Zgliszcza tamtego świata - wołyńskie wspomnienia - 11 lipca 1943 (7)

avatar użytkownika guantanamera

 

Nadeszła niedziela 11. VII. 1943 roku, najkrwawsza niedziela w naszej historii.

 

          Tego dnia obiektem ataków i miejscem mordowania ludności polskiej na Wołyniu najpierw stały się kościoły. Łatwo było zaatakować zgromadzoną tam ludność polską, nieświadomą zagrożenia, bezbronną...

       Ukraińcy uzbrojeni w różne narzędzia zbrodni – broń palną, siekiery, widły, kosy, dokonywali masakry. Ludzie uciekali w popłochu w różne strony. Zdarzały się sytuacje wprost niewyobrażalne, jak w Chrynowie. Uciekała matka z dwójką małych dzieci, jedno na ręku, drugie trzymane za rączkę przebierało drobnymi nóżkami. W pewnym momencie matka puściła rączkę dziecka, bo bandyta już ją doganiał. Poświęciła to dziecko, by chociaż drugie uratować, ale zabrakło jej sił i wraz z nim została zarąbana siekierą.

       Wielu Polaków zginęło tego dnia w kościele. Wśród ofiar był też ksiądz Jan Kotwicki, który odprawiał Mszę świętą.

         Tę relację przekazał mój brat cioteczny Edward Stanisławski, który pojechał z rodziną do teściów na Oktawina, który był kolonią Polską, ale nie było tam kościoła, należał do parafii w Chrynowie. Brat nie był wówczas w kościele i przerażony relacją naocznych świadków, którym udało się wyrwać z rąk oprawców, w panice powrócił do Sielca.

          W Sielcu tego dnia nic się nie działo. Czy Ukraińcy z miejscowej bandy nie byli jeszcze przygotowani lub nie dotarł do nich rozkaz, nie wiemy. Brat spakował najpotrzebniejsze rzeczy i uciekł do Włodzimierza. Razem z nim wyjechał ksiądz Kamiński.

Wśród rodzin polskich zapanowało przerażenie. Co robić? Uciekać?

         Wykazaliśmy wtedy zupełną ignorancję co do zagrożenia. Kręciliśmy się jak błędne owce. Niektórzy sąsiedzi mieli nam za złe, że nie podejmujemy decyzji. Tego dnia rodzice mojej koleżanki Cechy Michałkiewicz wywieźli obie córki - Cechę i Lutkę - do Włodzimierza. Wyjechała też rodzina Dziembowskich. My jednak przenocowaliśmy na miejscu. Tej nocy banda poszukiwała naszego ojca. Szukali go wszędzie, pytali naszych krewnych Witkowskich stukając do okien, ale go nie znaleźli. Tata nocował wtedy w kopcu siana. Ojciec przed wojną był radnym w gminie i chyba z tego powodu był pierwszy na liście do zagłady, gdyż żadnych zadrażnień z nikim niem miał. Prowadził warsztat stolarski, nieraz świadczył usługi Ukraińcom, wydawało się nam, że go cenili. Dziełem ojca było oznakowanie wsi, bo taką pracę zleconą otrzymał w gminie. Tata przygotował tablice, malował je olejną biała farbą, a my wszystkie, mając wycięty z blachy alfabet malowałyśmy czarną farbą nazwy wsi. Czy to mogło być powodem nienawiści? - myślałyśmy wtedy... To był już mocny sygnał, że trzeba uciekać.

      Mieliśmy jednego konia, więc tobołki na wóz i ruszyliśmy w drogę do Włodzimierza. Przy zabudowaniach Ukraińca Niedzielskiego, znanego z nacjonalistycznych przekonań zostaliśmy zatrzymani. Niedzielski wraz z drugim Ukraińcem z sąsiedniej wsi, dobrze nam znanym, byli oburzeni naszą ucieczką, uspokajali, że nic nam nie grozi. Posunęli się nawet do szantażu, że skoro chcemy wyjechać, to znaczy, że sprzyjamy Niemcom. Dowodzili nam, że tutaj są nasze korzeniem, że tutaj urodzili się dziadkowie i rodzice, tutaj jest nasze miejsce i żaden włos nam z głowy nie spadnie. Zawrócili nam konia i znowu wjechaliśmy na podwórko szkolne.

        Wyczuwało się grozę. Na horyzoncie, gdzie rozłożona była polska kolonia Marii Wola strzelały w górę słupy ciemnego dymu. Wyjaśniono nam, że to Niemcy pacyfikują wieś.

