset – osiemset tysięcy spośród najsłabszych obywateli, w rezultacie końcowym siła narodu się zwiększy4[iv].

21 września 1939 roku w Grand Hotelu w Sopocie odbyła się narada z udziałem Hitlera, który przedstawił plany uśmiercania chorych umysłowo dorosłych osób na terenie Niemiec, co miało wpłynąć na zachowanie „czystości niemieckiej krwi”. Podjęte wtedy decyzje znalazły się w dyrektywach Hitlera z października 1939 roku. Eutanazji podlegali ludzie niedorozwinięci i chorzy psychicznie oraz neurologicznie, ze schizofrenią, niektórymi postaciami padaczki, otępieniem starczym, pląsawicą Huntingtona, stanami po zapaleniu mózgowym, ludzie niepoczytalni, przebywający w zakładach opiekuńczych ponad 5 lat oraz

z niektórymi wrodzonymi zaburzeniami rozwojowymi, np. dziedziczną ślepotą, ciężkim dziedzicznym zniekształceniem ciała lub głębokim alkoholizmem.

 

Programem T4 objęto wszystkich dorosłych pacjentów publicznych i kościelnych placówek opieki. Personelowi placówek polecono przygotować odpowiednie ankiety opisujące stan zdrowia podopiecznych do oceny specjalnych komisji lekarskich, które decydowały o życiu lub śmierci.

Hitlerowscy funkcjonariusze, lekarze Brack, Bouhler i Conti, spotkali się na przełomie 1939 i 1940 roku w Instytucie Kryminalno-Technicznym w Brandenburgu, gdzie dokonano pierwszej próby uśmiercenia ludzi gazem. Ofiarami byli czterej psychicznie chorzy mężczyźni. W czasie morderstwa tlenkiem węgla odnotowano czas zgonu, który nastąpił po 22 minutach. Uczestnikiem zbrodni miał być sam Hitler, jednak nie przybył, a w zastępstwie delegował swego lekarza, Brandta. Realizacją programu eutanazji miał zająć się 37-letni prof. psychiatrii Werner Heyde, a od 1941 roku prof. Paul Nitsche.

Program T4 był pierwszym masowym mordem ludności dokonanym przez niemieckie państwo nazistowskie, gdy opracowano technologię grupowego zabijania, zastosowaną później w niemieckich obozach zagłady. Hitlerowcy szukali różnych środków umożliwiających najsprawniejszą, technicznie najlepszą metodę ludobójstwa. Ludzi uśmiercano zastrzykami weronalu, luminalu, morfiny ze skopolaminą, truto kwasem pruskim. Innym sposobem zabijania było głodzenie ludzi, przy czym śmierć osiągano nie za pomocą zupełnego pozbawienia żywności, lecz poprzez stopniowe zmniejszanie podawanych racji5[v].

W miarę rozszerzania się akcji T4 zabijanie zastrzykami uznano za nieefektywne i rozpoczęto eksperymenty z zabijaniem gazami trującymi, tlenkiem węgla, spalinami samochodowymi i cyjanowodorem.

Stacjonarne komory w ramach akcji T4 znajdowały się w piwnicach dawnych zamków.

Pierwsze prymitywne komory gazowe wybudowano i wykorzystywano w szpitalach psychiatrycznych na terenach Polski – w Owińskach k. Poznania, Świeciu, Kocborowie i w Forcie VII w Poznaniu6[vi].

Szacuje się, że w okresie szczytowym programu, czyli w latach 1940-1941, zabito ponad 70 tys. chorych i niepełnosprawnych, także pensjonariuszy zakładów psychiatrycznych na terenach okupowanych. Od kwietnia 1941 roku program rozszerzono o „Akcję 14f13” (Aktion 14f13) obejmującą chorych psychicznie i niepełnosprawnych nie-niemieckich więźniów obozów koncentracyjnych. Wymordowano ok. 20 tys. osób.

Jednym z zakładów leczniczych dla psychicznie chorych na terenie III Rzeszy, który został zamieniony przez hitlerowców w instytucję masowej zagłady był szpital psychiatryczny o nazwie Provinzial–Irrenanstalt Obrawalde bei Meseritz, w dzisiejszych Obrzycach na Ziemi Lubuskiej. Pod względem uśmiercania niewiele różnił się od podobnych zakładów w centralnych lub zachodnich Niemczech. Istotna różnica polegała na okresie, którym mordowano chorych. Podczas, gdy w pozostałej części Niemiec tzw. pseudoeutanazja została przerwana na przełomie 1941 i 1942 roku, to w zakładzie w Obrzycach uśmiercanie rozpoczęło się dopiero w 1942 roku. W latach 1942-1945 w Obrzycach zgładzono ok. 10 tys. osób, co stawia szpital na czwartym miejscu pod względem ilości ofiar pośród 26 ośrodków. Placówki, w których zamordowano więcej chorych to Hartheim k. Linzu (18 269 ofiar), Sonnenstein k. Pirny (13 720 ofiar) i Hadamar (10 072 ofiar)7[vii].

