"Kto wiedział 22 marca że 10 kwietnia zepsuje się casa?"

avatar użytkownika Joanna Mieszko-Wiórkiewicz

Jakis czas temu napisałam artykuł na następującytemat:Kto skierował generałów do Tupolewa?

Teraz wypadła mi z sieci taka oto  poczta butelkowa , która nie daje co prawda odpowiedzi na moje pierwotne pytanie,a le co nieco ujawnia z organizacyjnej kuchni rządowej.  


 

"Kto wiedział 22 marca, że 10 kwietnia rano zepsuje się Casa? I dlaczego dla Tuska rezerwowano flotyllę samolotów, a dla Prezydenta i Generalicji tylko jedną latającą trumnę?

 


 

Cofnijmy się dziś do przygotowań do lotów 7 i 10 kwietnia - co na ten temat mówi raport MAK? Oto stosowny fragment z komentarzami:

str 15 1.1. Historia lotu 22 marca 2010 roku do Trzeciego Europejskiego Departamentu Ministerstwa Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej z Ambasady Rzeczpospolitej Polskiej w Federacji Rosyjskiej (grę dyplomatyczną tusko-ruską w celu wystawienia Prezydenta opisał Łarzący Łazarz w artykule Gruppenfuhrer KAT więc tylko podkreślę fakt, że B. Komorowski nagrodził odznaczeniem ambasadora FR w Polsce Grynina, który ewidentnie kłamał publicznie w tej rozgrywce) zostało przesłane pismo o numerze PdS 10-14-2010 z załączonymi dwoma zapotrzebowaniami na wykonanie nieregularnych (jednorazowych) lotów w przestrzeni powietrznej Federacji Rosyjskiej 10 kwietnia 2010 roku.


 

Zgodnie z zapotrzebowaniami na 10 kwietnia 2010 roku planowano dwa rejsy po trasie Warszawa (EPWA) – Smoleńsk „Północny” (XUBS) – Warszawa (EPWA) samolotów Tu-154M (b/n 101, rejs PLF 101) i Jak 40 (b/n 044, rejs PLF 031). Jako cel lotu wskazano: „wizyta delegacji polskiej na czele z Prezydentem Rzeczpospolitej w Katyniu i udział w uroczystościach w Miejscu Pamięci”.Oto kluczowy wątek- Sztab SZbrojnych RP jeszcze rankiem 10 kwietnia miał planowo lecieć Casą! Z nieznanych do dziś niewyjaśnionych powodów, podobno awarii Casy, generałów ulokowano w Tu 154M-101.


 

Skąd polski MSZ wiedział 22 marca że 10 kwietnia Casa ulegnie awarii? Dlaczego nie było zapasowej Casy??


 

W piśmie Ambasady Rzeczpospolitej Polskiej w Federacji Rosyjskiej zawarta była prośba o zapewnienie obsługi na lotnisku w Smoleńsku oraz zapewnienie aktualnych planów i procedur portu lotniczego. Strona polska prosiła o skierowanie nawigatora na pokład samolotu. (czytamy dalej uważnie ten raport – jest informacja, że rosyjskiego „szturmana” na pokładzie nie było, nie ma informacji dlaczego!) Powyższe zapotrzebowanie było uzgodnione z Wydziałem Organizacji i Kontroli Szczególnie Ważnych Lotów RosAeroNawigacji 2 31. 03. 2010.


 

Rejs PLF 101 otrzymał oznaczenie„A” (ciekawe że ten jeden rejs nazywa się A, pozostałe prezydenckie i rządowe nazywają się K – czyżby A znaczyło u Rosjanto co AF1 u Amerykanów?). Rejs PLF 031 – otrzymałoznaczenie „K”.


 

Zgodnie z p. 3.13 G.N 1.2-9 Zbioru Informacji Aeronawigacyjnych Federacji Rosyjskiej i Wspólnoty Niepodległych Państw (dalej AIP FR) Zbioru Informacji Aeronawigacyjnych Federacji Rosyjskiej 9 kwietnia z Ministerstwa Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej do Ambasady Rzeczpospolitej Polskiej w Federacji Rosyjskiej zostało wysłane pismo z zezwoleniem na wykonanie lotów: o numerze 176 CD/10 dla rejsu PLF 101 i o numerze 177 CD/10 dla rejsu PLF 031.