       Nie wiedzieliśmy, że tamtego dnia, w poniedziałek 12 lipca 1943 roku, to banda ukraińska mordowała Polaków i podpalała zabudowania. Wtedy zginął tam mój kolega szkolny Witek Osuchowski przecięty piłą na pół. Z całej jego rodziny uratował się tylko ojciec, który schował się w schronie i chociaż jakiś Ukrainiec zaglądał do środka nie zauważył go. Widoczne był dobrze pijany, bo banda przed wyprawą dodawała sobie odwagi samogonem. Osuchowicz słyszał nieludzkie cierpienia syna i nic mu nie mógł pomóc.Zginął Tadeusz Adwent, który siedział na progu przed domem, reperował buty. Wymieniam te nazwiska, bo ich znałam. Mieszkańcy uciekali gdzie popadnie, bandyci siekierami zarąbywali ich w polu, w mieszkaniu, na podwórkach.

      Trzeba też dodać, że popi prawosławni udzielali bandytom błogosławieństwa i święcili narzędzia zbrodni, aby były bardziej skuteczne. Takie postępowanie nie mieści się w żadnych normach moralnych. Niepodległa, czyli „samostijna” Ukraina wyrąbywana była siekierami, ścieląc ziemię wołyńską trupami ludności polskiej.

Byliśmy wszyscy przerażeni, ale nadal nieświadomi własnego zagrożenia. Do popołudnia. Wtedy przybiegł ze wsi młodszy syn Szostaczuka, Włodek i powiedział ojcu: „panie Morelowski, rzucaj pan wszystko i ratuj życie. Jest rozkaz mordowania wszystkich Polaków bez wyjątku.” „Czy mamy szansę ucieczki” - zapytał tata. Nie, odpowiedział Władek, wszystkie mosty są obstawione. Czy mogę schować się do schronu? Władek zastanowił się chwilę i odrzekł „Nich pan idzie, nie chcę mieć pana życia na sumieniu.”

       Ten schron zbudowaliśmy w ziemi, na terenie wysepki należącej do posesji szkoły. Teren nie był uprawiany, służył dla bydła. Pasła się tam nasza krowa i Ukraińca Szostaczuka. Krowy przebywały tu przez całe lato, na noc stały w prowizorycznej oborze, wykopanej w terenie pagórkowatym, wzmocnionej balami i przykrytej trzciną. W czasie deszczów krowy tam miały schronienie. Była tam też zamaskowana kryjówka. Wystarczyło odciągną żłób, by zobaczyć wejście do pieczary, wielkości 1,5 metra kwadratowego. Trzeba było wśliznąć się do niej na brzuchu i zamknąć wejście przyciągając żłób. Ostatni wchodzący do pieczary miał obowiązek trzymać sznur przytwierdzony od wewnątrz do żłobu. Ten schron przygotowany został przez naszą rodzinę i synów Szostaczuka, a miał służyć jako schronienie przed łapankami Niemców. Stąd zrozumiałe było wahanie Włodka, ale widocznie tkwiły w nim jakieś zasady moralne, skoro powiedział „nie chcę mieć pana życia na sumieniu”. Ściśnięci do granic możliwości przenocowaliśmy tę noc z 12 na 13 lipca w schronie.

     O świcie przyszła żona Szostaczuka, żeby zabrać swoją krowę. Na nasz widok rozpłakała się. Oświadczyła, że jest spokojnie i że możemy uciekać. Zabraliśmy również naszą krowę. Wyprowadzenie zwierząt było bardzo trudne. Wysepkę z lądem łączyła kładka z gałęzi. W różnych porach roku przechodziło się łatwiej lub gorzej, zależało od poziomu wody. Wtedy nie było złego przejścia, ale krowy swoim ciężarem zapadały się po brzuchy i były przerażone. Trzeba było je ciągnąć za sznury i popychać z tyłu, najgorsze, że nie można było przyspieszyć, a czas naglił. Na szczęście udało się. Uciekliśmy łąkami nad brzegiem rzeki, gdzie z parku w naszym kierunku padło kilka strzałów. Czy były skierowane do nas - nie wiemy.. Po drodze zabraliśmy konia, który skubał trawę nad rzeką, Natomiast na wozie nie było już naszych tobołków, ktoś zdążył je zabrać. Mosty były spalone, ale udało się nam przejść płyciznami i wydostaliśmy się z Sielca. Po drodze minęliśmy pogorzelisko po zabudowaniach stryjka. Jego rodzina już w niedzielę uciekła do Włodzimierza.

    Udało się nam bezpiecznie dotrzeć do Włodzimierza. To była droga przez mękę. Popalone zabudowanie polskie, w każdej chwili mogliśmy być zaatakowani przez bandę i nie mieliśmy możliwości obrony. Był świt i może bandyci odsypiali noc pracowitą przy paleniu domów i mostów. Wreszcie dotarliśmy do miejsca naszego ocalenia.

       W Sielcu pozostali moi dziadkowie Witkowscy - krewni z bocznej linii, moja babcia Julia Marcinkiewicz, dziadek mojej koleżanki, pan Radomski i inni starsi wiekiem mieszkańcy. Moja babcia Julia nie nocowała z nami w schronie, spała u sąsiada Ukraińca, ale rano we wtorek kazał się jej wynosić z domu. My uciekając nie mieliśmy z nią kontaktu.