Szpital w Obrzycach powstał w latach 1901-1904 w dawnej pruskiej prowincji poznańskiej. Nazwę zawdzięczał położeniu w pięknej, leśnej okolicy nad rzeką Obrą, dwa kilometry od Międzyrzecza. Północną granicę tworzyła Obra, południową droga prowadząca z Pszczewa do Międzyrzecza. Szpital był przewidziany dla 700 chorych, ale od początku zakładano jego rozbudowę. Po zamontowaniu urządzeń grzewczych, instalacji elektrycznej i wodociągowej pojemność zwiększono do 1200 pacjentów.

Poszczególne pawilony i budynki gospodarcze, administracyjne oraz mieszkalne dla pracowników zakładu rozmieszczone zostały w postaci ulic przebiegających z południa na północ o długości 516 m i ze wschodu na zachód o długości 330 m. Do powierzchni wliczono osadę pielęgniarską składającą się z kilku domów. Przy zakładzie zbudowano własną bocznicę kolejową.

We wschodniej części znalazły się pawilony dla chorych mężczyzn, w zachodniej – dla kobiet. Podzieliła je ulica stanowiąca oś główną zabudowy od budynku administracyjnego na północ w kierunku Obry. Pierwotne założenia zakładu znacznie odbiegały od dzisiejszych, bowiem przewidywano osobne budynki dla chorych nadpobudliwych i agresywnych, a inne dla spokojniejszych i niekonfliktowych.

Większość pawilonów bardziej przypominała zabudowania dzielnicy willowej wzdłuż szerokich alei spacerowych niż budynki przeznaczone dla osób umysłowo chorych. Zarówno historia powstania zakładu, jak i późniejszy jego rozwój wskazują, że od samego początku był przeznaczony dla osób psychicznie chorych i miał na celu ich leczenie, ochronę społeczeństwa przed niebezpiecznymi osobami niepoczytalnymi, zatrudnianie osób zdolnych do wykonywania nieskomplikowanej pracy, dla utrzymania sprawności fizycznej i stworzenie formy terapii poprzez pracę, wykorzystanie pacjentów w gospodarstwach pomocniczych dla zmniejszenia kosztów utrzymania dużego zakładu. Przy podobnych założeniach umieralność wśród społeczności szpitala nie odbiegała od przeciętnej w innych zakładach; wahała się w granicach 1-4%. Potwierdziły to karty chorych zakładu w Obrawalde, dokładnie wypełniane przez ówczesnych lekarzy niemieckich. Nie uwidaczniała się żadna różnica w traktowaniu psychicznie chorych, nawet wtedy, gdy byli pochodzenia polskiego. Anormalny, wprost szokujący skok umieralności dał się zauważyć w latach 1942-1944, tj. w okresie zmiany charakteru zakładu, przejścia na masowe wyniszczenie, tzw. bezużytecznych pożeraczy chleba8[viii].

Początkowo szpital pełnił funkcję punktu tranzytowego do innych miejsc zagłady. Formowano transporty i wysyłano je m.in. do Kościana, gdzie w okresie od stycznia do lutego 1940 roku zamordowano 3334 pacjentów. Fazę przygotowawczą do eutanazji w Obrzycach stanowiło opróżnienie szpitala z dotychczasowych pacjentów, pochodzących przeważnie z terenów centralnych i zachodnich Rzeszy. W miejsce wywiezionych na śmierć przywożono nowe transporty z innych szpitali w Saksonii, Nadrenii, Westfalii, Hamburgu i Szlezwiku-Holsztynie.

Mordowanie rozpoczęło się po objęciu stanowiska dyrektora administracyjnego przez Waltera Grabowskiego pod koniec 1941 roku. Wcześniej, do listopada 1941 roku, dyrektorem był dr Vollheim, który nie wyraził zgody na stosowanie eutanazji. Został zwolniony ze stanowiska, zastąpił go Grabowski, Kreisleiter NSDAP, nr legitymacji partyjnej 37 406, według volksdeutscha z Rawicza z zawodu kupiec, który wcześniej pracował w administracji i aparacie partyjnym na terenie Wielkopolski, w Kaliszu i Kościanie.

Jak opowiadał jeden z pacjentów szpitala, Hans Ralfs:

Grabowski to człowiek bez jakiegokolwiek przygotowania do swojego stanowiska. Z dostępnych mi akt personalnych i jego prywatnej korespondencji wynika, iż do chwili powołania na stanowisko dyrektora był on pracownikiem biurowym. [...] wnet odstawił na plan drugi starszych emerytowanych lekarzy, sam rozpoczął tępienie. Dyrektor musiał zmienić kierownictwo zakładu, ponieważ dr Vollheim odmówił swojego udziału. Zgodził się natomiast dr Mootz i Grabowski po brudnych i małostkowych intrygach zrobił z niego naczelnego lekarza9[ix].

