Pisałam w niej o tym, jak 17 lutego w tym roku funkcjonariusze Komendy Miejskiej Policji w Bielsku-Białej wkroczyli około godz. 6.00 rano na teren nieruchomości należącej do mojej siostry i jej rodziny w Czechowicach-Dziedzicach z Postanowieniem Sądu nakazującym poszukiwanie mojego brata.

Wskazałam tam źródła (m.in. oświadczenia senatora Czesława Ryszki, kierowane do Ministra Sprawiedliwości oraz opis sprawy ze skanami dokumentów), ilustrujące iż akt oskarżenia wobec mojego brata i bratowej był całkowicie pozbawiony podstaw.

W tej sprawie wypowiedział się takze publicznie nieżyjący już RPO – dr Janusz Kochanowski, informując na swoim blogu w Salonie24, iż zwracał się do prokuratury z sugestią, iż materiał dowodowy jest niekompletny, co w tłumaczeniu na język potoczny oznacza, że dowody oskarżenia nie istnieją.

Policja podczas zatrzymywania łamała przepisy i zachowywała się niezwykle brutalnie. U Janusza Górzyńskiego spowodowano poważne obrażenia, a mnie zatrzymano de facto za to, że domagałam się zapisania w protokole przeszukania informacji o spowodowaniu obrażeń u brata.

W dniu 4 marca br. RPO zajął też stanowisko wobec informacji o brutalności Policji:

„Wczoraj RPO zwrócił się do sądu o informację o stanie sprawy i ustosunkowanie się do
zarzutów brutalności policji podczas zatrzymania p. Górzyńskiego. Planowane jest też wystąpienie w sprawie stanu zdrowia zatrzymanego”.


W niniejszej sprawie interweniowali też posłowie i senatorowie, a także media.

Na prośbę blogera Chłodnego Żółwia z zapytaniem do Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji zwrócił się poseł Ludwik Dorn, który poinformował o tym na swoim blogu.

Z upoważnienia Ministra Posłowi Dornowi odpowiedział podsekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji – generał Adam Rapacki.

Odpowiedź ta ma charakter – by tak rzec – klasyczny: same ogólniki i dezinformacja. Z tego powodu postanowiłam się odnieść do niej szczegółowo.

A więc, ad rem.


Janusz Górzyński został przez Sąd uniewinniony

Generał w odpowiedzi na zapytanie posła Dorna pisze:

„Na wstępie należy wskazać, że działania Policji opisane w zapytaniu poselskim miały związek z realizacją postanowienia Sądu Rejonowego w Gostyniu zarządzającego przeszukanie pomieszczeń mieszkalnych i innych miejsc w celu odnalezienia i zatrzymania J. G. Powyższe wynikało z uzyskania z Komendy Powiatowej Policji w Środzie Wielkopolskiej informacji, że na terenie miejscowości Czechowice-Dziedzice ukrywa się, poszukiwany na podstawie listu gończego wydanego przez Sąd Rejonowy w Gostyniu, J. G., oskarżony o przestępstwo z art. 18 § 2 Kodeksu karnego w związku z art. 217 K.k. (dop. mój - powinno być art. 271 Kk) oraz art. 286 § 1 K.k. w związku z art. 11 § 2 K.k”.

W tym miejscu pominę błędy dotyczące kwalifikacji prawnej zarzucanych czynów, co w odpowiedzi na zapytanie poselskie nie powinno się zdarzyć. W wyjaśnieniach Generała jest o wiele więcej poważnych „omyłek”.

Formułując swoją odpowiedź z datą 5 maja 2010 r. Generał musiał już wiedzieć, że Janusz Górzyński został zwolniony z aresztu Postanowieniem Sądu Rejonowego w Gostyniu z dnia 31 marca 2010 r. (na pierwszej rozprawie), a więc, że wątpliwe były supozycje organów ścigania o tym, że należało go traktować jako groźnego bandytę. Generał – gdyby badał sprawę wnikliwie – powinien dokonać próby odpowiedzi na pytanie, jak to się stało, że mimo trwających przez wiele lat interwencji posłów i senatorów (w tym pięciokrotnie senatora Czesława Ryszki), a także RPO, zwracających uwagę na bezpodstawność aktu oskarżenia, organa ścigania upierały się, że są podstawy do rozstrzygania sprawy przez Sąd, tymczasowego aresztowania i ścigania listem gończym.

