Zamordyzm Tuska także w... Australii

avatar użytkownika KWORUM

Sprawy i troski Polonii australijskiej


Australia jest państwem demokratycznym. W każdym bądź razie dużo bardziej demokratycznym niż III Rzeczpospolita Polska, a szczególnie nasz kraj pod rządami Platformy Obywatelskiej Donalda Tuska.

Media w Polsce w latach 1945-89 były pod kontrolą komunistów/pachołków Moskwy i im musiały służyć. W 1989 roku ponoć upadła władza komunistyczna w Polsce. Ponoć, gdyż tak naprawdę porozumienia tzw. „okrągłego stołu” zapewniły nie tylko bezpieczne życie satrapom komunistycznym włącznie ze zwykłymi bandytami, ale także wielkie wpływy w życiu państwa, a szczególnie w mediach. Tak więc od 1989 roku główne media w Polsce są nadal antypolskie! Starczy czytać np. „Gazetę Wyborczą” wydawaną przez Adama Michnika, oglądać program telewizji TVN24 albo słuchać radia Zet.

Dla mnie, także dziennikarza, zdecydowana większość tzw. dziennikarzy III RP to największy śmieć moralny – to rak niszczący Polskę i naród polski za 30 antypolskich srebrników. Starczy zobaczyć na kogo większość Polaków dziś głosuje w wyborach powszechnych. Jak głupie barany idą za głosem „Gazety Wyborczej”, TVN24 czy radia Zet.
Użyłem tu przysłowiowego określenia „głupie barany”. Ale na pewno nie jest ono w tym przypadku obraźliwe, gdyż odzwierciedla prawdę. Bowiem co można powiedzieć o ludziach, którzy po 45 latach dyktatury komunistycznej (1944-89), czerwonego terroru, upodlenia, życia w nędzy w porównaniu z Zachodem itd., w 1993 i ponownie w 2001 roku głosowali na komunistów, którzy ponownie dorwali się do koryta władzy, którzy w 1995 i ponownie w 2000 roku wybrali na prezydenta byłego komucha – ministra w czasach PRL?!
Jeśli to nie był kretynizm, to pytam się jak to zjawisko określić, jak prawidłowo nazwać tych ludzi?!

W 2005 roku wybory do Sejmu wygrała wreszcie propolska partia Prawo i Sprawiedliwość. Niestety musiała wejść w koalicję z dwoma mniejszymi partiami, a ten mariaż nie był szczęśliwy przez głupotę tych mniejszych partii. A na dokładkę główne media, będące w rękach wrogów polski i narodu polskiego, dwoiły się i troiły, aby obrzydzić swoją wyjątkowo arcyobrzydliwą kampanią Polaków do PiS. Było im to czynić o tyle łatwiej, że będąca również w opozycji partia Platforma Obywatelska (PO) głosiła program polityczny zbliżony do tego głoszonego przez PiS.

Działalność PO była jednak zwykłym mydleniem oczu głupim baranom. Dzisiaj, po prawie czterech latach rządów PO i Donalda Tuska, widać czarno na białym, że jest to partia, której jedynym celem jest trzymanie się władzy za wszelką cenę przez niszczenie demokratycznej opozycji. Tusk zasiał tyle nienawiści między Polakami, jak żaden inny polityk „polski”. Polski w cudzysłowie, gdyż tak de facto Tusk wcale nie jest Polakiem, a tylko zgermanizowanym Kaszubem (sam podkreśla swoją kaszubskość!). Jego dziadek był żołnierzem hitlerowskiego Wehrmachtu, a z domu wyniósł znajomość języka niemieckiego, no i jako premier Polski kłania się w pas Niemcom – działa na ich korzyść, a tym samym na niekorzyść Polski i narodu polskiego! Dowodów na to jest aż za wiele. Dlatego że Tusk nie czuje się Polakiem (znana jest jego negatywna wypowiedź o polskości, którą przed laty opublikował w „Tygodniku Powszechnym”) ma w nosie to że rozbija społeczeństwo polskie. Co więcej, na pewno robi to celowo, bo gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta. Tym trzecim to on oraz jego Platforma Obywatelska, w której pełni władzę dyktatorską, i która ma z obywatelskością tyle wspólnego co ja z badaniem galaktyk gwiezdnych.