Grabowskiemu została powierzona akcja likwidacji niepełnowartościowych ludzi, „darmozjadów”  (nutzloser Esser). Podobnie jak w innych zakładach uśmiercanie poprzedzało wypełnienie kwestionariusza, który stanowił załącznik do tajnego rozkazu dziennego nr 163/41. Realizację ludobójstwa nadzorowali dr Mootz i dr Hildegarde Wernicke, ordynator oddziału kobiecego, którzy przy pomocy personelu pomocniczego wprowadzili w życie mechanizm zbrodni. Uśmiercaniu podlegały w pierwszej kolejności osoby niezdyscyplinowane, odmawiające pracy i niezdolne do niej z powodu złego stanu zdrowia, próbujące ucieczki. W rzeczywistości ofiarami zbrodni padali pacjenci lżej chorzy, uleczalni, tacy, którzy w jakikolwiek sposób narazili się personelowi lekarskiemu lub pielęgniarskiemu10[x].

Transporty ludzi przeznaczonych do uśmiercenia docierały do Obrzyc nocą, co kilka tygodni, zwykle po 200-300 osób. Wyładowania odbywały się między godziną 23.00 a 24.00. Pierwsze pociągi przyjechały na początku 1942 roku. Największe nasilenie transportów nastąpiło dwa lata później. Chorzy, których lokowano w uprzednio opróżnionych pawilonach nie mieli żadnej nadziei na przeżycie. Tych, którzy byli zdolni do pracy, zmuszano do wysiłku ponad możliwości fizyczne. Kto się opierał lub próbował odpocząć, narażał się na pobicie przez strażników, np. kolbą karabinu. W znęcaniu się nad chorymi przodował pielęgniarz Emil Schmidt, o przydomku Revolverschmidt, gdyż przy każdej okazji chwytał za broń. Ciężko pracujący byli niedożywieni, często potajemnie zjadali łupiny i odpadki ziemniaków, które podgrzewali w kotłach. Nikogo nie leczono, dlatego nawet fizycznie zdrowi pacjenci z niedużymi zaburzeniami psychicznymi tracili siły i stawali się „bezużytecznym pożeraczami chleba”.

Po selekcji dokonanej przez lekarzy, pacjentów przenoszono do tzw. gabinetów izolacyjnych, usypiano i uśmiercano11[xi]. Metody mordowania były różne. Najczęściej chorym podawano luminal, 5-10 tabletek albo w proszku rozpuszczonym w płynie doustnie lub w pożywieniu. Podawanie środków doustnych zwykle przeprowadzono następująco: jedna z pielęgniarek przytrzymywała pacjenta, druga wpychała tabletki do ust, wlewała bezpośrednio lub podawała łyżeczką płyn z zawartością. Gdy chory był niespokojny, bronił się zdając sobie sprawę z groźby sytuacji, w zabiegu uczestniczyło więcej osób. Nie obywało się bez nakłaniania do spożycia środka uśmiercającego rzekomo w celu leczniczym. Podstępem starano się uśpić czujność. Wielu pacjentów dawało się przekonać, że sytuacja służy wyleczeniu i po kuracji wrócą do domu.

Bardzo często chorzy nie wierzyli, że podawany preparat ma charakter leczniczy. Domyślali się, że zostaną pozbawieni życia. Nie tylko odmawiali przyjęcia leku, ale bronili się. Personel medyczny znalazł sposób na pokonanie opornych pacjentów. Przy zabiegu uśmiercającym brały udział dwie, trzy pielęgniarki, czasem pielęgniarze. Stosowano brutalną przemoc, np. wobec Alviny Behnke z Hamburga, która rozpaczliwie broniła się przed zastrzykiem. Kilka pielęgniarek rzuciło chorą na podłogę i przygniatając umożliwiło innej pielęgniarce, Helenie Wieczorek, podanie morfiny ze skopolaminą.

Praktykowano wstrzykiwanie morfiny, evipanu lub morfiny ze skopolaminą. Chorym, którzy odmawiali przyjęcia zastrzyku lub płynu, wprowadzano środki do żołądka za pomocą sondy bądź wlewu doodbytniczego. Wstrzykiwano też dożylnie powietrze, by wywołać zgon w następstwie pojawiającego się zatoru. Ten sposób stosowano, gdy brakowało środków farmaceutycznych, jak zeznała pielęgniarka Berta Helmis12[xii].