Generał winien – moim zdaniem – m.in. wyjaśnić, jaka jest w tym rola oficerów Komendy Powiatowej Policji w Środzie Wlkp., a w tym szczególnie komisarza Artura Michalaka i jego przełożonych. Na miejscu Generała wyjaśniłabym też kwestie podejrzenia braku bezstronności policjantów w Środzie Wlkp. w tej sprawie w związku z wysoce prawdopodobnymi relacjami powinowactwa pomiędzy kom. A. Michalakiem a szefową Prokuratury Rejonowej w Środzie Wlkp. – prokurator Beatą Przybylską-Michalak.

Uprzejmie informuję, że Pan Janusz Górzyński wyrokiem Sądu Rejonowego w Gostyniu z dnia 30 czerwca 2010 r. został uniewinniony od fałszywego oskarżenia.

Nie będę przytaczać w tym miejscu całego uzasadnienia wyroku, gdyż jest ono druzgocące dla oskarżyciela publicznego – Prokuratury Rejonowej w Środzie Wlkp., współpracującej z Komendą Powiatową Policji w Środzie Wlkp. Pozwolę sobie jednak przytoczyć fragmenty orzeczenia, w których jest mowa o tym, że akt oskarżenia nie spełniał nawet wymagań formalnych:

Str. 7
„Sąd nie cytuje w tym miejscu wprost zarzutu aktu oskarżenia (odsyłając zainteresowanych do lektury tego dokumentu na k. 218-220 akt), gdyż jest on niezrozumiały i niepoprawny nie tylko w sensie prawnym (redakcja aktu oskarżenia pod kątem art. 332 § 1 punkt 2 kpk), ale już nawet w sensie językowym.

Mało tego Sąd zwraca uwagę, że oskarżonej Górzyńskiej zarzuca się działanie wspólnie i w porozumieniu z nią samą (vide zdanie drugie zarzutu aktu oskarżenia jej dotyczącego) i to w sposób tożsamy zdziałane – jak w przypadku jej męża (co nie wytrzymuje krytyki w świetle ustaleń sprawy).

I oczywiście można to traktować jako pomyłkę, rzecz jednak w tym, że do chwili wyrokowania nie zostało to sprostowane, mimo że był na sali przedstawiciel Prokuratury, która ów akt do Sądu wniosła, a postępowanie w sprawie toczyło się blisko 5 lat.

Tak sformułowany akt oskarżenia winien podlegać reasumpcji i to w trybie art. 337 kpk lub nawet art. 345 kpk i wymagał ponowienia czynności procesowych postawienia zarzutów. Skoro bowiem Sąd  orzekający nie jest w stanie objąć merytorycznie aktu oskarżenia, tym bardziej ma z tym problem zwykły obywatel.
Sąd jednakże w składzie wydającym wyrok nie zwrócił sprawy celem usunięcia braków, uznając, że zbyt długo czekała ona na rozstrzygnięcie”

Str. 8
„Z uwagi na fakt, że zarzut aktu oskarżenia zbudowany jest z jednego zdania, zebranego w 45 liniach trudno wydedukować, co tak naprawdę zarzuca się oskarżonym w świetle faktów wynikających ze zgromadzonych w sprawie dokumentów.”

Przypomnijmy, o co chodziło w akcie oskarżenia.

W  1999 r. małżonka Janusza Górzyńskiego Wiesława została oszukana przez właściciela sklepu, u którego chciała zakupić komputer dla syna finansowany przy pomocy tzw. kredytu bezgotówkowego. Dostarczyła stosowne dokumenty i podpisała umowę kredytową. Komputera jednak nigdy nie otrzymała, a bank zaczął domagać się spłaty zaciągniętego kredytu. Zawiadomiono o oszustwie organa ścigania. Po dwóch latach organa zaczęły prowadzić śledztwo, w trakcie którego ustalono, że oszukańczy dostawca sfałszował umowę kredytową, m.in. potwierdzając na niej, że dostarczył towar oraz że umowę podpisał - jako gwarant - Janusz Górzyński. Dzięki temu dostawca otrzymał z banku pieniądze. Analiza grafologiczna jednoznacznie potwierdziła jednak, że Janusz Górzyński umowy nie podpisywał. Stwierdzono też, że dostawca nie mógł dostarczyć Wiesławie Górzyńskiej żadnego komputera, gdyż nie posiadał dowodu jego zakupu.