 

30 marca 2010 roku do Trzeciego Europejskiego Departamentu Ministerstwa Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej z Ambasady Rzeczpospolitej Polskiej w Federacji Rosyjskiej zostało przesłane jeszcze jedno pismo, numer PdS 10-19-2010, z załączeniem trzech zapotrzebowań na wykonanie nieregularnych (jednorazowych) lotów w przestrzeni powietrznej Federacji Rosyjskiej 7 kwietnia 2010 roku. (zauważmy, że rosyjski MSZ potwierdza, że najpierw zafiksowano lot „prezydencki” a po 8 dniach osobny „rządowy”).


 

Zgodnie z zapotrzebowaniami, na 7 kwietnia 2010 roku planowano trzy rejsy po trasie Warszawa (EPWA) - Smoleńsk „Północny” (XUBS) - Warszawa (EPWA) samolotów Tu-154M Str 16 (b/n 101, rejs PLF 102) i dwóch samolotówJak 40 (b/n 044, rejs PLF 034 i b/n 0443, rejs PLF 035) z delegacją polską, na czele z Prezesem Rady Ministrów Rzeczpospolitej Polskiej Donaldem Tuskiem. (To już 3 samoloty dla tuskowej delegacji) Powyższe zapotrzebowanie zostało uzgodnione z Wydziałem Organizacji i Kontroli Szczególnie Ważnych Lotów Rosaeronawigacji (w opisie przygotowań lotu „prezydenckiego” nie ma tego określenia „szczególnie ważne loty- sens tej frazy należy koniecznie wyjaśnić) 31. 03. 2010 z nadaniem oznaczenia „K”.


 

30 marca 2010 roku do Trzeciego Europejskiego Departamentu Ministerstwa Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej z Ambasady Rzeczpospolitej Polskiej w Federacji Rosyjskiej zostało przesłane dodatkowe pismo o numerze PdS 10-20-2010 z załączonym jeszcze jednym zapotrzebowaniem na wykonanie nieregularnego (jednorazowego) lotu w przestrzeni powietrznej Federacji Rosyjskiej 7 kwietnia 2010 roku. Zgodnie z zapotrzebowaniem, na 7 kwietnia 2010 roku planowano jeszcze jeden rejs po trasie Warszawa (EPWA) – Smoleńsk „Północny” (XUBS) – Warszawa (EPWA) samolotu Jak-40 (b/n 047, rejs PLF 037. To już samolot nr 4 dla Tuska&Co.


 

Ww. zapotrzebowanie również zostało uzgodnione z Wydziałem Organizacji i Kontroli Szczególnie Ważnych Lotów (Tusk „szczególnie ważny” vs Prezydent RP nieważny?) Rosaeronawigacji 01. 04. 2010 z nadaniem oznaczenia „K”.


 

Dodatkowo na podstawie pisma Ambasady Rzeczpospolitej Polskiej w Federacji Rosyjskiej numer PdS 10-21-2010 z 1 kwietnia 2010 został uzgodniony przylot 7 kwietnia trzech samolotów typu CASA - 295M. (samoloty nr 5 i 6 dla ekipy Tuska – już cała flotylla!!) Faktycznie, 7 kwietnia na lotnisko Smoleńsk „Północny” wykonano cztery rejsy: jeden samolotem Tu-154M (PLF 102), jeden samolotem Jak-40 (PLF 035) i dwa samolotami CASA- 295M.


 

Nota bene:z 6 anonsowanych samolotów poleciały „tylko” czteryczy to nie nazbyt wielka rozrzutność w „tanim państwie” Tuska?


 

Pozostaje pytanie-dlaczego całą delegację prezydencką upchnięto w feralnym Tu 154M-101 . Widać tutaj już całkowity brak „zapobiegliwości”!

Lotu Jaka40 z samymi pismakami na pokładzie nie wliczam – nie byli członkami oficjalnej delegacji, a co najciekawsze, brak praktycznie ich relacji z tej „imprezy” – to po co lecieli jak nic nie relacjonowali? (Dlaczego nikt ich o to dotąd nie zapytał?)

Jedyny, który przekazał ciekawe informacje był tam na miejscu wcześniej obecny W. Bater i ponoć „zaginął”, a jego kamerzysta Knyż poniósł tajemniczą śmierć wkrótce po zdarzeniu.


