Jak Węgrzy rozprawiają się z komunizmem i agenturą cz. 1

avatar użytkownika kazef

Fragmenty bardzo ważnego tekstu prof. Jerzego Roberta Nowaka z "Gazety Polskiej" nr 3/2014 uzupełniającego wiedzę o węgierskim przełomie w zakresie rozliczeń z komunizmem.

 

 

Osobiście uważam Orbána za największego węgierskiego polityka XX w., godnego kontynuatora takich węgierskich polityków XIX w. jak Lajos Kossuth, István Széchenyi czy Ferenc Deák. W cieniu mocno nagłaśnianych w Polsce reform gospodarczych i społecznych Orbána wyraźnie pozostają działania Fideszu dla rozliczenia z komunizmem. Nawet w skądinąd bardzo interesującej książce Igora Janke „Napastnik” o Orbánie wyraźnie zabrakło jakichkolwiek informacji o tej sprawie w końcowej części tej publikacji, poświęconej drugiemu rządowi Orbána, począwszy od 2010 r. (to żaden przypadek, wręcz konformistyczna prawidłowośc publicystyki szefa salonu24 – przyp. kazef).

 

Sprawa ta jest bardzo ważna. Otóż Węgry przez wiele lat były szczególnie opóźnione w sferze dekomunizacji

(nawet ich IPN powstał dopiero w grudniu 2013 r. jako chyba ostatni w krajach byłych demoludów).

Dziś natomiast w niektórych sferach dekomunizacji wysuwają się wyraźnie na czoło.

(...)

Przez wiele lat tylko sporadycznie dochodziło do jakichś procesów rozliczeniowych za zbrodnie komunistyczne. Np. za pierwszego rządu Orbána skazano w 2001 r. komunistycznych sprawców masakry w Mosonmagyarovár (strzelanie do bezbronnego tłumu, które spowodowało śmierć ok. 107 osób). Wyroki były żenująco niskie: główny sprawca masakry, pułkownik straży granicznej Dudás, dostał trzy lata więzienia, współsprawca Lajos Fodor dwa lata więzienia. Za pierwszego rządu Orbána doszło jednak do pierwszego ogromnie ważnego novum w przełamywaniu niegodnego milczenia o zbrodniach komunistycznych. Powstało coś, czego ogromnie brak w Polsce – Terror Háza (Dom Terroru), wielostronne i nowoczesne muzeum poświęcone przedstawianiu zbrodni komunistycznych na Węgrzech (a także

zbrodni węgierskich narodowych socjalistów, tzw. nilaszów). Na czele tego muzeum stanęła cytowana przeze

mnie już wcześniej niewątpliwie najwybitniejsza dziś badaczka zbrodni komunistycznych na Węgrzech prof. Maria Schmidt. To ona pierwsza ujawniła, że z inicjatywy sowieckiej w wielu krajach (Węgry, Polska, Słowacja) bezpieka organizowała rzekomo spontaniczne „pogromy” Żydów dla odwracania międzynarodowej uwagi od różnych ciemnych działań sowieckiego wojska i NKWD. Według Schmidt antyżydowska prowokacja bezpieki w Kielcach w lipcu 1946 r. była tylko jednym z licznych zbrodniczych komunistycznych działań podobnego typu. Kierowane do dziś przez Marię Schmidt Terror Háza, pokazujące niezwykle dramatycznie historię komunistycznych zbrodni na Węgrzech, stało się oczywiście solą w oku postkomunistycznych liderów. Po powrocie do władzy w 2002 r. chcieli doprowadzić do szybkiego upadku Domu Terroru poprzez maksymalne ograniczenie funduszy na jego funkcjonowanie. Węgrzy pokazali

wtedy jednak, jak bardzo potrafią być aktywni wobec aroganckich prób zabijania ich pamięci historycznej.

Kilkadziesiąt tysięcy Madziarów urządziło wielką manifestację w obronie tak ważnej dla nich placówki i zmusiło władze do rezygnacji z działań przeciwko Domowi Terroru. Powrót do władzy koalicji postkomunistów i liberałów w latach 2002–2010 spowodował kolejne znaczące przyspieszenie procesu okradania Węgier, katastrofalnego pogorszenia ich sytuacji gospodarczej. Kolejny raz okazało się, jak nieprawdziwe były obiecanki lewicy, zapewniające o radykalnym skoku Węgier do przodu. (...)

 

Po powstaniu drugiego rządu Orbána w 2010 r. politycy Fideszu uznali za niezbędne przyśpieszenie rozliczeń ze zbrodniami komunistycznymi na Węgrzech. Bardzo wymowne pod tym względem były wypowiedzi b. ministra ds. służb specjalnych w pierwszym rządzie Orbána, a od 2010 r. przewodniczącego węgierskiego parlamentu László Kövéra. W wywiadzie udzielonym Katarzynie Zuchowicz pt. „Nie rozliczyliśmy przeszłości” („Rzeczpospolita” z 21 grudnia 2010 r.)