Wytypowany przez Tuska na prezydenta Polski Bronisław Komorowski, osoba niby po wyższych studiach!, nie zna ortografii polskiej: w oficjalnych dokumentach pisze: „bulu” i „nadzieji” zamiast bólu i nadziei, mówi „palem” zamiast palm. – Stefan Kisielewski określił rządy komunisty Władysława Gomułki jako „dyktaturę ciemniaków”. Jak widać, dyktaturę ciemniaków mamy w Polsce także i dzisiaj – dzięki Tuskowi.
Komorowski jest żonaty z córką przedstawicieli żydokomuny – jej matka jest Żydówką i razem z ojcem pracowali w stalinowskim Urzędzie Bezpieczeństwa, który terroryzował i mordował Polaków! Tak więc tzw. „pierwsza dama” jest nie tylko Żydówką (w świetle prawa izraelskiego), ale dzieckiem ludzi, którzy gnębili Polaków! – Nie dziwota, że Komorowski zaraz po objęciu władzy rozpoczął walkę z chrześcijańskim krzyżem, a do pałacu prezydenckiego wprowadził lewaków i wrogów Polski i Polaków, m.in. ze zbankrutowanej politycznie Unii Wolności.

Jak tak dalej pójdzie, tzn. jeśli po jesiennych wyborach Tusk utrzyma władzę, to Polska podzieli gospodarczy los Grecji (zbankrutuje, gdyż Tusk niemiłosiernie zadłużył Polskę), a pod względem ustroju politycznego rządy Tuska będą kopią rządów ostatniego dyktatora w Europie – białoruskiego dyktatora Łukaszenka. Do tego celu Polska Tuska już dzisiaj zmierza milowymi krokami. Ale głupie barany – inteligencja a’la Komorowski i głupia młodzież, w szkołach wyprana z jakiegokolwiek patriotyzmu, zachwycone Tuskowym hasłem: tutaj i dziś tego nie dostrzegają. A jak dostrzegą, to nie pozostanie im nic innego jak wyjść na ulicę. Historia lubi się powtarzać, więc będziemy mieli nowy 1956, 1970, 1976 i 1980-81 rok, a Tuskowe ZOMO będzie strzelać do demonstrujących, aby utrzymać się przy korycie władzy.

Na to, że Tusk idzie w ślady białoruskiego dyktatora Łukaszenka jest wiele dowodów. Mówi o tym chociażby ten tytuł: „Polska to kraj Wielkiego Brata. Służby zaglądały w nasze billingi milion razy” (Dziennik.pl 18.4.2011) – według raport Komisji Europejskiej. Jednak Tuskową walkę z wolnością słowa najlepiej widać na przykładzie mediów. Piotr Gociek w komentarzu pt. „Hipokryci kontra oszuści” („Rzeczpospolita” 17.4.2011) pisze: “Juliusz Braun – polityk Unii Demokratycznej i Unii Wolności, dziś związany z PO, Marian Zalewski – aktualny wiceminister rolnictwa z Polskiego Stronnictwa Ludowego, oraz Bogusław Piwowar – kojarzony ze Stowarzyszeniem „Ordynacka”, swego czasu bliski współpracownik Roberta Kwiatkowskiego, przez wielu komentatorów uważanego za najbardziej politycznego prezesa TVP po 1989 roku. Oto skład nowego, podobno apolitycznego i fachowego, zarządu telewizji publicznej zaproponowany przez nową radę nadzorczą TVP. Do tej pory działacze Platformy i przedstawiciele sporej części wpływowych mediów jako szczyt upartyjnienia telewizji przedstawiali jej losy pod rządami Prawa i Sprawiedliwości. Ciekawe, co powiedzą dziś. Czy ktokolwiek będzie miał odwagę głośno przypomnieć, że nawet ludziom Jarosława Kaczyńskiego nie przyszło do głowy, żeby oddelegować do TVP urzędującego koalicyjnego ministra lub aby mediami publicznymi kierował „apolityczny” były poseł? Platforma Obywatelska wielokrotnie obiecywała, że za jej kadencji będzie wreszcie normalnie, że jej rządy będą zupełnie inne – bez zawłaszczania państwa i upolityczniania instytucji publicznych. Czas powiedzieć głośno, że po prostu oszukała Polaków…”. Po prostu Tusk i jego klika przywłaszczyli sobie państwową telewizję!!! I nie tylko telewizję i radio, ale wszystkie inne instytucje i spółki państwowe. Hasło Tuska: „Aby ludziom żyło się lepiej” należy odczytywać: „Aby ludziom z Platformy Obywatelskiej żyło się lepiej”. – I tu historia się powtarza. Bo w komunistycznej Polsce żyło się lepiej tylko członkom partii.
Dodać tu należy, że z państwowej telewizji i państwowego radia Tuskowcy wyrzucili w ostatnich miesiącach WSZYSTKICH dziennikarzy, którzy krytycznie odnosili się do jego rządów.