 

Podsumujmy sensacyjny „profetyczny” wątek odnośnie przydziału samolotów do lotu 10 kwietnia – albo MAK napisał te zamówienia na loty Tu154M-101 i Jak40-44 post facum fałszując i antydatując dokumenty, albo polski MSZ wiedział 22 marca, że Casa dla generalicji się zepsuje i zapobiegliwie nie przygotował rezerwowej, choć 7 kwietnia obie Casy brały udział w „wypadzie” Tuska - zauważmy dysproporcję w traktowaniu delegacji rządowej i prezydenckiej – 7 kwietnia dla Tuska anonsowano 6 samolotów, a poleciały 4, natomiast 10 kwietnia anonsowano zaledwie 2 w tym VIPy zostały stłoczone w "feralnym" Tu 154M-101, a Jak40 poleciał w połowie pusty z 12 dziennikarzami.”


 

Tyle poczta butelkowa.

7 komentarzy

avatar użytkownika Maryla

1. W.Bater nie zaginął, tylko czasowo zniknął z ekranu

nawet został zmobilizowany przez swojego pracodawcę do nakręcenia "filmu rocznicowego"

Daleko od polityki chce się za to trzymać Wiktor Bater, który dla Polsatu przygotowuje dokument z cyklu "Raport specjalny". – Nie mam aspiracji, by odkrywać nowe fakty, prowadzić własne śledztwo, rzucać oskarżenia – podkreśla. Nie chce też robić materiału o rodzinach i ich bólu. – Ciągle jeszcze prowadzone są rozmowy, jak ten raport ma wyglądać – dodaje.

http://www.rp.pl/artykul/459542,610984.html

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Matsu

2. I to jest właśnie takie ciekawe:

Strona polska prosiła o skierowanie nawigatora na pokład samolotu. (czytamy dalej uważnie ten raport – jest informacja, że rosyjskiego „szturmana” na pokładzie nie było, nie ma informacji dlaczego!) - dlaczego nie potwierdzono w "raporcie. że to polska strona zrezygnowała z rosyjskiego lidera??
Taką informację zawarł NDB2010 na swoim blogu, cyt.:
" • @autor
Tajemniczym, bo nieznanym z imienia i nazwiska? Nie wiedziałem, że w MON aż tak jest wszystko ściśle tajne, że nawet nazwiska pracowników nie są nikomu znane.
3TOTO 0 1159 | 27.09.2010 20:26
• @3toto
wprost albo polityka dotarła do skanu dokumentu ze decyzja zapadła w MON ale nie było nazwiska tylko pieczątka. Niestety nie mogę odszukac tego skanu. Pamietam go.

pozdrawiam
NDB2010 44 1820 | 27.09.2010 20:33 "
stąd:

http://ndb2010.salon24.pl/233348,kierunek-ladowania-w-smolensku-tajemnic...

Matsu
avatar użytkownika Maryla

3. Albo samolot jest sprawny i lata, albo niesprawny i nie lata

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110211&typ=po&id=po02.txt

Pytanie polskich wojskowych o to, jakie ciśnienie podano polskiej załodze 10 kwietnia ub.r., wywołało silne zdenerwowanie płk. Pawła Plusnina
Kłopoty zaczęły się w Moskwie

Albo samolot jest sprawny i lata, albo niesprawny i nie lata - powiedział szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych płk Edmund Klich, który odpowiadał wczoraj na pytania senatorów senackiej Komisji Obrony Narodowej. W ten sposób odniósł się do pytania dotyczącego zapowiedzi rządu, iż przesunie się zakończenie prac nad polskim raportem w sprawie przyczyn katastrofy smoleńskiej z powodu niemożności wykonania doświadczenia w wyniku "awarii" Tu-154, który ostatnio każdego dnia wykonuje loty nad różnymi rejonami kraju. Klich nie potrafił odpowiedzieć na pytanie, kto z polskiej strony zdecydował, że kwestia katastrofy będzie wyjaśniana w oparciu o konwencję chicagowską.