Śmierć pojawiała się najczęściej po upływie kilku godzin od zaaplikowania środka, w zależności od stanu fizycznego i wydolności serca pacjenta. Chorzy umierali w drgawkach, dusząc się. Zwłoki zwożono czterokołowym wózkiem do kostnicy, gdzie nagie ciała owijano początkowo czarnym papierem służącym do zaciemniania okien. Odzież zabierała służba sanitarna i rozdzielała pomiędzy siebie lepsze sztuki. Uśmierconym osobom usuwano złote zęby. Ilość zamordowanych osób w Obrawalde wahała się początkowo w granicach 15-20 dziennie. W 1944 roku osiągnęła stan 20-30 osób dziennie13[xiii].

Do wywożenia zwłok powołano specjalną kolumnę złożoną m.in. z pacjentów jeszcze zdolnych do pracy, którą określono jako Friedhofskolonne. Chowanie uśmierconych odbywało się potajemnie, ponieważ mordowanie było utrzymywane w tajemnicy. Istniał zakaz prowadzenia rozmów z obcymi osobami. Większość zamordowanych chowano w masowych grobach na terenie szpitala, część zwłok przewożono do krematorium na terenie Frankfurtu n. Odrą.

Po wejściu w życie zakazu przewozu ciał, władze szpitala przystąpiły do budowy własnego krematorium. Zgromadzono potrzebny materiał i urny na prochy, wyznaczono miejsce do montażu pieca. Zajęcie Obrawalde przez wojska radzieckie w 1945 roku uniemożliwiły realizację przedsięwzięcia.

Wejście na teren zakładu było zabronione, zaś wyjście bez zezwolenia dyrekcji obwarowane surowymi sankcjami. Rodziny informowano o zgonie pacjenta podając fikcyjną przyczynę śmierci. Przybycie na pogrzeb było niemożliwe, gdyż najbliższych zawiadamiano najczęściej po pogrzebie albo zaznaczano, że przyjazd nie jest konieczny, co wobec ograniczeń podczas wojny uniemożliwiało zakup biletu kolejowego.

Jak ustalono na podstawie akt historii choroby, bardzo często dochodziło do starć między rodzinami zmarłych pacjentów a szpitalem. Dyrekcja zawiadamiała rodziców, że córka zmarła na zapalenie wyrostka, tymczasem rodzina odpisywała, że dziewczyna już przed laty przeszła stosowną operację i wyrostka nie miała. W innym przypadku zamordowano mieszkańca Frankfurtu n. Odrą po 30-dniowym pobycie w Obrzycach, który do swej córki napisał list ze słowami, że Hitler wojny nie wygra. Gestapo wolało autora listu uznać za chorego psychicznie i zlikwidować niż wytaczać postępowanie lub umieszczać go w obozie koncentracyjnym14[xiv].

Na podstawie listów od rodzin zawartych w teczkach W. Lemiesz przytoczył przykłady likwidowania w Obrzycach zdrowych pacjentów i cały szereg zdarzeń kompromitujących personel szpitala. Znamienny jest casus Elfriede Walden. W czasie bombardowania została ranna i umieszczona przez ojca w szpitalu w Hamburgu, a stamtąd bez jego wiedzy przeniesiona do Obrzyc, rzekomo w celu uchronienia przed nalotami. Gdy po kilku tygodniach nadeszła wiadomość o śmierci dziewczyny z powodu choroby serca, rodzice przyjechali do Międzyrzecza. Na miejscu przekonali się, że córka nie zmarła śmiercią naturalną, lecz została zamordowana, ze względu na antyhitlerowskie nastawienie, którego nie ukrywała w swych wypowiedziach15[xv].

Tezę o uśmiercaniu w Obrzycach ludzi zdrowych, lecz nieprzychylnych reżimowi, potwierdzają inne przypadki. W księdze Urzędu Stanu Cywilnego w Obrzycach figuruje nazwisko Aleksandra von Kamecke, który 11 sierpnia 1944 roku rzekomo zmarł na udar mózgu. Po wojnie jego bratanek napisał do sądu berlińskiego, że wujek był zdrowy i w pełni sił, a został aresztowany przez Gestapo z powodów politycznych.

W Wilkowie, w oddziale Archiwum Państwowego w Zielonej Górze, zachowało się ok. 5,5 tysiąca teczek związanych z „leczeniem chorych w Obrzycach”. Opracowaniem zbioru akt zajęli się lekarz medycyny Maria Mierzwicka-Rademacher i historyk Anzelm Rademacher. Według ich ustaleń, zgon pacjentów z reguły następował między godziną 8.00 a 12.00, w regularnych odstępach piętnastominutowych. Wolne od zgonów były niedziele i dni świąteczne.

Obok teczek z aktami choroby zachowały się też teczki zawierające korespondencję z rodzinami. Na uwagę zasługuje fakt, że zawierała ona nieraz materiał obciążający pacjenta, np. żona chorego Wilhelma Beckera, przebywającego w szpitalu od 6 czerwca 1944 roku z rozpoznaniem psychopatii, podała w liście, że choroba jej męża prawdopodobnie rozpoczęła się już w 1942 roku gdy w obozie dla jeńców radzieckich pracował w charakterze dozorcy. Jako dowód przytoczyła sadystyczny stosunek do jeńców, co obserwowała, gdy przynosiła posiłki. Trzy miesiące później pacjent został uśmiercony. Jako przyczynę zgonu podano zapalenie płuc i osłabienie serca16[xvi].