Mimo to czterokrotnie umarzano śledztwo, twierdząc, że nie można ustalić, czy towar został dostarczony, ponieważ nieuczciwy dostawca (Zenon Biela i jego współpracownik Ferdynand Górny) bronili się w ten sposób, że prawdą jest, że nie dostarczyli zamówionego komputera, ale rzekomo zmodernizowali jakiś stary. Nie posiadali wprawdzie żadnych dowodów tej modernizacji, ani nawet nie potrafili nawet powiedzieć, na czym ona polegała, ale prokuratura dała im wiarę. Następnie oskarżono Górzyńskich, że wyłudzili oni kredyt z banku, gdyż rzekomo zaciągnęli pozornie kredyt w banku na nowy komputer, a tymczasem chcieli mieć modernizację starego.

Sąd Rejonowy w Gostyniu odrzucił oskarżenie prokuratury i dał wiarę małżonkom Górzyńskim co do przebiegu zdarzeń. W uzasadnieniu wyroku uniewinniającego zawarte są dobitne stwierdzenia (str. 11):

„Kolejnym argumentem potwierdzającym wersję oskarżonego i jego żony  jest okoliczność, że sprawa ujrzała światło dzienne po impulsie ze strony małżeństwa Górzyńskich, którzy to zawiadomili organa ścigania o dokonanym na ich szkodę oszustwie. Doświadczenie życiowe uczy przy takim biegu wypadków, że gdyby sami oskarżeni byli faktycznie uwikłani w owe oszustwo, nie zawiadamialiby organów ścigania o sprawie, bo nie tylko, że wystawialiby siebie i własne zachowania na ocenę podmiotu drugiego, ale i niechybnie musieliby liczyć się z własną odpowiedzialnością karną w sprawie. Tymczasem idea owego zawiadomienia o przestępstwie była zdaniem Sądu taka, że chodziło o to, by zwolnić ich z odpowiedzialności za brak płatności rat kredytowych, a to w kontekście niedostarczenia przedmiotu umowy.

Tymczasem w niniejszej sprawie organy ścigania – dając wiarę dowodom osobowym z zeznań świadków: Bieli i Górnego, pomijając w ogóle dowody z dokumentów oraz logikę, cel i sens zdarzeń gospodarczych, obok stawiania zarzutów tymże, stawiają je  – w oparciu o co najmniej wątpliwy materiał dowodowy i oskarżonym Górzyńskim”.

Sąd nie uwierzył świadkom oskarżenia Bieli i Górnemu. Jednoznacznie stwierdził (str. 5):

„Wersja sprawy przedstawiona przez świadków: Górnego i Bielę nie ma pokrycia w dokumentach i jako taka nie zasługuje na aprobatę Sądu”.

I to jest clou sprawy. Państwo Janusz i Wiesława Górzyńscy byli w rzeczywistości pokrzywdzonymi przez oszustów Zenona Bielę i Ferdynanda Górnego, wprowadzających w błąd Bank PKO BP. Gdy Górzyńscy zawiadomili organa ścigania o przestępstwie, Policja wespół z  prokuraturą oskarżyła o oszustwo zawiadamiających-pokrzywdzonych, wyłącznie na podstawie zeznań kanciarzy Bieli i Górnego, pomijając w ogóle dowody z dokumentów oraz logikę, cel i sens zdarzeń gospodarczych.

Policje w Czechowicach-Dziedzicach i Bielsku-Białej były wielokrotnie pisemnie i ustnie informowane, poczynając od stycznia 2007 r. o wątpliwościach wiążących się z aktem oskarżenia Wiesławy i Janusza Górzyńskich. Otrzymywały w tym zakresie bezsporne dowody.

Mimo to w dniu 17 lutego 2010 r. posiłkując się „informacjami” Komendy Policji w Środzie Wlkp. brutalnie zatrzymano Janusza Górzyńskiego, który nie stwarzał oporu, powodując u niego wiele obrażeń.

Nie może – moim zdaniem - Generał polskiej Policji bagatelizować (tak, jak to się dzieje w odpowiedzi udzielonej Posłowi Dornowi) informacji o tym, że policjanci brutalnie zaatakowali kogokolwiek, a już w szczególności osoby, co których istniało poważne domniemanie, że są niewinne.