Senacka Komisja Obrony Narodowej miała wczoraj wysłuchać informacji reprezentantów organów państwa w sprawie działań na rzecz wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej. Wśród zaproszonych gości znaleźli się przede wszystkim: minister spraw wewnętrznych i administracji, stojący na czele polskiej komisji wyjaśniającej przyczyny katastrofy Jerzy Miller, minister obrony Bogdan Klich, minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, prokurator generalny Andrzej Seremet i szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Stanisław Koziej. Na spotkanie z senatorami nie pofatygował się jednak żaden z nich. Przysłali swoich reprezentantów. Nieobecność zwłaszcza ministrów rządu Donalda Tuska zbulwersowała senatorów Prawa i Sprawiedliwości, na których wniosek zwołano posiedzenie komisji. Zarzucili rządowi lekceważenie senatorów. Zastanawiająca była przede wszystkim nieobecność kierującego polską komisją wyjaśniającą przyczyny katastrofy szefa MSWiA Jerzego Millera. Piotr Kaleta (PiS) zwrócił uwagę, iż nieobecność Millera jest o tyle interesująca, iż od rana można było zaobserwować "szczególną medialną aktywność ministra". Szef MSWiA bowiem czasu dla senatorów nie znalazł, jednakże obowiązki nie przeszkodziły mu w udziale w konferencji prasowej. Ministrów ze swojej koalicji bronił senator Andrzej Owczarek. - W żadnym wypadku nie można mówić o lekceważeniu przez rząd parlamentu. Ministrowie mają swoje ważne obowiązki, a tego typu zaproszenia powinno się przygotowywać przynajmniej z miesięcznym wyprzedzeniem - stwierdził senator Platformy.
Dopisał natomiast szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych Edmund Klich, który poinformował senatorów, iż aby spotkać się z Komisją Obrony Narodowej, przyjechał wprost z urlopu. Tym samym wykorzystał też szansę na przedstawienie osobistej wersji przebiegu prac nad wyjaśnieniem przyczyn i okoliczności katastrofy smoleńskiej, która niekoniecznie zgadzać się musi z wersją chociażby członków rządu czy prokuratorów.
Edmund Klich po raz kolejny opowiedział o tym, w jakich okolicznościach zastała go informacja o katastrofie Tu-154M. Ponownie poskarżył się, że został zrugany przez szefa MON Bogdana Klicha za to, iż "jest już w Rosji kilka dni, a nie ma tłumacza". Edmund Klich wyjaśniał, iż pierwsze dni pobytu finansował z własnej kieszeni, gdyż w sobotę - w dniu katastrofy - w MON "nie była czynna żadna komórka", która mogłaby zadysponować pieniędzmi na organizację wyjazdu. Środków na organizację tłumacza już jednak nie miał. Odpowiadając na pytanie, czy otrzymywał wystarczające wsparcie od rządu, zaznaczył, iż mogłoby być większe wsparcie prawne. Stwierdził, że posiłkował się opiniami własnego prawnika. Klich nie potrafił odpowiedzieć na pytanie, kto zdecydował, że sprawa katastrofy będzie procedowana w oparciu o konwencję chicagowską. Zaznaczył, iż w podejmowaniu decyzji w tej sprawie nie uczestniczył.
- Nikt mnie nie pytał, czy to będzie najlepsze czy najgorsze - stwierdził. Dodał, że o tym, iż konwencja chicagowska "została zaakceptowana", poinformowała go szefowa Międzynarodowego Komitetu Lotniczego (MAK) Tatiana Anodina. Klich powiedział, że gdy jeszcze pracował na miejscu katastrofy w Smoleńsku, to współpraca z Rosjanami układała się poprawnie. To się zmieniło, gdy przeniósł się do Moskwy. Tam pojawiały się już trudności w dostępie do dokumentów. Szefową MAK Tatianę Anodinę nazwał "bardziej politykiem niż badaczem". - Prowadziła pewien rodzaj gry - ocenił Klich. Przywołał przy tym słowa Anodiny, które miały paść w jego obecności, że "Rosja jest wielka, a Polska to mały kraj". Klich tłumaczył, iż nie wie, w jakim celu te słowa zostały wypowiedziane.