Pomiędzy osobami uśmiercanymi znajdowali się nie tylko Niemcy, ale również obywatele innych państw: 5 polskich jeńców wojennych, 2 francuskich jeńców wojennych, 48 robotników polskich obojga płci, 96 robotników ze Związku Radzieckiego obojga płci, 2 Francuzów, 2 Włochów, 4 pacjentów z Czechosłowacji, 5 Holendrów, 1 Belg, 3 Rumunów, 2 Duńczyków i 2 obywateli innych państw.

Wśród pacjentów szpitala o polsko brzmiących nazwiskach, którzy zostali zamordowani znaleźli się: Kazimierz Czajka, Joanna Turolska, Fryderyk Dombrowski, Katarzyna Szumnarska, Johann Skrzypski, Katarzyna Odważna, Aleksander Brzeski, Mieczysław Kalina, Franz Skrzypczak, Paweł Trzebiatowski, Anton Mrozek Gliszczyński, Leo Czternasty, Władysław Kowalski. Wielu pacjentów pochodziłlo z Berlina, nieliczni z terenów obecnej Ziemi Lubuskiej, m.in.: Emil Wintsche z Drezdenka, Wilhelm Werk ze Strzelec Krajeńskich, Herman Jandt z Kargowej17[xvii].

Według zachowanych akt udało się ustalić nazwiska pięciu polskich jeńców, którzy zostali zamordowani w Obrzycach. Byli to: ppor. Witold Mazurkiewicz, por. Teofil Pietroń, por. Bolesław Napierała, ppor. Alojzy Czernecki, szer. Bolesław Cebula, wszyscy z Oflagu II C Woldenberg (Dobiegniew)18[xviii].

Przyczyny zgonów najczęściej się powtarzały. Jednego dnia na 25 uśmierconych osób u ok. 15 stwierdzono zapalenie płuc, w innych dniach zapalenie nerek, innym razem osłabienie mięśnia sercowego, udar mózgu. Biorąc pod uwagę skutki spowodowane przez środki uśmiercające, lekarze nie badali chorych przed zgonem, ani nie dokonywali sekcji zwłok. Przy pozycji 2269 z 1944 roku w księdze zgonów widniej zapis: „zakażenie ogólne wskutek ostrzału na bojem śrutowym podczas próby ucieczki”. U wielu osób, głównie z Hamburga i Berlina, podane jest rozległe poparzenie w wyniku bombardowania lotniczego. Można przyjąć, że ci pacjenci znaleźli się w zakładzie w Obrzycach na skutek obrażeń poniesionych podczas bombardowania w rodzinnym mieście, a nie dlatego, że byli dotknięci chorobą psychiczną.

Kierownictwo szpitala starało się, by żadna wiadomość o tym, co dzieje się za murami, nie wydostała się na zewnątrz. Próby alarmowania władz, opinii publicznej i krewnych kończyły się tragicznie. Chorych bezlitośnie uśmiercano. Helena Wasse przybyła do Obrzyc 12 maja 1944 roku, a 20 czerwca napisała do brata do Szczecina, że w szpitalu zabija się pacjentów. List wpadł w ręce dr Wernicke i z adnotacją na kopercie „do historii choroby” został włączony do akt. Już 22 czerwca chora nie żyła, o czym dowiadujemy się z jej danych personalnych i księgi zgonów. Za przyczynę śmierci, która miała nastąpić o godz. 2.00 nad ranem, podano uwiąd starczy19[xix].

W styczniu 1945 roku Obrzyce zostały zajęte przez wojska 1 Frontu Białoruskiego.

W szpitalu znajdowało się wtedy ok. tysiąc pacjentów. Po otrzymaniu informacji o popełnionych zbrodniach, powołano komisję złożoną z przedstawicieli 16 Armii Lotniczej, działającą od 16 do 26 lutego 1945 roku na terenie szpitala w Obrzycach w składzie: przewodniczący lekarz medycyny, neuropatolog ppłk Płatonow, lekarz mjr Weinsztein, lekarz st. lejtnant Olsztein i mjr Kobielow z wydziału politycznego. Komisja ustaliła, że część pacjentów była zdrowa i spośród nich przesłuchano 10 osób, w tym Polaka, Amerykanina i Francuza. Zeznania zostały ujęte w protokole sporządzonym przez oficera śledczego, lejtnanta Nikołajewa. Większość przesłuchanych pacjentów podała, że została skierowana do Obrzyc nie jako chorzy, ale „niepełnowartościowi” z punktu widzenia teorii rasistowskiej. żadnego leczenia wobec nich nie stosowano. Komisja stwierdziła, że większość chorych była w młodym wieku, sterylizowana poprzez podwiązanie nasieniowodu. Ujawniono 15 osób sterylizowanych. Ich zeznania o sterylizacji potwierdziły blizny na woreczku jądrowym. Wszyscy pacjenci – Fritz Prukan, Otto Lehmann, Peter Klaus (Amerykanin), Henryk Kunc, Rimec Gano, Gilbert Ardre (Francuz), Martyn Nagiel, Zygmunt Szafrański (Polak), Henryk Nagiel oraz Wilhelm Dregen i przeważająca większość pozostałych chorych – zeznali, że chorych i niepełnowartościowych unicestwiano w Obrawalde za pomocą „śmiertelnej strzykawki” (Todspritze), przy czym dziennie uśmiercano 30-50 osób.

