"Afera" Bergu (1)

avatar użytkownika godziemba

Ujawnienie w styczniu 1953 roku przez komunistyczne władze PRL sprawy tzw. Bergu, zapoczątkowało długotrwały kryzys polityczny wśród polskiej emigracji, a komunistom pozwoliło zintensyfikować oszczerczą kampanię propagandową przeciwko polskim politykom w Londynie.
 
W miarę wzmagania się „zimnej wojny” Waszyngton poszukiwał nowych form i instrumentów oddziaływania – jednym z nich miały stać się emigracje z krajów Europy Środkowo-Wschodniej.
 
Organizatorem oficjalnej współpracy emigracji był utworzony w czerwcu 1949 roku Komitet Wolnej Europy z siedzibą w Nowym Jorku. Podstawowym zadaniem Komitetu było szerzenie antykomunistycznych nastrojów wśród mieszkańców krajów za żelazną kurtyną. Najważniejszym przejawem tej akcji było utworzenie Rada Wolna Europa.
 
Jednocześnie Amerykanie penetrowali środowiska emigracyjne, widząc tam możliwości poprawy swoje działalności wywiadowczej skierowanej przeciwko Kremlowi i jego satelitom. Rolę tę spełniał Wydział Operacji Zachodnio-Europejskich wspomnianego Komitetu Wolnej Europy. 
                                                    
             W polskim Londynie wszystkie stronnictwa polityczne zabiegały o uzyskanie wsparcia Waszyngtonu, będąc świadomymi, iż Stany Zjednoczone były kluczowym partnerem dla polskich starań niepodległościowych. Także jedną z przyczyn powołania w grudniu 1949 roku Rady Politycznej była chęć nawiązania ściślejszych kontaktów z amerykańskimi władzami.
 
             Jeszcze wcześniej, polskie MSW, zdominowane przez członków Stronnictwa Narodowego, od połowy 1948 roku zainicjowało rozmowy z Amerykanami na temat współpracy w dziedzinie łączności z Polską. Należy zgodzić się z Rafałem Habielskim, iż „Legitymacją dającą emigracji prawo do występowania na scenie międzynarodowej była sytuacja w Polsce. Chcąc jednak ważność tej legitymacji przedłużać, emigracja musiała choć w ograniczony sposób być obecna w kraju”. Amerykanie mieli pomóc w rozbudowie łączności z okupowanym przez komunistów krajem w zamian za informacje z kraju.
 
             Konieczność utrzymania łączności z rodakami w kraju tak uzasadniał jeden z pracowników Wydziału Krajowego Rady Politycznej – Kazimierz Tychota : „Potrzeba utrzymania łączności z Krajem wynika z obowiązków wobec Kraju, ciążących na emigracji. Nie można reprezentować narodu i jego poglądów bez łączności z nim. By móc pracować nad wyzwoleniem Kraju i narodowi w Kraju służyć, trzeba znać dokładnie i bieżąco położenie Kraju, jego potrzeby (…). Wobec hermetycznego odcięcia Kraju od kontaktów ze światem zewnętrznym na normalnej drodze, da się spełnić tylko poprzez przeniknięcie z zewnątrz do Kraju, co nie da się zrealizować inaczej, jak przez tajną akcję łączności z Krajem. Żaden bowiem tak zwany „mandat krajowy” nie ma wartości bez oparcia go o bieżący kontakt z narodem w Kraju”.
 
             Rozmowy z Amerykanami nie przyniosły początkowo efektów, a kryzys w rządzie RP wiosną 1949 roku doprowadził do jego opuszczenia przez polityków SN, którzy tworzą z innymi opozycyjnymi wobec rządu partiami wspomnianą wcześniej Radę Polityczną. W tej sytuacji dalsze rozmowy z Amerykanami prowadzono już pod szyldem Stronnictwa Narodowego oraz Rady Politycznej.
 
             Ostatecznie pertraktacje sfinalizował na wiosnę 1950 roku w Niemczech Kazimierz Sójka. Choć umowę zawarto z Departamentem Stanu, to jednak nie ulegało wątpliwości, iż głównym partnerem w realizacji tej umowy była CIA.
 
Na mocy umowy Rada Polityczna zobowiązała się do:
„ – współdziałania z akcją zimnej wojny Stanów Zjednoczonych,
 - podtrzymywania w Kraju ducha oporu,
 - rozbudowania w Kraju sieci rezydentów i informatorów,
 - przygotowania sieci radio-nadawczych w Kraju,
 - przesłuchiwania uciekinierów z Kraju”
 
W zamian za to strona amerykańska miała dostarczyć funduszy na:
 
„ – utrzymywanie aparatu łączności z Polską,
   - rozbudowę i utrzymywanie grup informacyjnych,
   - podtrzymywanie ducha oporu w kraju przez akcje ulotowe, afiszowe oraz zasilanie ludzi
       pomocą pieniężną,
   - utrzymywanie centrali w Londynie,
   - pomoc materialną akcjom podziemnym
 
Umowa gwarantowała jednak zupełną samodzielność polskiej akcji na Kraj, Amerykanie mieli jedynie ofiarować pomoc techniczna i materialną dla jej przeprowadzenia.
 
             W wyniku umowy założono dwie bazy – jedna, zwana placówką ”Północ”, funkcjonowała w strefie brytyjskiej z siedzibą w Oerlighausen, a potem w Mulheim-Ruhr; druga, zwana „Południe”, miała swoją siedzibę w Monachium, a potem w Bergu koło miasta Starnberg. Na czele placówki „Południe” stał najpierw Stanisław Kolendowski, a następnie Władysław Furka (z SN). Natomiast  kierownikiem placówki „Północ” został Kazimierz Tychota, a po nim Wiktor Zdrzałka (z SN).
 
             Kierownikiem Działu Krajowego Rady Politycznej był Edward Sojka (SN), a jego zastępcami – Franciszek Białas (PPS) i Tadeusz Żenczykowski (NiD). Dział Krajowy koordynując akcję, jednocześnie wyraźnie zastrzegł, że jest „przeciw stawianiu czynnego oporu wobec reżimu komunistycznego (…), przeciw aktom dywersji i sabotażu, które pociągają za sobą zbędne ofiary”.
 
             Dla usprawnienia zdobywania i przekazywania informacji utworzono w kraju tzw. punkty informacyjne (PI), składające się z kilku osób. Łączność z krajem utrzymywano przy pomocy kurierów, tzw. „paczek specjalnych” oraz korespondencji. Łączność za pośrednictwem kurierów utrzymywała przede wszystkim placówka „Południe”. W sumie zorganizowano ponad 30 wypraw, spośród których prawie połowa zakończyła się fiaskiem. Bardzo duży odsetek wpadek spowodowany był obecnością agenta MBP w Dziale Krajowym Rady Politycznej. Ponadto kilka punktów informacyjnych a także kanałów przerzutowych kontrolowała komunistyczna bezpieka.
 
             Drugą metodą utrzymywania łączności, stosowaną przez ośrodek „Południe”, było wysyłanie poczta tzw. „paczek specjalnych” oraz zwykłej korespondencji do PRL. Paczki specjalne zawierały, obok artykułów spożywczych i odzieżowych, tajne materiały schowane przeważnie w puszkach o podwójnym dnie. Puszki takie były niemożliwe do prześwietlenia i nie różniły się wagą od oryginalnych. Stosując te metodę, nie zachowywano jednak należytej ostrożności – np. wysyłano paczki jednego dnia z tego samego urzędu pocztowego, z oznaczeniem tego samego nadawcy, w liczbie po 8-10 przesyłek do różnych adresatów w kraju. Niejednokrotnie zdarzało się, iż adresaci otrzymywali paczki zaadresowane tym samym charakterem pisma, mimo, iż nadchodziły czasem z różnych miast. Organizatorzy tej operacji nie zdawali sobie sprawy, iż w realiach totalitaryzmu komunistycznego wszystkie paczki przychodzące z Zachodu poddawane były szczegółowej kontroli przez służbę bezpieczeństwa, a odbiorcy takich przesyłek osobami podejrzanymi.
 
             Trzecim wreszcie sposobem utrzymywania łączności z krajem była korespondencja prowadzona przez obie placówki z wybranymi osobami w PRL, używając atramentu sympatycznego. Pisano w sposób konspiracyjny, używając szyfru „familijnego” (np. zdanie „Bolące gardło należy przepłukać” wskazywało, co trzeba zrobić z utajonym w liście tekstem aby go odczytać). Szyfry takie były jednak bardzo łatwe do odczytania dla fachowców z MBP.
 
             Dzięki umowie z Amerykanami nastąpiło w latach 1951-1952 niewątpliwe ożywienie nieformalnych kontaktów z Krajem. Organizatorzy tej akcji nie przestrzegali - o czym wspomniano wcześniej -  podstawowych zasad konspiracji, co wynikało zapewne z braku rozeznania o skali infiltracji społeczeństwa polskiego przez komunistyczny aparat bezpieczeństwa. Wszak w 1948 roku zarówno MSW jak i Sztab Naczelnego Wodza zaprzestały ze względu na olbrzymie ryzyko wysyłania kurierów do Kraju.
 
Cdn.
 
 

napisz pierwszy komentarz