W odpowiedziach na pytania zaznaczył, że jest przekonany, iż ostatnią fazę lotu Tu-154 należało potraktować jako lot wojskowy. Stwierdził także, że znaleziony został kokpit tupolewa, ale w drobnych częściach. - Bo tak został zniszczony - powiedział Klich. Zaznaczył, że przy wyjaśnianiu przyczyn katastrofy smoleńskiej zbadanie wraku maszyny nie jest koniecznym dowodem. Ocenił, iż ma ono sens przede wszystkim w przypadkach, gdy na pokładzie nastąpił wybuch.
Klich relacjonował swoją pracę na miejscu katastrofy w Smoleńsku. 12 kwietnia spotkał się z Aleksiejem Morozowem, szefem Komisji Technicznej MAK, i gen. Bajetowem. W spotkaniu brał udział płk Mirosław Grochowski, szef Inspektoratu Bezpieczeństwa Lotów MON. Grochowski zażądał od strony rosyjskiej siedmiu akredytowanych. Morozow uznał, że jest to niezgodne z załącznikiem 13 konwencji chicagowskiej. Dzień później, 13 kwietnia, około godz. 12.00 Morozow poinformował Klicha, że premier Władimir Putin zaprasza go na konferencję prasową do Moskwy na godz. 15.00, ale pułkownik uznał, że w tak krótkim czasie nie zdąży tam dotrzeć. - Chyba że poleciałbym Su - dywagował. Zorganizowano więc telekonferencję w budynkach gubernatora obwodu smoleńskiego, w trakcie której gen. Tatiana Anodina oświadczyła, że katastrofa polskiego samolotu będzie badana w oparciu o załącznik 13 konwencji chicagowskiej. Przesłuchania osób obecnych na wieży w Smoleńsku rozpoczęły się dopiero 16 maja. Pierwszy był płk Paweł Plusnin, szef kontroli lotów "Korsarza". Oprócz niego przesłuchiwano 3 osoby: mjr. Wiktora Ryżenkę, kierownika strefy lądowania, płk. Nikołaja Krasnokutskiego z jednostki wojskowej w Twerze, którego Klich określił mianem "dowodzącego na wieży", i meteorologa, którego nazwiska nie pamiętał. Meteorolog przyznał, że dowódca lotniska (w tym przypadku Krasnokutski) może podjąć decyzję o zamknięciu lądowiska, jeżeli warunki meteorologiczne uniemożliwiają bezpieczne przyjmowanie samolotów. Rosjanie odmówili dostarczenia dokumentów wyjaśniających prawne podstawy tej procedury. Z polskiej strony w wysłuchiwaniu świadków brało udział pięć osób, Rosjan reprezentowały trzy. W pewnym momencie - jak relacjonował Klich - pojawił się problem dotyczący ciśnienia powietrza na lotnisku. Przesłuchiwany przez polskich wojskowych płk Paweł Plusnin bardzo zdenerwował się na pytanie o to, jakie ciśnienie lotniska podał polskiej załodze 10 kwietnia ubiegłego roku. Klich interweniował wówczas, by nie zadawać tak "szczegółowych" pytań. Ustalono, że pytania nie mogą być bardzo szczegółowe. Tym bardziej że szef grupy przesłuchującej, doświadczony rosyjski pilot cywilny, był - jak mówił Klich - trochę głuchy. 