       Dziadkowie Witkowscy mieli trójkę dorosłych dzieci - Karola, Józefa i Jadwigę, po mężu Janicką. Wieczorem w poniedziałek wszyscy oni rozpierzchli się. Moja ciocia Janicka uciekając zauważyła na drodze w pewnej odległości grupę mężczyzn i skryła się w przydrożnych krzewach. Siedząc skulona usłyszała rozmowę idących, którzy planowali, że należy wszystkich zgrupować w jednym miejscu i zlikwidować. To otworzyło jej oczy na stopień zagrożenia.

      Dziadkowie Witkowscy też nocowali rozproszeni. Wrócili rano we wtorek do domu i zastali pustkę. Tej nocy doszczętnie ich ograbiono, ubolewali, że stracili dorobek całego życie. Babcia Julia bardzo im współczuła. Wyszła z ich mieszkania do ogrodu i w pewnym momencie usłyszała dwa strzały. Po powrocie do domu znalazła Witkowskich martwych w kałuży krwi. Uciekła nim Ukraińcy wrócili podpalić dom. We środę wcześnie rano poszła do Włodzimierza z panem Radomskim.

We środę rano Ukraińcy dokonali pogromu ludności polskiej, przeważnie starych ludzi, którzy nie chcieli uciekać. W tym dniu zginęło małżeństwo Gronowiczów i starzy Michałkiewicze z wnuczką Alicją - miała około 10 lat. Zginęła pani Zosia, gospodyni księdza Kamińskiego zarąbana siekierą na podwórku plebanii. W akcji brał udział starszy syn Szostaczuka, Janek. Przypuszczam, że w poniedziałkowej akcji na Marii Woli też brał udział.

       Dopiero wtedy po ucieczce do Włodzimierza, wspominając wydarzenia z marca 1943 zrozumiałam dlaczego Janek Szostaczuk tak szczegółowo wypytywał mnie o przygodę pod Łuckiem. On wtedy był już w badzie ukraińskiej.  Zrobię teraz dygresję. Rok później, jesienią 1944 roku, gdy mieszkaliśmy w Zamościu, szłam rano z przedmieścia Karolówki do szkoły w mieście i spotkałam grupę mężczyzn konwojowanych przez Rosjan. Wszyscy szli pieszo w kierunku zachodnim. Na początku idących spostrzegłam Włodka Szostaczuka, który widząc mnie podniósł do góry rękę w geście przywitania, ale ja nie odpowiedziałam. Prawda, że dzięki jego ostrzeżeniu uratowaliśmy życie, ale wtedy nie umiałam zapomnieć...

      Wracam do wydarzeń w Sielcu. Uratowała się rodzina Styczyńskich, ale dzięki temu, że całą trójkę z tej rodziny wywiózł Ukrainiec którego syn był w bandzie. Przykrył uch na wozie słoma czy sianem, położył deskę na której usiadł i tak nie kontrolowany przez nikogo podwiózł ich do Włodzimierza do którego bezpiecznie dotarli. Dowiedziałam się po latach, że banda podobno tego Ukraińca zabiła, ale czy to prawda nie wiem. Nie pamiętam też jego nazwiska.

      W Sielcu Ukraińcy zamordowali żonę dyrektora szkoły, Sokołowa, Majkę razem z jej matką i 2-letnim synkiem, Sławikiem. Zwłoki ich wrzucono do studni. Czystkę przeprowadzili też wśród swych pobratymców o komunistycznych przekonaniach. Wiem, że zginał Ukrainiec Juchno, za czasów sowieckich kierownik młyna, rzucony został na koło młyńskie. Zginęła cała jego rodzina.

Rok później, w 1944 gdy front wschodni przeniósł się za Bug Sokołow przyjechał do Sielca i dowiedział się strasznej prawdy. Słyszałam, że Ukraińcy musieli wydobyć zwłoki ze studni i cała trójka został pochowana na cmentarzu. Mówiono też, że główni oprawcy, w tym nasz sąsiad Niedzielski zostali powieszeni we Włodzimierzu. Wiele rodzin nacjonalistów ukraińskich Sowieci wywieźli na Syberię.

    Po przybyciu do Włodzimierza podjęliśmy starania o uzyskanie łączności z naszą siostrą Irką i jej rodziną w Iwanczycach. Prawda okazała się tragiczna.

 

     Irka przebywała ponownie w Łucku u krewnych, ale Ukraińcy dotąd usypiali czujność rodziny jej męża, aż kuzyni przywieźli ją do domu. Tego samego dnia po południu bada zgarnęła ich wszystkich. Irkę- lat 19, jej męża Józefa- lat 20, ciotkę Polę i wujka Stanisława Papowszków – rodziców szwagra oraz dwoje starszych ludzi, ich sąsiadów. Wywieziono ich na skraj lasu i tam pomordowano. Irce na razie darowano życie, czy była świadkiem pogromu - nie wiem. Banda przywiozła ją do domu, zmusiła do wskazania kryjówki cenniejszych rzeczy, mówiono, że ją gwałcono, a potem w którejś z pobliskich wsi ukraińskich widziano ją w domu głównego oprawcy. Tam została zamordowana i wrzucona do studni. Takie były wiadomości od znajomych z Łucka i jednego mieszkańca wsi narodowości czeskiej, który widział Irkę w domy bandyty.