Czy podobna sytuacja mogłaby się wydarzyć w naszej Australii? Na pewno nie! Chociaż wiadomo, że w australijskiej telewizji i radiu chyba od zawsze mają duży wpływ dziennikarze o lewicowych poglądach, prawicowi czy liberalni dziennikarze oraz partie opozycyjne nie są dyskryminowane. W programie Jon Faina w państwowym radiu 774 ABC Melbourne (od 8.30 rano do 12 w południe) dnia 11 kwietnia 2011 roku powiedziano, że politycy australijscy i w ogóle w krajach demokratycznych dziennikarzy uważają za swoich wrogów, bo dzień i noc patrzą im na palce – na to jak rządzą, co robią i mówią. I jak potrzeba to demaskują ich niecne czyny.

To obowiązek dziennikarzy w każdym naprawdę demokratycznym kraju. Tymczasem główne media w Polsce nie tylko, że nie patrzą na palce Tuska i jego kliki, ale bezwstydnie wspierają nawet największe łajdactwa jego rządu, jak np. aferę hazardową, która z ich wielką pomocą została zamieciona pod dywan. A w Australii gdyby taka afera miała miejsce, to nie tylko opozycja czy dziennikarze, ale zasady demokratycznej władzy doprowadziły by do ustąpienia premiera. Tym bardziej Tusk musiał by się podać do dymisji, gdyby był premierem Australii i doszło do australijskiej katastrofy smoleńskiej. Potwierdzi to każdy zapytany o to polityk australijski!

Tymczasem antypolskie główne media w Polsce, uważane przez wielu Polsków za faszystowsko-komunistyczno-mafijne, kryją Donalda Tuska i próbują także zafałszować tragedię smoleńską!
Powiem więcej, jestem pewny, że gdyby policja złapała Tuska na gorącym uczynku – np. na gwałceniu 10-letniej dziewczynki, to główne media w Polsce stanęły by w jego obronie mówiąc i pisząc pytaniem: Czy to jego wina, że ma tak duży popęd płciowy? I odpowiadając: Na pewno nie! Mohery, odczepcie się od premiera!
Czy to nie świadczy o mafijnym charakterze i mediów i rządu polskiego?!
Powinniśmy dziękować Bogu, że nie żyjemy w Tuskowej Polsce, że żyjemy w demokratycznej Australii.

Niestety naszą, tj. Polaków radość z demokracji australijskiej zaciemnia Polski program państwowego radia etnicznego SBS.
Powtarzam, jest to państwowa radiostacja, utrzymywana z pieniędzy australijskich podatników w demokratycznym państwie. Jej celem i obowiązkiem jest od ponad 20 lat służenie grupom etnicznym, w tym m.in. polskiej. Polacy mają codzienną godzinną audycję od 1 do 2 po południu.
Czy Polski program radia SBS służy Polakom – wszystkim Polakom?
Niestety nie!
Chociaż - powtarzam, bo to jest tutaj bardzo ważne - jest to radiostacja państwowa i utrzymywana m.in. za pieniądze polskich podatników odnosi się wrażenie, że jest ona częścią głównych mediów w Polsce, jakimś australijskim oddziałem „Gazety Wyborczej”, TVN24 czy radia Zet. A to dlatego, że jest “poprawna politycznie” w odniesieniu do polskiej polityki. Można łatwo udowodnić, na podstawie przechowywanych w administracji radia nagrań, że w wiadomościach z Polski dokonywana jest selekcja informacji – zdecydowanie dominują informacje przychylne Platformie Obywatelskiej i krytyczne pod adresem Prawa i Sprawiedliwości.