17 lub 18 maja Klich poprosił Morozowa o zgranie wszystkich taśm ze stanowiska dowodzenia. Morozow był niechętny. Tłumaczył, że zajmie to bardzo dużo czasu, nawet 50 godzin, ale koniec końców na wykonanie kopii pozwolono. Polski akredytowany zaznaczył, że były kłopoty z dostępem do rosyjskich dokumentów. Na stanowisku dalszej i bliższej radiolatarni stronie polskiej nie pozwolono nagrywać rozmów z ekipami, które obsługiwały te urządzenia. - Zaskoczyło nas, że Moskwa powiedziała, że sprzęt (wrak) będzie przewieziony. Ta szybkość nas zaskoczyła - mówił Klich. Po tym, gdy Rosjanie przenieśli wrak tupolewa na betonową płytę lotniska, Klich z płk. Grochowskim przeszukali jeszcze teren katastrofy. - Uznaliśmy, że dużo części zostało - zaznaczył Klich. Miejsce przeszukiwał jeszcze lekarz pod kątem obecności ludzkich szczątków. Polski akredytowany podkreślił, że w Moskwie nie umożliwiono mu już dodatkowych przesłuchań, co obiecano mu jeszcze w Smoleńsku. Taka gwarancja została nawet zaprotokołowana. W Moskwie przesłuchiwani byli: dowódca Iła-76 mjr Frołow, dowódca Jaka-40 kpt. Artur Wosztyl i dowódca eskadry tupolewów z 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego.
Klich poinformował też senatorów, że wnioskował o przyjazd psychologów do Smoleńska ze względu na konflikt, a nawet - jak to określił - "starcia" z płk. Grochowskim. Odniósł się także do zapowiedzi, iż prezentacja raportu komisji ministra Millera w sprawie katastrofy przesunie się, gdyż nie można wykonać doświadczalnego lotu będącym w polskiej dyspozycji tupolewem z powodu jego awarii. Jednak Tu-154 ostatnio chyba każdego dnia regularnie wykonuje loty. - Zasada generalna była zawsze w wojsku taka: albo samolot jest sprawny, albo niesprawny. Jeśli samolot lata, a rzecznik mówi, że nie może latać tylko z prezydentem... no przecież chyba na próbny lot nie mogą wsadzić tam prezydenta Rzeczpospolitej - zauważył Klich. Pułkownik Mirosław Grochowski, wiceprzewodniczący komisji badającej przyczyny katastrofy, zapewniał jednak, iż z punktu widzenia zaplanowanego eksperymentu usterka tupolewa jest istotna, związana z systemem TAWS, który ostrzega przed zbliżaniem się samolotu do ziemi.
Naczelny prokurator wojskowy gen. Krzysztof Parulski - który przed komisją wystąpił w zastępstwie przebywającego na urlopie prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta - poinformował senatorów, iż śledztwo w sprawie katastrofy przedłużono do 10 kwietnia. Parulski stwierdził, że po zbadaniu urządzeń elektronicznych należących do ofiar katastrofy nie stwierdzono, by w trakcie lotu albo po katastrofie z ich telefonów ktoś dzwonił. Poinformował, że zbadano film nagrany telefonem komórkowym na miejscu katastrofy. Nie zidentyfikowano na nim żadnych głosów w języku polskim, a jedynie rosyjskim. Według Parulskiego, nie udało się zidentyfikować źródła słyszalnych na filmie odgłosów przypominających wybuchy lub strzały. Zapowiedział, iż dopóki nie otrzymamy od Rosjan całości zgromadzonego materiału, który bez wątpliwości pozwoli na potwierdzenie tożsamości danej osoby, wnioski o ekshumacje ofiar uważał będzie za przedwczesne. Do tej pory, jak poinformował, wpłynęły wnioski w tej sprawie od dwóch rodzin. Na początku przyszłego tygodnia polscy prokuratorzy mają uczestniczyć w Moskwie w dodatkowych przesłuchaniach rosyjskich świadków. Wojskowy prokurator okręgowy płk Ireneusz Szeląg powiedział senatorom, że nie ma w tej chwili jednoznacznego dowodu, aby katastrofa Tu-154 była efektem zamachu. Zaznaczył jednak, iż w śledztwie sprawdzane są wszystkie wątki, nawet te "najbardziej fantastyczne". Zapowiedział, że w decyzji o zakończeniu śledztwa prokuratura odniesie się do wersji o zamachu.