Nie będę przypominać, kto w nieodległej historii zasłaniał się otrzymywanymi rozkazami i jak do tego faktu odniósł się Międzynarodowy Trybunał.

Szanowny Panie Generale Rapacki, mam uprzejme pytanie, jakie Policja podjęła kroki w celu wyjaśnienia wielokrotnie składanych zawiadomień o fałszywym oskarżeniu małżonków Górzyńskich? Wszak Policja jest powołana zgodnie ze swoją Ustawą (Art. 2) do ścigania przestępców, a nie osób niewinnych. Przestępstwo fałszywego oskarżenia jest wymieniane w kodeksie karnym (art. 234) i powinno być ujawniane i karane bez żadnych wyłączeń, także wówczas, gdy przestępcą jest policjant lub prokurator.

 

Policja złamała konstytucyjną zasadę stosowania środków proporcjonalnych do celu (art. 31 ust. 3)

W dalszej części pisma Generał Rapacki podaje:

W powyższej sprawie Biuro Kontroli Komendy Głównej Policji przeprowadziło stosowne czynności w celu sprawdzenia informacji o rzekomych nieprawidłowościach w postępowaniu funkcjonariuszy Komendy Miejskiej Policji w Bielsku-Białej, popełnionych w związku z zatrzymaniem w dniu 17 lutego 2010 r. pana J. G.
 W wyniku przeprowadzonych czynności nie znaleziono podstaw do uznania, że działania policjantów nosiły znamiona czynu przestępnego lub były nieadekwatne do zaistniałej sytuacji. Użycie środków przymusu bezpośredniego w postaci siły fizycznej i kajdanek wobec pana J. G. było uzasadnione stawianym przez niego biernym oporem oraz niepodporządkowaniem się do wydanych na podstawie przepisów prawa poleceń. Z dokumentacji lekarskiej wynika, że na skutek zastosowania środków przymusu bezpośredniego u zatrzymanego nie stwierdzono obrażeń ciała sugerowanych w publikacjach internetowych w postaci wybicia obojczyka i złamania palca, a wiodąca część konsultacji lekarskich dotyczyła sugerowanej przez zatrzymanego niewydolności układu krążenia krwi”.

Powyższa informacja zawiera informacje nieprawdziwe. Jest ponadto sformułowana w języku biurokratycznym, potocznie określanym jako tzw. „mowa-trawa”, a literacko  – jako pustosłowie.

Na załączonym do notki zdjęciu uwidocznione są tylko niektóre obrażenia spowodowane przez Policję podczas zatrzymywania Janusza Górzyńskiego. Zdjęcie stanowi doskonałą ilustrację, jak pojmuje  Minister Adam Rapacki policyjne „działania adekwatne do zaistniałej sytuacji”. Zdjęcia wykonano 31 marca 2010 r., czyli w półtora miesiąca po zadaniu ran Januszowi i po intensywnym leczeniu. Obrażenia zostały też opisane przez biegłego lekarza sądowego w obdukcji medycznej wykonanej prywatnie, gdyż od sporządzenia obdukcji uchylili się lekarze więzienni, „poproszeni” o to przez Policję.

Obrażenia nogi u Janusza Górzyńskiego

Lokalizacja rany na nodze, intensywnie leczonej przez 1,5 miesiąca

Zbliżenie rany na nodze

Zupełnie ubocznie, w związku z eufemistycznym określeniem Ministra A. Rapackiego, iż „wiodąca część konsultacji lekarskich dotyczyła sugerowanej przez zatrzymanego niewydolności układu krążenia”, pragnę zaznaczyć, że ta rzekomo „sugerowana” niewydolność krążeniowa miała faktycznie miejsce. W karcie informacyjnej ze szpitala z dnia 17.02.2010 r. zapisano podejrzenie ostrego zespołu wieńcowego. Pacjenta intensywnie leczono w Szpitalu Wojewódzkim w Bielsku-Białej przez cały dzień, zalecano przewiezienie do Oddziału Kardiologii, konsultowano telefonicznie z Oddziałem Polsko-Amerykańskich Klinik Serca w Bielsku-Białej, po kolejnych badaniach TNT przewieziono do szpitala więziennego w Bytomiu karetką w pozycji leżącej ze wskazaniem dalszego kontaktu z ośrodkiem hemodynamicznym. Koszty przewozu karetką pokrył Sąd Rejonowy w Gostyniu.