       Nieraz cofam się myślami do jej ślubu w sierpniu 1942 roku i do mego przygnębienia. Czułam wtedy tak, jak gdyby Irka leciała w przepaść i tylko rezygnacja z małżeństwa mogła ją uratować - tak jak my uratowaliśmy życie. Niestety, ona szła ku swemu przeznaczeniu.

        Już po latach - był rok 1948, może 1949, odżyła we mnie fala żalu i rozpaczy. Chciałam koniecznie wiedzieć jak zginęła. Wtedy miałam sen, ale tak jasny i wyraźny, że do dzisiaj taktuję ten sen jako wierną rzeczywistość. Otóż Irka, zapytana przeze mnie jak zginęła, odpowiedziała: bandyta ukraiński trzymał mnie w nocy w piwnicy, rano kazał wyjść, uderzył z tyłu siekierą w głowę, upadłam i straciłam świadomość, a potem było mi obojętne co ze mną zrobią.

     To, że została wrzucona do studni – wiemy, to może być prawdą. Taką wersję jej śmierci utrzymujemy w sobie do dziś.

       Dotychczas nikt z naszej rodziny nie był na miejscu zbrodni.

 

 

 

Etykietowanie:

27 komentarzy

avatar użytkownika Maryla

1. @guantanamera

czytałam takich świadectw już setki. Za każdym razem przezywam ze swiadkami zbrodni ich przerażenie, ból i niedowierzanie, że taki straszny los spotkał Ich i Ich bliskich.....

Mój gniew i protest budzą próby zatarcia prawdy, skazanie tych wszystkich niewinnych pomordowanych Polaków na zapomnienie, w imię...
W imię czego ??????

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

- konto bankowe

avatar użytkownika guantanamera

2. @Maryla

Tamci mężczyźni, kobiety i dzieci zostali zamordowani przez SĄSIADÓW. Dziesiątki tysięcy ukraińskich SĄSIADÓW zamordowało ponad 100 tysięcy niewinnych osób.
Nie dość, że ci niewinni, zwyczajni ludzie zostali zamordowani, to ich cudem uratowani krewni przez lata musieli milczeć, ukrywać tę prawdę, rozmawiać o tamtych wydarzeniach tylko z najbliższymi i ta presja na ukrywanie zbrodni to była kolejna zbrodnia. To było utrwalanie cywilizacji Anty-Dekalogu, w której nie wolno mówić o łamaniu Przykazania NIE ZABIJAJ! na masową skalę. O ludobójstwie.
Ich uczczenie to przywracanie światu Bożego ładu.

avatar użytkownika Maryla

3. zabijają Ich po raz drugi, dzieci i wnuki morderców

zdjecie

Monument upamiętniający ofiary mordu mieszkańców Ihrowicy na Podolu (Ukraina) został zdewastowany.

Ktoś usiłował wydrapać z granitowej płyty słowo „zamordowanych”.

Wiele wskazuje na zorganizowaną na szerszą skalę akcję, gdyż podobnego aktu wandalizmu dopuszczono się na innym postawionym w tej okolicy przez Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa pomniku w Płotyczy."


Krew pomordowanych niech spadnie na głowy rodzimych zdrajców z partii rządzącej i marszałek Kopacz, która kolejny rok czyni wszystko, aby nie uczcić po 70 latach pamięci po naszych Rodakach.

Hańba na wieki niech okryje tych rodzimych sprzedawczyków.

Trzeba odnotować i utrwalić każde nazwisko zaprzańca, handlarza krwią ofiar ludobójstwa dokonanego na Polakach.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

- konto bankowe

avatar użytkownika suntao1

4. @autor

To bardzo ważne , dokumentowanie prawdziwej historii tamtych czasów. Dziękuję i pozdrawiam.

suntao1

avatar użytkownika guantanamera

5. Ten fragment...

Dziełem ojca było oznakowanie wsi, bo taką pracę zleconą otrzymał w gminie. Tata przygotował tablice, malował je olejną białą farbą, a my wszystkie, mając wycięty z blachy alfabet malowałyśmy czarną farbą nazwy wsi. Czy to mogło być powodem nienawiści? - myślałyśmy wtedy...
Nie jest to jasno powiedziane, ale chyba chodziło o polskie nazwy...

avatar użytkownika Maryla

6. Nie możemy się poddawać terrorowi spadkobierców morderców

http://www.radiownet.pl/#/publikacje/rzez-wolynska-oczami-po

Historyk Ewa Siemaszko, gość Poranka Wnet, opowiadała o rzezi wołyńskiej i kontrowersyjnym projekcie Platformy Obywatelskiej

W Sejmie kilka klubów parlamentarnych złożyło konkurencyjne projekty uchwały upamiętniającej 70. rocznicę rzezi wołyńskiej. Jak podaje "Rzeczpopolita", w projekcie autorstwa Platformy Obywatelskiej nie pada słowo "ludobójstwo".