Artur Kowalski

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Matsu

4. Pytanie:

dla kogo pracuje Edmund Klich?

Matsu
avatar użytkownika Maryla

5. SMOLENSK CZAS LETNI CZY ZIMOWY?

http://mmariola.salon24.pl/277802,smolensk-czas-letni-czy-zimowy

To juz nie jest tylko poszlaka

Dla mnie to niepodwazalny dowod, ze 10.04.2010 w Smolensku czasu letniego nie wprowadzono.

Prosze posluchac od

1.50 minuty " okolo godz. 10.00",

i od 3.14 "tak jak mowilem okolo godz. 10.00"

http://www.youtube.com/v/U5bt0nOl80c&feature=related%26hl=en%26fs=1%26rel=0

http://mmariola.salon24.pl/277802,smolensk-czas-letni-czy-zimowy

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

6. Pogoda załamała się już po lądowaniu

http://www.radiomaryja.pl/artykuly.php?id=110153

Z mecenasem Bartoszem Kownackim, pełnomocnikiem Ewy Błasik, żony śp. dowódcy Sił Powietrznych gen. Andrzeja Błasika, który zginął w katastrofie rządowego Tu-154M niedaleko Katynia, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler

W telewizji Polsat News ppłk Zbigniew Zawada, były starszy inspektor ds. bezpieczeństwa lotów na lotnisku w Poznaniu Krzesinach, oskarżył gen. Andrzeja Błasika o zmuszenie pilota Jaka-40 do lądowania w warunkach poniżej minimum.
- To nieprawda. Zarzuty ppłk. Zawady dotyczą prawdopodobnie dwóch rzeczy, bo jest bardzo nieprecyzyjny, miesza fakty, te udało nam się jednak odtworzyć. Po pierwsze, zarzucił on, że w Siłach Powietrznych dochodziło do wszelkiego rodzaju nieprawidłowości, naruszania regulaminu lotów, chociażby w roku 2009. Jak poinformował mnie ppłk Robert Kupracz, rzecznik prasowy Dowództwa Sił Powietrznych, pan Zawada faktycznie takie zgłoszenia poczynił. Jednak gdy powołano odpowiednią komisję, złożoną nie tylko z pracowników MON, Dowództwa Sił Powietrznych, lecz również z osób niezależnych od nich, by nie było wątpliwości co do jej bezstronności, ustaliła ona w sposób wiążący, że do takich naruszeń regulaminu nie dochodziło. Z tych zgłoszeń wynikało, że ppłk Zawada nigdy nie miał racji i wyraźnie wprowadzał w błąd swoich przełożonych.

Czy wyciągnięto względem niego konsekwencje?
- Za wprowadzanie w błąd przełożonych były podjęte wobec niego działania dyscyplinarne, których szczegółów nie znam, sprawę dokładnie może wyjaśnić ppłk Kupracz z Dowództwa Sił Powietrznych. Podpułkownik Zawada zarzucił również, jakoby w lutym 2010 r. gen. Andrzej Błasik zmusił pilota Jaka-40 do złamania procedur. Według Zawady, pan gen. Błasik, lądując na lotnisku w Poznaniu Krzesinach, miał zmusić pilota do lądowania mimo fatalnych warunków atmosferycznych. Już po wylądowaniu samolot ten, na skutek złamania procedur, miał wytoczyć się z pasa. Oczywiście nie było takiej sytuacji, zarzuty ppłk. Zawady - co potwierdził wyraźnie ppłk Kupracz - są nieprawdziwe. Od razu też trzeba wyjaśnić, że lot odbył się nie w lutym 2010 r., tylko na początku marca. Był to wcześniej zaplanowany, zwykły lot szkoleniowy, z międzylądowaniem w Poznaniu. Nie było jakiejkolwiek sytuacji, aby samolot ten podchodził do lądowania wbrew regulaminowi, poniżej wymaganego minimum.

Jakie były wówczas warunki na lotnisku w Krzesinach?
- Warunki atmosferyczne, kiedy maszyna podchodziła do lądowania, były na tyle dobre, że pozwalały na bezpieczne lądowanie. Znacznie powyżej minimum, widoczność była odpowiednia. Rozmawiałem z dowódcą statku powietrznego, który wówczas leciał z generałem. Powiedział, że dla niego zarzuty ppłk. Zawady są absurdalne, bo pan gen. Błasik do niczego go nie zmuszał. Rozmawiałem także z gen. bryg. Włodzimierzem Usarkiem i zastępcą dowódcy bazy w Krzesinach, którzy byli wówczas na płycie lotniska. Powiedzieli, że widzieli ten samolot, jak podchodził do lądowania, i że nie działo się wówczas nic, co naruszałoby regulamin lotów. Podkreślili, iż w momencie jego przyziemienia panowały dobre warunki atmosferyczne, a samolot nie wytoczył się z pasa. Dopiero kiedy już kołował, faktycznie pojawiła się anomalia pogodowa. Samolot lądował o godz. 19.28, a o godz. 19.33 doszło do nagłych i bardzo silnych opadów śniegu. Śnieżyca trwała kilkanaście minut, w jej trakcie samolot został oblodzony. Dla gen. Błasika sytuacja była oczywista, że tym samolotem nie można lecieć z powrotem do Warszawy, ponieważ w Krzesinach nie było urządzeń do odladzania. Zdecydowano się więc zostawić ten samolot na lotniku w hangarze, aż śnieg z niego stopnieje, a gen. Błasik wraz z gen. Usarkiem pojechali na Ławicę, na drugie lotnisko, skąd innym samolotem wrócili do Warszawy. Zatem w informacjach przekazywanych przez pana Zawadę nic poza faktem, że samolot lądował i padał śnieg już po jego wylądowaniu, nie jest zgodne z prawdą.