Nadto, trzeba zaznaczyć, że niezrozumiałe są następujące twierdzenia Generała: „nie stwierdzono obrażeń ciała sugerowanych w publikacjach internetowych w postaci wybicia obojczyka i złamania palca”.

Ja takich obrażeń nie sugerowałam. W przedstawionym przeze mnie opisie wydarzeń była mowa o krwawej ranie na lewej nodze i ranie na czole. Nic nie wspominałam o obojczyku i złamanym palcu.

Pismo Generała, zatytułowane „odpowiedź na zapytanie nr 6785 w sprawie opisanej w Internecie przez blogerkę o pseudonimie Rebeliantka”narusza moje dobra osobiste sugerując iż w swoim tekście internetowym zarzucam policji wybicie obojczyka i złamanie palca, gdy w rzeczywistości niczego takiego nie napisałam. Dlaczego Generał suponuje, że podaję nieprawdziwe informacje?

Proponuję jednak – przede wszystkim – ponowną analizę, czy zatrzymywanie Janusza Górzyńskiego spełniało standardy określone w Ustawie o Policji Art. 14 ust. 3:

Art. 14 ust.3. Policjanci w toku wykonywania czynności służbowych mają obowiązek respektowania godności ludzkiej oraz przestrzegania i ochrony praw człowieka.

 

Co jest na nagraniu policyjnym?

Szczególnie zaskakujący jest poniższy akapit odpowiedzi Generała Rapackiego:

„Zarejestrowany kamerą wideo przebieg czynności pozwolił na uzyskanie obiektywnej wiedzy o przebiegu zdarzenia, sposobie zachowania się uczestników oraz sprawdzeniu i uwiarygodnieniu wersji przedstawionych przez osoby biorące udział w tym zdarzeniu.

Podkreślić należy, że za pomocą tego nośnika utrwalono również materiał dowodowy obciążający panią K. G., siostrę zatrzymanego, która utrudniała wykonywanie przez funkcjonariuszy Policji czynności i swoim zachowaniem wyczerpała znamiona przestępstw określonych w art. 222 § 1 K.k. 24 § 2 K.k. i 226 § 1 K.k. Materiały dotyczące podejrzenia popełnienia przestępstwa przez panią K. G. zostały, z polecenia prokuratora rejonowego w Pszczynie, przesłane do Komisariatu Policji w Czechowicach-Dziedzicach w celu przeprowadzenia postępowania przygotowawczego, które zostało wszczęte w dniu 24 lutego 2010 r. pod nr RSD-137/10”.

To bardzo dziwny akapit. Ja także oglądałam to nagranie w Sądzie Rejonowym w Pszczynie, a nadto dysponuję jego kopią, użyczoną przez Prokuraturę, i wyciągam z niego zupełnie inne wnioski.

Na kopiach, które udostępniono Sądowi w Pszczynie i Prokuraturom, w kluczowym czasie zatrzymywania Janusza Górzyńskiego (8 minut) prawie nic nie widać.

W akcji uczestniczyło 8 policjantów. Słychać m.in. następujące kwestie (wielu wypowiedzi nie można zrozumieć, gdyż nakładają się na siebie wzajemnie):

11 minuta 42 sekundy – policjanci zauważają brata na najwyższej kondygnacji

11.43 krzyk policjanta „Wyłaź”

11.53 krzyk policjanta „Złaź”

11.59 krzyk policjanta „Wyłaź”

Brat mówi „Proszę na mnie nie krzyczeć”

12.06 brat mówi „Mam chyba jakieś uprawnienia”

12.34 brat woła do mnie „Dzwoń do posłów”

12.39 brat mówi, żeby policjanci wylegitymowali się

12.40 policjant krzyczy „Wychodzi Pan?”

13.28 brat pyta policjanta „Ma Pan postanowienie?”

13.39 brat woła do mnie „Dzwoń do posłów”

13.52 brat pyta policjanta „Jaki czyn popełniłem?”

13.57 brat woła „Zejdę normalnie”

14.04 brat woła do mnie „Dzwoń do posłów”

14.10 brat mówi do policjanta „Nie jesteśmy na ty, proszę Pana”

14.13 krzyk policjanta „Złaź”

14.19 brat pyta policjanta „Jaki czyn popełniłem?”