Historyk Ewa Siemaszko mówiła o reakcjach rodzin ofiar wołyńskich: - Jest to rozczarowanie i wielki niepokój. Ze wszystkich projektów, które do tej pory zostały wniesione, ten jest najgorszy (...). Jest niezgodny z prawdą historyczną i napisany językiem, który kamufluje prawdę.

Rzeź wołyńska w projekcie Platformy Obywatelskiej określana jest jako "tragiczne wydarzenia". - Dowiadujemy się z niego, że miała tam miejsce "antypolska akcja". To jest termin zaczerpnięty z ukraińskich nacjonalistycznych publikacji – powiedziała Ewa Siemaszko. - Niepojęte jest, żeby w dokumencie wychodzącym z głównej partii politycznej w Polsce (...) posługiwać się nazewnictwem przestępców – dodała historyk.

Ewa Siemaszko powiedziała, że nacjonaliści ukraińscy na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej zabili 130 tys. Polaków, lecz istnieją środowiska, którym zależy na zakłamaniu historii. Historyk zaliczyła do nich skrajne ukraińskie ugrupowania (m.in. Partię Swoboda). - Nie możemy się poddawać terrorowi spadkobierców morderców – dodała.

Pytana o to, czy mówienie o sprawie rzezi wołyńskiej może pogorszyć polski-ukraińskie stosunki i oddalić Ukrainę od Europy, odpowiedziała - Jeśli chodzi o całą Ukrainę, to uważam że chęć przystąpienia do Unii Europejskiej nie ma nic wspólnego ze sprawą ludobójstwa na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej (...). Siły, od których zależy przystąpienie Ukrainy do UE, nie są zainteresowane gloryfikacją UPA.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

- konto bankowe

avatar użytkownika Pelargonia

7. Guantanamero,

Dzięki za kolejny fragment, straszny.
I także straszne jest to, że obecny rząd nie dopomina się rozliczenia tych zbrodni. Nie chce też ich uznać za ludobójstwo. Mało tego, nie chce ustanowić 11 lipca Dniem Pamięci o Ofiarach Wołynia.
Boże, co za ludzie nami rządzą.
Ale to przecież nie Polacy, więc o Polaków upominać się nie będą.

Pozdrawiam serdecznie

"Ogół nie umie powiedzieć, czego chce, ale wie, czego nie chce" Henryk Sienkiewicz

avatar użytkownika gość z drogi

8. @Guantanamero,nie raz słyszałam o Mordach na Wołyniu

ale czytając TO wspomnienie ,nie umiałam opanować zgrozy....
NIGDY,przenigdy nie wolno nam o Nich zapomniec....Nigdy...
i nie liczmy na ten wrogi nam rząd,lecz róbmy swoje,pamiętajmy,zapisujmy i przekazujmy...dalej...
serdeczne,nocne pozdrowienia i westchnienie za ICH Dusze...a Mordercom,wieczne potepienie...

gość z drogi

avatar użytkownika guantanamera

9. Droga Pelargonio

Napisałaś: " Boże, co za ludzie nami rządzą.
Ale to przecież nie Polacy, więc o Polaków upominać się nie będą."
Tak, to jeszcze jeden skandal. Zdradzali nas alianci. Komuniści przez lata zabraniali pamiętać...
Ale żeby teraz nie nazwać rzeczy po imieniu?!
Dlatego my się upominamy. Upamiętniamy, to, co się wydarzyło. Dokumentujemy. Zostanie dowód ....
Nie pozwolimy zapomnieć - bo ratując pamięć o Nich ratujemy świat. Nasz świat ....
Serdecznie pozdrawiam.

avatar użytkownika guantanamera

10. NIGDY, przenigdy

nie wolno nam o Nich zapomnieć .... Nigdy...
TAK! I my nie zapomnimy - i nigdy na to nie pozwolimy...
Pozdrawiam.

avatar użytkownika Pelargonia

11. Pamiętamy!

I niech Bóg zapomni o nas, jeśli my zapomnimy o Nich.

"Ogół nie umie powiedzieć, czego chce, ale wie, czego nie chce" Henryk Sienkiewicz

avatar użytkownika guantanamera

12. Przeczytałam właśnie

rozważania: http://niezalezna.pl/41205-rabacja-wolynsko-galicyjska
Jestem zdumiona. Dokąd takie podejście może nas zaprowadzić? Nie bedę streszczać, powiem tylko że jest to głos popierający relatywizowanie prawdy w imię doraźnych politycznych interesów...
Oczywiście, że tamtych ukraińskich morderców w większości dosięgła kara śmieci - naturalnej... Nie uniknęli jej... Nic ich przed nią nie uchroniło...
Ale to nie powód, żeby zamilknąć. Rezygnacja z prawdy z zasady nie przynosi dobrych skutków... Nie nazwanie wielkiego zła zgodnie z prawdą wielkim złem przyniesie tylko kolejne zło.

avatar użytkownika gość z drogi

13. i moje zdumienie sięgnęło szczytów Himalajskich...

dwa razy przeczytała,i dalej nie wierzyłam własnym oczom...dopiero do rzeczywistości przywołaly mnie wpisy pod tym oburzającym artykułem....
SZOK...
kompletny szok i złość...muszę chwilęe odsapnąć,by nie napisać czego ordynarnego...
szok i wielkie rozczarowanie i ZŁOSC...okrutna na piszacego...ciekawe co na to szanowany wspaniały Kapłan X Isakiewicz ,mam nadzieję,ze nie czytał przed snem,bo...ręce same się zaciskają w pięści...
trzymaj się @ Guantanamero...idę napić się zimnej wody...

gość z drogi

avatar użytkownika Maryla

14. @guantanamera

Ewa Szakalicka

"Prezent Lwowa w Dniu Lwowa dla polskich obywateli - jeden z watażków zbrodniczej UPA otrzymał tytuł "Honorowego Obywatela Lwowa". Dlaczego burmistrz Lwowa może sobie pozwolić na takie gesty demonstrujące brak szacunku dla partnerów? Może dlatego, że partnerzy na to pozwalają?

Polscy dyplomaci i delegaci z miast partnerskich Lwowa - Wrocławia i Krakowa obecni na obchodach Dnia Lwowa musieli być także obecni przy wręczaniu nagrody "Honorowy Obywatel Lwowa" za znaczny wkład w narodowe odrodzenie Ukrainy setnikowi UPA, zbrodniczej partyjnej formacji zbrojnej OUN, odpowiedzialnej za wymordowanie do 200 000 obywateli II RP - Polaków, Ukraińców, Żydów, Romów, Czechów, Ormian i innych mniejszości narodowych. Jak można wnioskować z relacji zaxid.net, przedstawiciele Polski przemilczeli ten policzek.

Po skandalu wywołanym udziałem magistratu Lwowa w organizowaniu koncertu ku czci ukraińskich eSeSmanów, w 70 Rocznicę bestialskiego ludobójstwa, kolejna gorzka pigułka dla prezydentów Krakowa i Lwowa.

Setnik UPA rzekomo walczącej z nazizmem czuje się doskonale w mieście, w którym ulicami maszerują neonaziści pod symbolami SS. Dlaczego mnie to nie dziwi?"
http://zaxid.net/home/showSingleNews.do?sotenniy_upa_lishe_u_lvovi_pochu...

Przypomnijmy, 11 maja w Lwowskiej Radzie Miejskiej z okazji 757-lecia Lwowa odbyło się uroczyste zebranie z udziałem władz, znakomitych lwowian, dyplomatów, duchowieństwa. Burmistrz Andrij Sadowy wręczył nagrodę "Honorowy Obywatel Lwowa" za znaczny wkład w narodowe odrodzenie Ukrainy setnikowi Ukraińskiej Powstańczej Armii Myrosławowi Symczyczowi.

Znany społeczny i polityczny działacz Mykoła Horyń na tym zebraniu wyraził przekonanie, że Lwowa nie można tak zwyczajnie kochać, "w nim trzeba żyć".

Niestety, ci zamordowani przez UPA nie są w stanie zastosowania się do zalecenia "trzeba żyć". Mordercy natomiast mają się doskonale, ponieważ postanowiono, że nie wolno szukać winnych popełnionych przez nich zbrodni.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

- konto bankowe

avatar użytkownika Maryla

15. @gość z drogi

co powie ks.Isakiewicz-Zaleski?
Sama jestem ciekawa. Co do Pawła Kowala, orędownika "wybaczania" zajął jednoznaczne stanowisko. Co powie na temat skandalicznego tekstu Przemysława Żurawskiego vel Grajewskiego?

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

- konto bankowe

avatar użytkownika guantanamera

16. @Maryla

"jeden z watażków zbrodniczej UPA otrzymał tytuł "Honorowego Obywatela Lwowa". I otóż jest to argument który powinien być podniesiony w sejmowych przemówieniach. Ja bym to ujęła mn,w. tak:
"Jesteście ostrożni, panowie posłowie z PO? Boicie się pogorszenia stosunków z Ukrainą? Ależ nie przejmujcie się panowie z PO tą sprawą. Przecież wami i nami na Ukrainie nikt się zupełnie nie przejmuje... Przecież to "honorowe obywatelstwo Lwowa" dla ukraińskiego UPA-owca jest powiedzeniem nam prosto w twarz: "- My będziemy robić co zechcemy" - prawda?
Ale oni tym krokiem upoważnili nas do podejmowania właściwych dla nas inicjatyw i korzystnych dla nas uchwał i ustaw. Nie bójcie sie panowie z PO pogorszenia stosunków. One są takie jakie są. A my jesteśmy w Sejmie RP i w czasie kiedy oni honorują watażków UPA nagrodami my mamy reprezentować Polskie interesy. I wy też!"
Może napiszę takie przemówienie. Z kilkoma jeszcze innymi argumentami ...

avatar użytkownika Maryla

17. Massacres of Poles in Volhynia - Volhynian slaughter | Rzeź Woły

Z archiwum IPN Wołyń w pożodze 2007

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

- konto bankowe

avatar użytkownika Wojciech Kozlowski

18. Zastanawiałem się dlaczego

Żydzi nie domagają się potępieniu zbrodni banderowskich, chociaż są wśród ofiar, a nawet nie oskarżają Ukraińców o pogrom chociażby Lwowski i dopiero tutaj znalazłem wytłumaczenie:

http://www.wroclawskikomitet.pl/komitet/ogloszenia/item/1077-szczucki-po...

Oni się boją o oskarżenie ich o sprawstwo za wielki głód na Ukrainie. Ale czy Polacy - zwłszcza w skutek ciągłych oskarżeń o udział w holokauście - nie powinni czasami domagać się zadość uczynienia od Żydów za śmierć 2 milionów Polaków zagłodzonych na Ukrainie ?

Wojciech Kozlowski

avatar użytkownika gość z drogi

19. Witaj Niedzielnie droga @Guantanamero

nawet nie pożegnałam sie wczorajszego wieczoru..bo po przeczytaniu tego tekstu,musiałam odejść o d klawiatury ,by ochłonąć...
co do pana Kowala,to ten dawno już jest skreślony z mojej listy...bardzo dawno,jeszcze wtedy gdy jako zaproszony przez nasz Klub i PIS odwiedził nas ,i zapytany przeze mnie co sądzi o historii Mościsk i strasznym losie jednej z Jego dziedziczek i Jej Rodziny...pani Zofii zamordowanej w Oświęcimiu wraz z synem , mąż wywieziony gdzieś na Sybir...nie chciał nic odpowiedzieć,tylko motał się i wykręcał...a ja zapytałam konkretnie...jak wyglądało "życie na Kresach,jak mordowano Polki i Polaków za TO że byli Polakami,jak zagrabiano ich majątki a w kościołach robiono spichlerze, zaczerwienił się i umknął z odpowiedzią,pamiętam,ze wyszłam ostentacyjnie i gdy opowiadałam o tym mężowi,ten tylko wyrozumiale uśmiechał się
przecież moje pytanie było też i takie,jak mamy krzyczeć o tym ,by nie zapomniano...by wyciągnięto wnioski i upomniano się Głośno przypominając tamten czas...
dziwny człowiek,dobry do gawędy ale o gotowaniu...nic więcej.....
może i coś wtedy po moim wyjściu powiedział,ale wątpię,zbyt strachliwy i poprawny...
Niedzielne serdecznosci

gość z drogi

avatar użytkownika gość z drogi

20. Panie Wojciechu,my nawet nie domagamy sie od Rosjan odszkodowań

wojennych a dopiero od Żydów....
pozdrowienia Niedzielne

gość z drogi

avatar użytkownika Maryla

21. „Fundacja im. Bolesława

„Fundacja im. Bolesława Chrobrego organizuje w dniu 24 maja br. w Głogowie wykład red. Leszka Żebrowskiego pt. „Kwestia nacjonalizmu ukraińskiego i Ziem Zachodnich w ideologii Narodowych Sił Zbrojnych”. Spotkanie jest częścią zainicjowanych przez Fundację działań związanych z przypadającą w bieżącym roku - 70. rocznicą tragicznych wydarzeń ludobójstwa dokonanego na Polakach przez OUN - UPA na Kresach Południowo-Wschodnich II RP. Spotkanie odbędzie się w Auli Św. Gerarda Kościoła Św. Klemensa w Głogowie. Początek wykładu godz. 17.00. Zapraszamy w imieniu organizatorów.”

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

- konto bankowe

avatar użytkownika Maryla

22. wywiad z Ewą

wywiad z Ewą Siemiaszko:























Maryla

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

- konto bankowe

avatar użytkownika guantanamera

23. @Wojciech Kozłowski

"Oni się boją o oskarżenie ich o sprawstwo za wielki głód na Ukrainie."
Kiedyś wyobrażałam sobie, że głód wynikał z tego, że mieszkańcom wsi rekwirowano zbiory w jesieni i resztki nie starczały im do wiosny... Ale kiedyś spotkałam Ukrainkę, która jako dziecko przeżyła tam czas głodu. I dowiedziłam się szczegółów... Opowiedziała, że tereny wiejskie przemierzały specjalne konne patrole. Wypatrywaly miejsc gdzie nad jakąś wiejską chatą pojawiał się.... dym z komina. Taki dym był sygnałem, że w tej chacie prawdopodobnie jest jeszcze coś, co można ugotować i zjeść. I zawiadamiały oddziały rekwirujące żywność, które odbierały ludziom ostatnie garście zboża, ziemniaków, kapusty...
Słuchałam zdrętwiała z przerażenia - czegoś takiego nie można sobie wyobrazić... Tak wyglądało wykonywanie wyroków głodowej śmierci. Porażająca prawda o zarządzonym i egzekwowanym głodzie na Ukrainie... Prawda, która czeka na dokładne opisanie.

avatar użytkownika guantanamera

24. @Maryla

Dobrze, że Pani Ewa Siemaszko w tym wywiadzie mówi jasno i otwarcie o tym, co było złe w polityce II RP wobec ludności ukraińskiej. Prawda jest potrzebna. Oczywiście, tame błędy w żaden sposób nie usprawiedliwiają czynów dziczy. I dla mnie to byłby kolejny argument w rozmowach z Ukrainą. Należy postawić pytanie - Jeżeli nie uznajecie, że masowe mordowanie cywili to jest ludobójstwo, to jak chcecie aspirować do Europy? Do cywilizacji europejskiej? Dalej uważacie, że to jest uprawniny sposób dochodzenia swego? Jak dzicz? Honorujecie tamtych przywódców - czy wobec tego mamy prawo spodziewać się, że możecie kiedyś powtórzyć takie działania?
Oczywście Radek Sikorski tych pytań nie zada. Ale trzeba je formułować.

avatar użytkownika Maryla

25. Proces beatyfikacyjny o. Ludwika Wrodarczyka – ofiary rzezi woły

http://kuriergalicyjski.com/index.php/redakcjapoleca/2114-proces-beatyfi...

(..)
Ojciec Wrodarczyk był gorliwym duszpasterzem ze Zgromadzenia Oblatów Maryi Niepokalanej (OMI) i zginął w bestialski sposób w grudniu 1943 roku. „Kurier Galicyjski” informował już, że od kilku lat Instytut Pamięci Narodowej – oddział w Lublinie, Centrum Ucrainicum Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i Katolickie Stowarzyszenie „Civitas Christiana” organizują w Polsce i na Ukrainie wystawę „Niedokończone msze wołyńskie” – dotyczącą martyrologium duchowieństwa wołyńskiego, ofiar zbrodni nacjonalistów ukraińskich w czasie II wojny światowej. W tym roku zostanie ona wystawiona 14 lipca w katedrze łacińskiej w Łucku. Znajdzie się tam również odnalezione w archiwum zdjęcie ojca oblata Ludwika Wrodarczyka.

Ludwika Wrodarczyk urodził się 25 sierpnia 1907 roku w Radzionkowie na Górnym Śląsku w wielodzietnej rodzinie górniczej. W sierpniu 1926 rozpoczął nowicjat w Zgromadzeniu Misjonarzy Oblatów Najświętszej Maryi Panny Niepokalanej (OMI). Pierwsze śluby zakonne złożył w Markowicach na Kujawach w 1927. Po studiach w oblackim seminarium duchownym w Obrze przyjął 10 czerwca 1933 święcenia kapłańskie. Pierwszą jego placówką było sanktuarium maryjne w Kodniu nad Bugiem. Od początku lipca 1939 pełnił posługę na Wołyniu. Mimo trudnych lat wojny owocnie pracował, prowadził duszpasterstwo w nowo utworzonej parafii w Okopach. Odnotowano, że młody zakonnik, znając właściwości lecznicze ziół, potrafił nieść ulgę w chorobach swoim parafianom i mieszkańcom wiosek ukraińskich. W czasie okupacji niemieckiej nie bał się pomagać Żydom. Instytut Yad Vashem w Jerozolimie nadał kapłanowi pośmiertnie medal „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”.

Zdaniem naukowców z Lublina – dr. Popka i dr Marii Dębowskiej, autorów biogramu o mężnym oblacie – w nocy z 6 na 7 grudnia 1943, gdy w obawie przed napadem UPA ludność polska w Okopach uciekła do lasu, ks. Wrodarczyk pozostał w kościele. Tam znaleźli go oprawcy i doprowadzili do ukraińskiej wsi Karpiłówka. Według jednego z najbardziej wiarygodnych ustaleń po okrutnych torturach ks. Ludwika „nagiego wyrzucono przed dom na śnieg i z rozrąbanej piersi kat wyrwał mu serce”.

(..)

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

- konto bankowe

avatar użytkownika gość z drogi

26. Dobry Boże wybacz mi,bo ja mordercom i zwyrodnialcom

nie potrafię

gość z drogi

avatar użytkownika Maryla

27. ocaleni z rzezi wołyńskich i zsyłek sowieckich


Masz kresowe korzenie? Jeśli Ty lub Twoi rodzice, Twój dziadek albo babcia, pradziadek lub prababcia urodzili się za wschodnią granicą dzisiejszej Polski, wpisz w komentarzu nazwę województwa II RP, z jakiego pochodzi Twoja rodzina.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

- konto bankowe