Większość chorych pokazała przedstawicielom komisji radzieckiej „pokoje śmierci” (Todzimmer), w których odbywało się tzw. szprycowanie – kobiet w bloku 6, mężczyzn w blokach 18 i 19.

W bloku nr 6 obok pokoju śmierci komisja ujawniła magazyn ponad 100 par obuwia damskiego i wielu sztuk odzieży. Według słów chorych znajdujących się w sąsiedniej sali, wszystko należało nie do nich, ale do zlikwidowanych.

Na cmentarzu szpitalnym ujawniono 2 zasypane rowy wypełnione zwłokami i jeden rów zapełniony zwłokami do połowy, ułożonymi w 4-5 rzędowych stosach. W każdym z nich było przypuszczalnie 1000 ciał. Jak ustalono, rodzaj gleby świadczył o tym, że rowy pochodziły z jesieni 1944 roku. Obok znajdowało się jeszcze szereg podobnych, dużo starszych masowych mogił.

Przy oględzinach piwnicy znaleziono doprowadzenie prądu wysokiego napięcia, nową cegłę ogniotrwałą w dużej ilości, drzwiczki piecowe podobne do drzwiczek pieców w obozie w Majdanku; zauważono prace przygotowawcze do budowy pieców krematoryjnych. Wielu pacjentów zeznało przed komisją, że słyszeli o rozpoczętej budowie pieców do palenia zwłok. Na strychu bloku nr 9 znaleziono kilka tysięcy urn na prochy. Chorzy zeznawali, że duża ilość ciał była z Obrawalde systematyczne wywożona pociągami20[xx].

Zaznajomiwszy się z faktami, szef służby sanitarnej 1 Frontu Białoruskiego, gen. Barbanow, w uzgodnieniu z wojskowym prokuratorem 1 Frontu Białoruskiego, gen. Jaczeninem, postanowili powołać komisję pod przewodnictwem głównego eksperta medycyny sądowej Frontu, płk. dr. Fausta Szkarawskiego, by dokładnie i wszechstronnie poznać działalność niemieckiego szpitala dla psychicznie chorych w Obrzycach. Od 3 do 10 marca 1945 roku komisja przeprowadziła wizję lokalną. Dalsze czynności badawcze trwały do końca maja.

Potwierdziły się poprzednie ustalenia, że w Obrawalde rzeczywiście znajdował się „szpital śmierci”, gdzie masowo uśmiercano „osoby niepełnowartościowe i nieprawomyślne” (nielojalne) w opinii władz hitlerowskich. Wyniki badań i zebrane materiały były tematem sesji sądu wojskowego Armii Czerwonej w Międzyrzeczu 10 maja 1945 roku. Rozpatrzono oskarżenie dwóch osób z załogi medycznej szpitala, Amandy Ratajczak, starszego felczera, i Hermana Gulkego, starszego pielęgniarza, członka NSDAP. W czasie procesu A. Ratajczak zeznała:

Selekcje chorych do uśmiercania przeprowadzał w czasie obchodu starszy lekarz, dr Mootz. Codziennie dawał mi spis chorych podlegających uśmierceniu, a resztę wykonywałam osobiście.

Na oddziale codziennie zabijano od 8 do 15 osób. Odbywało się to w następujący sposób:

chorych według mojego wskazania sanitariusze wynosili do izolatki Todzimmer, gdzie wstrzykiwałam im pod skórę, przy użyciu Todspritze, dużą dawkę 50-procentowej mieszanki morfiny i skopolaminy, od czego po upływie 2-3 godzin chory umierał. W moim bloku znajdowało się 30 dzieci w wieku 6-10 lat. Wszystkie zostały zabite. Przez cały okres pracy uśmierciłam osobiście ok. 2500 chorych 21[xxi].

Herman Gulke, urodzony w 1887 roku, wykształcenie – 8 klas, zeznał m.in.:

W bloku, w którym pracowałem, znajdowali się recydywiści skierowani z innych zakładów leczniczych, częściowo przekazani przez organy karne celem zgładzenia. Zwłoki uśmierconych zakopywano na cmentarzu po kilka trupów w jednym dole, następnie dół przysypywano i kładziono kolejne zwłoki uśmierconych. Również dwa razy zakopywałem uśmierconych, pierwszy raz na początku 1942 r. zakopałem 9 osób, następnego dnia 11 osób. Ponadto zwłoki wysyłano wagonami, ale dokąd, tego nie wiem. Codziennie wysyłano po trzy, cztery wagony. O tym, że w Obrawalde buduje się krematorium, dowiedziałem się w końcu 1944 r. Do budowy pieca dostarczałem deski jako kierownik stolarni. Budowa nie została jednak ukończona 22[xxii].

Radziecki trybunał 16 Armii Lotniczej pod przewodnictwem ppłk. sędziego Fiedorowa, rozpatrzyła 10 maja 1945 roku na posiedzeniu publicznym sprawę A. Ratajczak i H. Gulkego. Uznał ich winnymi zarzucanych czynów i skazał na karę śmierci przez rozstrzelanie. Wyrok wykonano.

W 1946 roku przed sądem przysięgłym w Berlinie stanęły inne oskarżone osoby

– dr H. Wernicke i pielęgniarka H. Wieczorek. Podczas procesu dr Wernicke zeznała:

Pacjenci, którzy przybyli do Obrawalde, niedługo pozostali żywi. Ich przeciętny pobyt w zakładzie, licząc od dnia przybycia, wynosił 7 dni. Transporty chorych, dorosłych i dzieci, nadchodziły stale. Personel lekarski i pielęgniarski przyjmujący chorych pracował intensywnie. Upadał dosłownie z nóg23[xxiii].

Na uwagę zasługuje fakt, że w procesie w charakterze świadków zeznawali byli pacjenci. W zakładzie pełnili różne funkcje, ich pobyt w szpitalu był azylem przed zesłaniem do obozu koncentracyjnego. W Obrawalde schronił się lekarz dentysta Rosenberg, któremu groził obóz koncentracyjny.

Proces berliński pokazał bezwzględność i okrucieństwo załogi szpitala. Jak zeznała świadek Annemarie Stückhoff, jedna z pacjentek, Helga Schulz, nieostrożnie i głośno zwróciła się do jednej z pielęgniarek ze słowami, że wie, co robi się z chorymi. To wystarczyło, by zabrać ją do pokoju uśmierceń. Najpierw słychać było krzyk, potem ciszę. Helga Schulz zakończyła życie.

Dr H. Wernicke i pielęgniarka H. Wieczorek zostały skazane na karę śmierci. Był to pierwszy w  Niemczech wykonany wyrok za popełnione zbrodnie. Amerykański dowódca wojsk okupacyjnych w Berlinie nie skorzystał z prawa łaski. Wyrok wykonano przez powieszenie w więzieniu w Moabicie na obu oskarżonych24[xxiv].

Ostatni proces, który odbył się w 1965 roku w Monachium aktem oskarżenia obejmował 14  pielęgniarek i pielęgniarzy należących do personelu Obrawalde. W oskarżeniu Luise Erdmann czytamy:

Uczestniczyła w podawaniu chorym co najmniej w 10 przypadkach weronalu w nadmiernej dawce. Pacjentki zmarły z tego powodu. Oskarżona w czasie wkroczenia wojsk sowieckich do Obrawalde brała udział w 200 śmiertelnych zabiegach. Uśmierceniu w pierwszej kolejności podlegały osoby niezdyscyplinowane, odmawiające pracy, próbujące ucieczki oraz niezdolne do pracy z przyczyn zdrowotnych.

W czasie trwania procesu cztery osoby popełniły samobójstwo: główny oskarżony dyrektor W. Grabowski, pielęgniarki Klara Hirschmayr i Berta Kozlowski oraz pielęgniarz Weidermann. Pielęgniarki zostały uniewinnione, ponieważ sąd stwierdził, iż działały na rozkaz. Ponadto przyjął, że było to zabójstwo zwyczajne, co wobec obowiązujących przepisów uległo przedawnieniu po 15 latach, czyli 8 maja 1960 roku25[xxv].

W latach 1963-1967 Okręgowa Komisja prowadziła kompleksowe śledztwo w sprawie zbrodni w Szpitalu Psychiatrycznym w Obrzycach. Ustaliła, że zamordowano 10 tys. pacjentów, głównie obywateli niemieckich26[xxvi].

W 1966 roku na terenie szpitala ustawiono obelisk upamiętniający ofiary z lat 1942-1945. W budynku administracyjnym znajduje się izba pamięci, w której można obejrzeć otwartą w 1973 roku wystawę poświęconą zbrodniom na terenie szpitala w czasach II wojny światowej. W roku 2005 odsłonięto pomnik na terenie cmentarza przyszpitalnego, gdzie grzebano pomordowanych.

_______________________________________

O Autorze > Andrzej Toczewski

Źródło: Studia Zielonogórskie / Polskie Towarzystwo Historyczne w Zielonej Górze ; red. Andrzej Toczewski. T. 18. - Zielona Góra : PTH, 2012. (wydanie pdf)

Spisała - J.B.K.

 

 



1[i] Archiwum Okręgowej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Zielonej Górze (OK ZG), Akta sprawy Ds. 1/67

 

2[ii] Y. Ternon, S. Helman, Historia medycyny SS, czyli mit rasizmu biologicznego, Warszawa 1973, s. 32-43.

3[iii] M. Gawin, Rasa i nowoczesność. Historia polskiego ruchu eugenicznego, Warszawa 2003, s. 105.

 

4[iv] A. Hitler, Mein Kampf, Warszawa 2004.

 

5[v] K. Daszkiewicz, Niemieckie ludobójstwo na narodzie polskim (1939-1945), Toruń 2009, s. 103-105.

6[vi] J. Radzicki, Pseudoeutanazja w III Rzeszy jako zbrodnia przeciwko ludzkości. Polska i świat, Poznań 1978.

7[vii] http://pl.wikipedia.org/Wiki/Akcja T4 [dostęp: 14 marca 2010].

 

8[viii] J. Radzicki, Zbrodnie hitlerowskiej służby sanitarnej w zakładzie dla obłąkanych w Obrzycach, Zielona Góra 1975, s. 19-22.

9[ix] OK ZG, Ds. 1/67: Hans Ralfs, absolwent akademii sztuki w Weimarze, jako chory psychicznie był pacjentem szpitala w Obrzycach w latach 1942-1945.

 

10[x] Ibidem, sprawozdanie prokuratora Zdzisława Macka z przeprowadzonego śledztwa.

11[xi] S. Świerczek, Okrucieństwa niemieckie w stosunku do psychicznie chorych, przeważnie niemieckich w Zakładzie Psychiatrycznym Obrzyce (Obrawalde), „Rocznik Psychiatryczny” 1949, t. 37, s. 95-103.

12[xii] OK ZG, Ks. Z/64 IV 52/63-12 akta procesu monachijskiego pielęgniarek

 

13[xiii] S. Dąbrowski, Likwidacja chorych szpitala psychiatrycznego w Obrzycach a problem eutanazji, „Przegląd Lubuski” 1968, nr 1, z. 8, s.38-40.

 

14[xiv] P. Mnichowski, Zbrodnie hitlerowskie w Zakładzie Psychiatrycznym w Obrzycach w latach 1939-1945, [w:] Prawda i pamięć. O pracach badawczo-śledczych Okręgowej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu – Instytutu Pamięci Narodowej w Zielonej Górze w latach 1965-1995, red. J. Benyskiewicz, Zielona Góra 1995, s. 50.

15[xv] W. Lemiesz, Miejsca martyrologii na Ziemi Lubuskiej, Poznań 1969, s. 135-136.

16[xvi] OK ZG, Ds. 1/67; M. Mierzwicka-Rademacher, A, Rademacher, Próba analizy dokumentacji szpitalnej Szpitala Psychiatrycznego w Obrzycach z lat 1939-1945, (maszynopis).

17[xvii] Księga zmarłych Urzędu Stanu Cywilnego w Obrzycach.

18[xviii] W. Lemiesz, Na linii Wehrmacht – Oflag II C – Obrzyce. Pacjent P 9818, „Gazeta Lubuska” 1986, nr 273, s. 9.

 

19[xix] OK ZG, Ds. 1/67; W. Lemiesz, Akcja eksterminacyjna w Szpitalu Psychiatrycznym w Obrzycach, (maszynopis).

 

20[xx] OK ZG, Ds. 1/67; T. Cyprian, Ekspertyza w sprawie prac radzieckiego sądu wojennego w Międzyrzeczu, (maszynopis).

21[xxi] P. Mnichowski, Zbrodnie hitlerowskie w Zakładzie..., s. 47.

22[xxii] P. Mnichowski, Zbrodnie hitlerowskie w Obrzycach..., „Przegląd Lubuski” 1973, nr 4, s. 35-39.

23[xxiii] Ibidem, s. 42

24[xxiv] H. Sołga, Niemcy o Niemcach, Warszawa 2004, s. 125.

25[xxv] OK ZG, VII/992/68, materiał dokumentacyjno-badawczy w sprawie zbrodni w Obrzycach.

26[xxvi] OK ZG, Ds. 1/67.


 


 Pomnik na terenie szpitala

 

 Pomnik na miejscu jednego z masowych grobów

 

 

1 komentarz

avatar użytkownika guantanamera

1. @intix

Straszna dokumentacja. I tak bardzo potrzebna.
Ażebyśmy nie zapomnieli ...
I bronili człowieczeństwa w nas ...