14.37 brat woła do mnie „Dzwoń do posłów, nie gadaj z nimi”

14.50 brat pyta policjanta „Jaki czyn popełniłem?”

14.51 brat mówi „Pokazać mi ten czyn”

15.03 wołam „Nie dotykać, nie szarpać mojego brata”

15.05 brat woła ”Dzwoń do prokuratorów”

15.08 brat krzyczy „Brońcie mnie”

15.16 policjantka do mnie „Pani zostanie zatrzymana”

Ja do policjantki „Proszę bardzo”

15.22 wołam „Ten człowiek jest chory na serce”

15.23 brat woła „Dzwoń”

15.36 krzyk brata

15.48 „Proszę nie szarpać”

15.23 krzyk policjanta „Złaź”

15.28 „Jezu kochany!”

15.59 brat woła „Brońcie mnie!”

16.08-9 krzyk brata „Wyłamali mi bark, wyłamali mi bark”

16.14 Krzyk bólu

16.19 Krzyk bólu

16.28  brat krzyczy „Pójdę”

16.30 policjant „Połóż się”

16.30 policjant „Połóż się na podłodze”

16.38 policjant „Połóż się na brzuch"

16.56 siostra woła do policjanta „Dlaczego Pan nie filmuje, że ją pobili?” (to o mnie)

17.04 krzyk brata „Ratunku, ratunku”

17.24 krzyk brata „Ała”

17.30-17.32 słychać, jak brat dusi się

17.33 policjantka do mnie „Pani będzie zatrzymana”

17.33 w świetle otworu drzwi widać jak policjant mnie popycha, a ja przewracam się na plecy

17.50 brat woła „Nie mogę oddychać”

18.05 policjantka do mojej siostry „Ja Panią pouczam, że siostra pani będzie zatrzymana”

Brat wielokrotnie woła: „Chodźcie za mną” lub „Jedźcie za mną”

18.45 brat woła „Duszę się”

19.39 brat skuty schodzi po schodach w asyście policjantów

Przypominam, że Sąd uniewinnił brata i uznał też, że akt oskarżenia – co podnosiliśmy od początku -  nie spełniał nawet elementarnych warunków formalnych. Nadto bratu zarzucano oszustwo, które miało polegać na wprowadzeniu banku w błąd co do celu kredytowania (modernizacja starego komputera zamiast dostarczenia nowego, sic ! - cokolwiek by to nie miało znaczyć), w sytuacji, gdy nie był on stroną umowy kredytowej, a jego podpis na umowie – jako gwaranta – został podrobiony. Kwota kredytu była niewielka (3.520 zł) i została w większości spłacona przez firmę Credo (do spłaty pozostało1.300 PLN).

Nie istniały żadne podstawy do tego, by traktować go jak groźnego gangstera - rzucać go na gruz i narzędzia budowlane, nie było powodów, aby zwalało się na niego kilku policjantów  i skuwało go, jak jakiegoś bandytę.

Ja także, jak wynika z filmu, zostałam dwukrotnie przewrócona na ziemię przez funkcjonariuszy.
Prokuratura pomimo upływu wielu miesięcy nie rozpoczęła żadnego postępowania przeciwko mnie skierowanego.

Panie Generale Rapacki, czy Pan wie co to jest nienaruszalność mieszkania? Czy Pan nie wstydzi się z powodu brutalnej, bezmyślnej akcji skierowanej przeciwko obywatelom, którzy nie popełnili żadnego przestępstwa? O czym Państwo wiedzieliście już wiele lat wcześniej?

I mam jeszcze kilka pytań. Kto oglądał nagranie? Kto wyciągał na jego podstawie uspokające wnioski? Czy ten ktoś analizował oryginał nagrania, czy też jego kopie? Czy kopie różnią się od oryginału? I czy zamierza Pan tolerować fałszywe zeznania policjantów uczestniczących w akcji, składanych pod rygorem odpowiedzialności karnej?

 

Wbrew twierdzeniom Generała złożyliśmy zażalenia i zawiadomienia

Nieprawdziwe są też informacje zawarte w poniższym akapicie:

„Jednocześnie uprzejmie informuję, że z przekazanych w przedmiotowej sprawie materiałów nie wynika, żeby państwo G. złożyli formalne zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez funkcjonariuszy Policji, zażalenie na przeszukanie bądź też zażalenie na zasadność, legalność lub prawidłowość zatrzymania do Sądu Rejonowego w Bielsku-Białej”.

Przede wszystkim, wspomniane powyżej zażalenia i zawiadomienia – zgodnie z właściwością miejscową -  winny być skierowane do Prokuratury i Sądu w Pszczynie, a nie w Bielsku-Białej, o czym MSWiA powinno wiedzieć. Nadto zostały one złożone – zażalenia w terminie do 24 lutego, a zawiadomienia w dniach 1 i 11 marca br. Jest niemożliwe, aby MSWiA nie było w posiadaniu tych informacji przed 5 maja br., kiedy wystosowywano odpowiedź na ręce Posła Ludwika Dorna. Nie wiadomo w jakim celu ukrywane są te informacje przed Posłem na Sejm.

Postępowania w związku ze złożonymi zawiadomieniami o podejrzeniu popełnienia przestępstwa nie są zakończone.

Zażalenie na moje zatrzymanie zostało rozstrzygnięte przez Sąd Rejonowy w Pszczynie w dniu 8 czerwca 2010 r.

Sąd ustalił, iż nie istniała podstawa do zatrzymania mnie na podstawie Art. 244 kpk, jak zapisała Policja w swoim protokole.

Przypomnijmy treść tego artykułu:

Art. 244. § 1. Policja ma prawo zatrzymać osobę podejrzaną, jeżeli istnieje uzasadnione przypuszczenie, że popełniła ona przestępstwo, a zachodzi obawa ucieczki lub ukrycia się tej osoby albo zatarcia śladów przestępstwa bądź też nie można ustalić jej tożsamości albo istnieją przesłanki do przeprowadzenia przeciwko tej osobie postępowania w trybie przyspieszonym.

Sąd – jednakże – stwierdził, że należało mnie zatrzymać na podstawie art. 15 ust. 1 punkt 3 Ustawy o Policji, gdyż – zdaniem Sądu - stwarzałam zagrożenie dla swojego życia i zdrowia. Stanowisko Sądu jest błędne.

Podawałam już, że policjantka Monika Jucha odmawiała zapisania w protokole przeszukania mojego oświadczenia o tym, jakich obrażeń doznał Janusz Górzyński podczas zatrzymywania, do czego była zobowiązana na mocy Art. 148 kpk.

Art. 148 kpk stanowi:
§ 1. Protokół powinien zawierać:
1) oznaczenie czynności, jej czasu i miejsca oraz osób w niej uczestniczących,
2) przebieg czynności oraz oświadczenia i wnioski jej uczestników,
3) wydane w toku czynności postanowienia i zarządzenia, a jeżeli postanowienie lub zarządzenie sporządzono osobno, wzmiankę o jego wydaniu,
4) w miarę potrzeby stwierdzenie innych okoliczności dotyczących przebiegu czynności.

Wiedząc o tym, że Policja będzie miała motyw do ukrywania obrażeń spowodowanych u mojego brata i napotykając opór ze strony policjantki, która odmawiała zapisu mojego oświadczenia w protokole, uciekłam się do szantażu i przyłożyłam nożyk do owoców do nadgarstka, grożąc, że się samookaleczę, jeśli policjantka nie dokona tego zapisu.

Dopiero po wpływem tego dramatycznego zachowania, policjantka Jucha postąpiła zgodnie z przepisami.
Gdy odłożyłam nożyk, jeden z policjantów rzucił się na mnie, unieruchomił mnie na podłodze i skuł kajdankami. W tej pozycji przebywałam do czasu przyjazdu lekarza, gdyż policja próbowała sugerować, że jestem wariatką. Przybyły lekarz stwierdził tylko zdenerwowanie i wbrew życzeniom funkcjonariuszy nie widział podstaw do przewożenia mnie do szpitala psychiatrycznego.

Potem Policja opuściła dom. Panowie się naradzili w radiowozie. Po czym przywołali mnie do ogrodzenia nieruchomości pod pozorem, że pod protokołem przeszukania nie ma mojego podpisu. Gdy zbliżyłam się do bramki, porwano mnie do samochodu policyjnego w samej tylko koszuli i narzuconym na nią płaszczu, bez bielizny i rajstop, tylko w kapciach. Tam przeżyłam podobny scenariusz, zakuwanie w kajdanki, upokarzanie, brak jakichkolwiek informacji.