Jednak najbardziej stronniczy – proPO i antyPiS jest korespondent polskiego programu radia SBS w Polsce Jerzy Szperkowicz, w latach 1956-74 korespondent komunistycznego “Życia Warszawy” w… Moskwie! (“Leksykon polskiego dziennikarstwa” Warszawa 2000, str. 538). A korespondentem w Moskwie mógł być tylko zaufany człowiek komunistów! To skandal, że taki człowiek jest dzisiaj korespondentem polskiego programu australijskiego radia SBS. Przecież cały czas byliśmy i jesteśmy w przygniatającej masie emigracją antykomunistyczną i brzydzimy się byłymi pachołkami komunistów!!!

Szperkowicz ma prawo mieć takie czy inne poglądy polityczne jako osoba prywatna, ale nie jako korespondent polskiego programu australijskiego państwowego radia, opłacany przez m.in. polskich podatników – a więc i przeze mnie!, z których wielu krew zalewa jak słucha jego bezwstydnej prorządowej i lewackiej propagandy. Jestem ciekaw kto go zarekomendował na korespondenta w Polsce radia SBS! Na pewno nie Polacy, a tylko Polactwo!

Prawdopodobnie pomógł mu w tym fakt, że jego żona jest Żydówką (Hanna Krall). A nie jest to bez znaczenia w polskim programie radia SBS. Nie ulega wątpliwości, że Żydzi polscy w Australii są w nim uprzywilejowani! Stwierdzam więc tylko fakt, łatwo dostrzegalny dla każdego słuchacza. Ale akurat to nie jest minusem, bowiem ci Żydzi zasługiwali czy zasługują na występowanie w polskim programie; na pewno bardzo często go wzbogacają. Ja, gdybym był Żydem też miałbym znacznie łatwiejszy dostęp do mikrofonu polskiego programu!

Pytam się pracowników polskiego programu i dyrekcję radia SBS czy to nie rasizm?! Czy tak ma wyglądać polityka wielokulturowości w radiu SBS, którą się chełpi rząd australijski?!
Grzechem jest to, że niektórzy pracownicy (bo dziennikarzami trudno ich nazwać!) polskiego programu radia SBS traktują ten program jak swój własny folwark i dopuszczają do radia tylko “samych swoich”, a więc ludzi “poprawnie politycznych”, jak np. działaczy polsko-żydowskiego Australijskiego Instytutu Spraw Polskich (zawsze ktoś od nich jest komentatorem ważnych wydarzeń w Polsce i Australii). Polskim pracownikom radia SBS całkowicie obce jest australijskie podejście-zasada „fair go” wobec każdego człowieka – w naszym przypadku Polaka. Chociaż udają, że są Australijczykami. Starają się być nawet bardziej papiescy od samego papieża. Australię nazywają przesadnie i demonstracyjnie (i to rzuca się w oczy) za często „nasz kraj” i wiadomości z Polski są zazwyczaj podawane po wiadomościach z Australii i ze świata, podczas gdy np. w żydowskim programie wiadomości żydowskie są ZAWSZE podawane jako pierwsze. Język angielski tych ludzi pozostawia również wiele do życzenia (np. niepoprawnie wymawiane nazwy miejscowości w Australii czy nazwiska), chociaż obowiązkiem pracowników radia jest dobra znajomość języka angielskiego.

Najjaskrawszym przykładem braku profesjonalizmu i australijskiego „fair go” jest bojkot mojej osoby przez polski program radia SBS. Chociaż jestem najpłodniejszym pisarzem polskim w Australii (19 książek) i historykiem Polonii australijskiej, chociaż byłem redaktorem ukazującego się w Melbourne “Tygodnika Polskiego”, a członkiem Stowarzyszenia Dziennikarzy Australijskich zostałem już w 1975 roku, chociaż sam jeden załatwiłem wydanie przez Australia Post znaczka pocztowego z Pawłem Strzeleckim, chociaż założyłem Studium Historii Polonii Australijskiej i jestem członkiem Światowej Rady Badań nad Polonią, chociaż otrzymałem Krzyż Zasługi i Srebrny Medal Stowarzyszenia “Wspólnota Polska” w Warszawie, chociaż jestem podróżnikiem (byłem w 77 krajach) – osoby prowadzące polski program radia SBS NIGDY nie poprosiły mnie do studia, nigdy nic o mnie nie powiedziały.
A to dlatego, że nie należę do ich grona “samych swoich” i nie podzielam ich poglądów politycznych.

Bojkotowani są także kolejni redaktorzy jedynego polskiego społecznego pisma w Australii „Tygodnika Polskiego”! W żydowskim programie redaktor „The Australian Jewish News” jest cotygodniowym gościem.
Ten bojkot to brak profesjonalizmu, głupota, dziecinada i zawiść. A wszystko to zakrapiane kumoterstwem i wysługiwaniem się jedynej słusznej polskiej linii politycznej – Platformie Obywatelskiej i lewicy! W polskim programie NIGDY nie słyszeliśmy pozytywnego komentarza o partii opozycyjnej – Prawie i Sprawiedliwości!

Mamy więc w polskim programie radia SBS sytuację dokładnie taką samą jaka panuje w antypolskich i często faszystowsko-komunistyczno-mafijnych mediach polskich!
A dzieje się to w australijskiej państwowej radiostacji, która jest utrzymywana z pieniędzy podatników, a więc i moich i tysięcy innych Polaków, którzy nie zgadzają się z linią polityczną programu i kumoterstwem w nim panującym.

Ciekawi mnie w jaki sposób – z czyjej rekomendacji - ci ludzie dostali się do polskiego programu radiowego i kto ich wspiera, że tak jawnie i bezkarnie depczą australijską demokrację i działają w sprzeczności ze zwyczajami panującymi w australijskich mediach! Koordynatorka polskiego programu radiowego Anna Sadurska ponoć była czy jest żoną lewicowego filozofa i politologa Wojciecha Sadurskiego, który w latach 1985-93 był wykładowcą University od Sydney, a dziś jest wpływowym politologiem w PRL-bis czyli III RP. Czy to naprawdę nie miało żadnego znaczenia przy nominowaniu ją na koordynatora polskiego programu radia SBS?!

Że wina jest po naszej - słuchaczy stronie to nie ulega wątpliwości. Bo brak nam odwagi, aby protestować; ograniczaliśmy się tylko do protestów wysyłanych do “Tygodnika Polskiego” (które zebrałem i które można dziś odpowiednio wykorzystać). A może dlatego, że jak wykazały badania polskiego programu radiowego słucha niewiele Polaków: prawie codziennie tylko 6% i często dalszych 8%, czyli łącznie zaledwie 14% osób (Urszula Płatek “Profil emigranta polskiego w społeczeństwie i kulturze Australii” Zielona Góra 2007).

Prawdopodobnie więcej słuchaczy w Melbourne ma polski program społecznego radia 3ZZZ.
Taka mała liczba słuchaczy polskiego programu radia SBS jest zapewne protestem przeciwko temu co wyprawiają pracownicy polskiego programu radia SBS.
Ale dlaczego nie powalczyć o ten program? Dlaczego nie zrobić z niego naprawdę polskiego programu?
Może wówczas będzie go słuchało więcej Polaków.

A więc do dzieła, Bracia Rodacy! Sprawa jest do wygrania. Polski program ma służyć WSZYSTKIM Polakom, a nie tylko jakimś uzurpatorom i klice, która w dodatku działa wbrew australijskiej demokracji i zwyczajom panującym w australijskich mediach, do których dostęp ma każda zasługująca na to osoba i w ogóle każdy słuchacz.

Marian Kałuski
Australia

www.kworum.com.pl

napisz pierwszy komentarz