Kövér powiedział m.in.: „Na Węgrzech zaniedbaliśmy sprawę rozliczenia rzeszłości komunistycznej oraz

uświadamiania jej konsekwencji. W pierwszych latach demokracji nie załatwiliśmy spraw, które powinny być

załatwione. Nie było żadnych konsekwencji wobec tych, którzy odpowiadają za śmierć innych ludzi. Dlatego

niektórzy wciąż mogą czuć się bezkarnie. Fidesz też ponosi za to odpowiedzialność. Mam z tego powodu wyrzuty sumienia” (...)

 

W październiku 2011 r. z okazji kolejnej rocznicy powstania węgierskiego z 1956 r. Fidesz

złożył projekt ustawy mającej umożliwić pociągnięcie do odpowiedzialności zbrodniarzy komunistycznnych, którzy dopuścili się nieludzkich czynów w ramach represji wobec uczestników powstania (wtedy to na podstawie wyroków sądów stracono ponad 200 osób). Lider frakcji parlamentarnej Fideszu János Lazar w wypowiedzi z października

2011 r. po raz pierwszy publicznie poinformował o ważnym pomyśle rozliczeniowym wysuwanym przez jego partię. Przedstawiono propozycję ściągania specjalnych podatków od emerytur byłych komunistycznych przywódców. Dochody miałyby trafiać na fundusz weteranów i ofiar reżimu komunistycznego – podobnie jak zrobiono w Czechach (por. K. Zuchowicz, „Fidesz rozlicza przeszłość”, „Rzeczpospolita” 20 października 2011 r.).

 (...)

20 listopada 2011 r. przewodniczący grupy parlamentarnej Fideszu złożył w parlamencie projekt ustawy obciążającej Węgierską Partię Socjalistyczną (WPS), tj. postkomunistów, winą za zbrodnie komunistów. Została ona zaakceptowana przez parlament węgierski 30 grudnia 2011 r. na wniosek rządzącej koalicji Fideszu i KNP, tuż przed

wprowadzeniem nowej konstytucji węgierskiej 1 stycznia 2012 r. Ustawa stanowiła formę prawnego uzasadnienia radykalnych zmian wprowadzanych w tej konstytucji. Bardzo ostro atakowano w niej partię węgierskich postkomunistów (socjalistów) – WPS – traktując ją jako w pełni odpowiedzialną za przestępstwa i zbrodnie dziedziczkę komunistycznej partii WSPR. Partii, która była narzędziem okupacji sowieckiej na Węgrzech.

(...)

Kolejny fragment tekstu piętnował WSPR i jej „spadkobierców” za stłumienie węgierskiego powstania w 1956 r., wprowadzony potem terror i ucieczkę na emigrację dwustu tysięcy ludzi. Ustawa czyniła odpowiedzialnymi za to zarówno Węgierską Socjalistyczną Partię Robotniczą, działającą i dla przyszłych pokoleń należy zachować pamięć zbrodni i trzeba nazwać zbrodniarzy po imieniu”. Zapowiedziano utworzenie Nemzeti Emlékezet Bizottsága (Instytutu Pamięci Narodowej), badającego zbrodnie czasów komunistycznych. Akcentowano konieczność zmniejszenia emerytur lub innych świadczeń otrzymywanych przez byłych szefów komunistycznej dyktatury. Pochodzące z tego dochody powinno się przeznaczyć na złagodzenieskutków krzywd spowodowanych przez tę dyktaturę i na pielęgnowanie pamięci ofiar.

(...)

Lewaccy politycy i dziennikarze z Węgier i spoza kraju (także z Polski) oskarżali te tak jednoznaczne sformułowania w odniesieniu do postkomunistów jako rzekome tropienie czarownic, próby ograniczania wolności etc.

(...)

Cytowane wyżej fragmenty węgierskiej ustawy o potępieniu zbrodni komunistycznych

miały rzeczywiście dramatycznie inny ton niż polska „gruba kreska”, polityka wybaczania prowadzona

wobec czołowych twórców stanu wojennego, Michnikowskie bratanie się z Jaruzelskim czy „człowiekiem

honoru” Kiszczakiem. Miejmy nadzieję, że po zwycięstwie obozu patriotycznego w wyborach parlamentarnych w Polsce także u nas rządzący przejmą „węgierski styl” osądzania odpowiedzialności przywódców komunistycznych i postkomunistycznych.

 

Zdenerwowanie międzynarodowego lewactwa powiększył fakt, że również w „Deklaracji Narodowej”, otwierającej nową konstytucję węgierską, znalazły się bardzo ostre i jednoznaczne stwierdzenia: „Nie uznajemy zawieszenia naszej historycznej konstytucji, spowodowanego obcą okupacją, oraz przedawnienia nieludzkich zbrodni przeciwko narodowi

i obywatelom węgierskim, dokonanych pod rządami dyktatur narodowosocjalistycznych

i komunistycznych. Nie uznajemy komunistycznej konstytucji z 1949 roku i uważamy ją za nieważną, ponieważ była podstawą działania komunistycznego reżimu”.(Cyt. za „Węgry. Co tam się dzieje”, oprac. red. R. Jankowski, Warszawa 2013, s. 295).

 

Począwszy od 2 stycznia 2012 r. wprowadzono tzw. 2011 CCX törvény (Prawo 2011 CCX), szczegółowo akcentujące, jakie przejawy zbrodni komunistycznych nie ulegną przedawnieniu zgodnie z międzynarodowym ustawodawstwem na temat zbrodni ludobójstwa. Parlament węgierski przyjął ustawę, która wprowadzała kary za negowanie zbrodni komunizmu. Ustawa ta przewiduje karę trzech lat więzienia zarówno za negowanie zbrodni komunizmu,

jak i zbrodni nazizmu. Na mocy tej ustawy pierwszy został oskarżony były członek Biura Politycznego

KC WSPR i minister spraw wewnętrznych na komunistycznych Węgrzech w latach 1957–1961 Béla Biszku.

Był on znany z krwawej rozprawy z powstańcami. Na zamkniętych posiedzeniach KC WSPR wielokrotnie występował na rzecz wydawania przez sędziów surowszych wyroków wobec powstańców, w tym częstszych wyroków śmierci. Sędziów nieposłusznych tym zaleceniom natychmiast usuwano. Prokuratura oskarżyła Biszku o publiczne negowanie zbrodni narodowego socjalizmu i komunizmu. Jak poinformowała Prokuratura Generalna Węgier, 90-letniego Biszku oskarżono, ponieważ w telewizji Duna bagatelizował zbrodnie systemu komunistycznego.

(...)

Na Węgrzech zakazano publicznego noszenia czerwonej gwiazdy, mimo wydania przeciw Węgrom wyroku w trybunale w Strasburgu za tę decyzję. Minister administracji i sprawiedliwości Tibor Navracics oświadczył 6 kwietnia 2012 r., że „jego rząd nie zgadza się z wyrokiem europejskiego trybunału, bo pięcioramienna czerwona

gwiazda jest nie tylko symbolem międzynarodowego ruchu robotniczego, lecz również symbolem despotycznego reżimu”.

 

17 grudnia 2013 r. zlikwidowano wreszcie najdrastyczniejszą zaległość w rozliczeniach z komunizmem. Węgierski parlament przeważającą większością głosów przyjął uchwałę o utworzeniu węgierskiego IPN, tj. Nemzeti Emlékezet Bizottsága (Instytutu Pamięci Narodowej). Komitet będzie niezależny od jakiejkolwiek innej

organizacji. Jego członkami mogą być wyłącznie osoby, które w czasie transformacji 1990 r. miały nie więcej niż 18 lat. Od 1 stycznia 2014 r. każda ofiara donosów będzie mogła poznać nazwiska inwigilujących ją agentów i publicznie je ogłosić.

cdn.

(podkr. kazef)

J.R.Nowak, Rozliczanie z komunizmem, "Gazeta Polska", nr 3/2014 z 14 I 2014.

 

Etykietowanie:

5 komentarzy

avatar użytkownika Tymczasowy

1. Sztafeta

U Baltow w czasie ich rewolucji rozne kraje przejmowaly paleczke. W naszym obszarze obecnie paleczka jest wrekach Wegrow. Polscy ustawodawcy w ponownie wyzwolonej Polsce beda mieli ulatwione zadanie - powiela dzialalnia Wegrow wobec przestepcow komunistycznych. Dodadza tylko jeszcze wazna czesc dotyczaca grandziarzy i przestepcow politycznych III Rzeczpospolitej.

avatar użytkownika Maryla

2. @kazef

w porównaniu z małymi Węgrami jesteśmy sto lat za murzynami...
A zapowiada sie, że się cofniemy jeszcze bardziej. Okrągłostołowcy i słuzby mocno nad tym pracują.

Pozdrawiam

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika kazef

3. @Tymczasowy, @Maryla

Druga część tekstu prof. Jerzego Roberta Nowaka jest równie mocna.

avatar użytkownika Krzysztofjaw

4. kazef

Dziękuję za wskazanie tego tekstu. Wielokrotnie się zastanawiałem czy w Polsce już nie jest za późno na prawdziwą dekomunizację i lustrację. Przyznaję, że byłem sceptyczny. Przykład węgierski pokazuje, że można i teraz skutecznie je przeprowadzić. Napawa to optymizmem.

Pozdrawiam

Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)

avatar użytkownika kazef

5. @Krzysztofjaw

Nie jest za późno. 90-letni komuch może odpowiadać przed sądem jak każdy. Emeryturę też mu mozna obnizyć. Potrzebne jest zwyciestwo w wyborach i wola polirtyczna. Żydzi nigdy się nie patyczkowali ze ściganiem sprawców Holocaustu.