Na czym ppłk Zawada oparł swoją teorię?
- Chciałbym to wiedzieć. Nam się zarzuca, że mówimy słowo przeciwko słowu. Otóż w moim przypadku nie jest to słowo moje czy nawet wdowy po panu gen. Błasiku, ale naocznych świadków i uczestników tego zdarzenia. Podpułkownik Zawada - jak sam pan słyszał w jego wywiadzie dla Polsatu - mówi mniej więcej coś takiego: "jak mi wiadomo, jak słyszałem". Nie mówi wprost, skąd ma takie informacje, gdzie był w momencie zdarzenia. On nie ma dowodów na poparcie swych tez, my natomiast dotarliśmy do świadków, którzy zdecydowanie zaprzeczają temu, co on mówi. Z tego powodu pan Zawada jest kompletnie niewiarygodny.

Dlaczego więc rzuca kalumnie na gen. Błasika, który sam już bronić się nie może?
- Trudno mi to oceniać. Nie wiem, czy wynika to z jakichś urazów, nieporozumień, urażonych ambicji. Wiem jedno, pan ppłk Zawada jest żołnierzem. Dla mnie honor żołnierski to szczególne zobowiązanie. Podawanie publicznie jakichś plotek i stawianie zarzutu osobie, która nie żyje i bronić się nie może, jest szczególnym sposobem rozumienia tego honoru. Ponadto warto wspomnieć, że skontaktowaliśmy się z Ministerstwem Obrony Narodowej, by sprawdzić, czy są jakieś dokumenty, które przemawiałyby za racjami Zawady. Nie ma, bo żadnego takiego incydentu w 2010 r. nie było.

Rozważa Pan podjęcie kroków prawnych w stosunku do ppłk. Zbigniewa Zawady?
- Tak. Rozmawiałem już w tej sprawie z panią generałową, jest oczywiście wzburzona tym, co się dzieje, i nie godzi się na takie pomawianie jej męża. Rozważamy możliwość skierowania sprawy na drogę postępowania sądowego. Mamy wystarczającą liczbę świadków i dowodów, aby bronić dobrego imienia pana gen. Andrzeja Błasika. Nie możemy pozwolić sobie na to, żeby w sposób bezkarny pomawiano pana generała.

Kiedy wyśle Pan pismo do gen. Tatiany Anodiny, szefowej rosyjskiego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego, z żądaniem usunięcia z internetowych stron MAK ekspertyzy sądowo-lekarskiej dotyczącej stanu zwłok dowódcy Sił Powietrznych RP po katastrofie smoleńskiej?
- Mamy już przetłumaczone to pismo na język rosyjski i przygotowane do wysłania. Chciałbym w tym miejscu serdecznie podziękować osobie, która pomogła nam w jego tłumaczeniu. Czekamy jeszcze na ruch ze strony premiera Donalda Tuska. Jeżeli nie zareaguje na naszą prośbę o jego interwencję w tej sprawie i nie powie, że podjął jakieś kroki, wyślemy to pismo z panią Ewą Błasik w przyszłym tygodniu.

Dziękuję za rozmowę.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

7. Tragedia pod Mirosławcem: 11

Tragedia pod Mirosławcem: 11 lat temu w katastrofie samolotu CASA zginęło 20 żołnierzy Wojska Polskiego

11
lat temu Siły Powietrzne poniosły ogromną stratę; w katastrofie
lotniczej samolotu CASA-295M pod Mirosławcem zginęło 20 żołnierzy Wojska
Polskiego, oddali życie w służbie Ojczyźnie, na zawsze zostaną w naszej
pamięci - napisał w środę na Twitterze szef MON Mariusz Błaszczak.
Katastrofa CASY. Pomnik w Mirosławcu

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl