Psucie dzieci - rzecz o rodzicielskim heroizmie

avatar użytkownika Dariusz Zalewski

W opinii wielu rodziców szkoła, a właściwie funkcjonujące w niej grupy rówieśnicze, psują młodych. W domu są potulnymi, grzec...

W opinii wielu rodziców szkoła, a właściwie funkcjonujące w niej grupy rówieśnicze, psują młodych. W domu są potulnymi, grzecznymi synami i córkami – mówią rodzice – a gdy zaczynają chodzić do szkoły coś się w nich zmienia.

Wiele jest w tym racji. Trudno obronić tezę, że współczesna szkoła nie ma negatywnego wpływu na zachowania młodzieży. Wpływ ma, ale pytanie brzmi: czy decydujący i determinujący?

Istnieje bowiem druga strona medalu, którą już przed wiekami w prostym zdaniu opisał rzymski retor i wychowawca Kwintylian:

„rozpuszczone i zepsute (dzieci – dop. D.Z.), błędów tych nieszczęsnych nie nabywają w szkole, lecz je do szkół zanoszą!”

 

Winne wychowanie domowe

Jest to bardzo przytomna uwaga: dzieci są rozpuszczane i psute głównie w domu, a nie w szkole! Tam, w grupie rówieśniczej, tylko ujawnia się wcześniej zaszczepiona wada!

Zrzucenie winy na zewnętrzną instytucję, “okres buntu”, “hormony”, “towarzystwo”, w wielu przypadkach służy tylko samousprawiedliwianiu rodziców.

Zadajmy sobie bowiem proste pytanie: dlaczego nie każde dziecko ulega wpływom grupy rówieśniczej?

Znam uczniów, którzy skutecznie opierają się negatywnemu wpływowi kolegów. Choć często odrzuceni przez nich, trwają jednak przy swoich poglądach – mają po prostu charakter!

Dlatego tłumaczenie rodziców, że on czy ona w domu jest inna, tylko wśród kolegów (koleżanek) “głupieje”, tak naprawdę jest słabym argumentem obronnym. Jakaś część winy leży po stronie domu.

Technika “jak leci”

Zdaję sobie sprawę, że życie jest bardziej skomplikowane i nieraz, choćby rodzice zrobili wszystko co w ich mocy, to dziecko i tak zachowa się nieracjonalnie, czyli niezgodnie z otrzymanym wychowaniem.

Ale mimo wszystko są to przypadki sporadyczne. Zazwyczaj błąd jest w wychowaniu. Na czym on polega? Otóż, rodzice wciąż wychowują dzieci techniką:“jak leci”. Po prostu żyją, dając przykład lub antyprzykład swoim zachowaniem.

Wygląda to dokładnie tak, jak przed wiekami: dzieci kręcą się wśród rodziców “przy gospodarstwie domowym”, powoli dorastając i ucząc się wszystkiego głównie przez naśladownictwo.

Różnica polega na tym, że dawniej w tę rodzinną idyllę nie ingerowali obcy: nie było komputera, telewizji, nawet książki były starannie dobrane. Wystarczyło, że rodzice tylko dobrze żyli, a dziecko w sposób naturalny przejmowało ich cnoty.

Złodzieje dzieci

Współcześnie rodzice mogą być prawymi ludźmi, a i tak ktoś podkrada im dzieci. Bezczelnie wygląda z telewizora czy komputera, indoktrynując i psując. Gdy nie zapanujemy nad “obcymi”, którzy chcą wychowywać nasze dzieci w naszym domu, to szybko zobaczymy negatywne skutki.

(Siłę rodzicielskiego wychowania dzieci osłabia też praca poza domem i konieczność posyłania dzieci do przedszkola, gdzie bardzo wcześnie spotykają się z obcymi wzorcami zachowań.)

Postawa rodziców wymaga zatem specyficznego heroizmu i mobilizacji. Już nie mogą, jak przez wieki, zwyczajnie żyć sobie z towarzyszącymi im dziećmi, zajmując się swoimi pracami, ale muszą się od tych prac odrywać, walcząc z intruzami.

To odrywanie wymaga nieraz, jak wspomniałem, heroizmu. Bo naprawdę trudno jest koncentrować się na pracy nad utrzymaniem rodziny i równocześnie zajmować się wychowaniem najmłodszych.

Gdy rodzice temu zadaniu nie podołają – zaczynają się problemy. Trzeba wytrwałości.
I tak koło się zamyka.

Poczytaj: Wychowanie dziecka

Etykietowanie:

napisz pierwszy komentarz