Proszę zwrócić uwagę, że Policja już w tym momencie łamała prawo, gdyż nie istniały podstawy do zatrzymywania mnie na podstawie Art. 244 kpk, co jednoznacznie stwierdził Sąd.

Na Komendzie Policji gehenna trwała dalej. Nikt mi nic nie mówił o przyczynach zatrzymania i traktowano mnie w sposób naruszający godność.

Zauważyłam na szafce nóż i chwyciłam go w proteście przeciwko bezprawnym działaniom Policji nacinając nadgarstek. Ponownie przywołano kolejnego lekarza, którzy także nie widział żadnej podstawy do postępowania wobec mnie na mocy Ustawy o ochronie zdrowia psychicznego.

Policjanci jednak nie ustali w swoich staraniach czynienia ze mnie osoby chorej. Po konsultacjach telefonicznych (sic!) ze znajomym ordynatorem Ośrodka Psychiatrycznego w Bielsku-Białej na ul. Olszówki wbrew przepisom Ustawy o ochronie zdrowia psychicznego zawieźli mnie do tego szpitala, po drodze oczywiście stosując przemoc, co było niedopuszczalne bez obecności personelu medycznego. Ordynator początkowo próbował robić tam ze mnie wariatkę, ale ostatecznie wycofał się z tej szytej grubymi nićmi intrygi i wypisał mnie z rozpoznaniem „ostra reakcja na stres”.

Przypomnijmy przepisy Ustawy o ochronie zdrowia psychicznego:

Art. 21. 1.Osoba, której zachowanie wskazuje na to, że z powodu zaburzeń psychicznych może zagrażać bezpośrednio własnemu życiu albo życiu lub zdrowiu innych osób, bądź nie jest zdolna do zaspokajania podstawowych potrzeb życiowych, może być poddana badaniu psychiatrycznemu również bez jej zgody, a osoba małoletnia lub ubezwłasnowolniona całkowicie - także bez zgody jej przedstawiciela ustawowego. W tym przypadku art. 18 ma zastosowanie.
2. Konieczność przeprowadzenia badania, o którym mowa w ust. 1, stwierdza lekarz psychiatra, a w razie niemożności uzyskania pomocy lekarza psychiatry - inny lekarz. Przed przystąpieniem do badania uprzedza się osobę badaną lub jej przedstawiciela ustawowego o przyczynach przeprowadzenia badania bez jej zgody.
3. W razie potrzeby lekarz przeprowadzający badanie zarządza bezzwłocznie przewiezienie badanego do szpitala. Przewiezienie takiej osoby z zastosowaniem przymusu bezpośredniego powinno nastąpić w obecności lekarza lub pielęgniarki.

Złamano wobec mnie w sposób bezceremonialny wyżej wymienione przepisy. Dwóch lekarzy w sposób jednoznaczny wykluczyło potrzebę badań psychiatrycznych, a mimo to, Policja zawiozła mnie do szpitala.

Obecnie toczy się postępowanie sądowe w celu ustalenia, czy przetrzymywanie mnie w szpitalu wbrew mojej woli było zgodne z prawem.

Szanowny Generale Rapacki, jeśli nie tkwi Pan mentalnie w PRL-u, to powinien Pan natychmiast wszcząć postępowanie dyscyplinarne wobec policjantów, którzy przewieźli mnie do psychiatryka wbrew decyzji dwóch lekarzy badających mnie wcześniej, którzy nie widzieli do tego żadnej podstawy.

I powinien Pan to zrobić to niezależnie od Postanowienia usłużnego Sądu Rejonowego w Pszczynie, który w sposób niezgodny z Ustawą o Ochronie Zdrowia Psychicznego i faktom zalegalizował działania Policji.

Duży skandal ma też miejsce w związku z Zażaleniem na zatrzymanie, które złożył mój brat. Zgodnie z pouczeniem policjantów dokonujących zatrzymania (vide: protokół zatrzymania), skierował Zażalenie do Sądu Rejonowego w Bielsku w dniu 24 lutego br.

Dopiero po upływie miesiąca czasu, w dniu 26.03.2010 r. Sąd Rejonowy w Bielsku-Białej stwierdził swoją niewłaściwość miejscową i wydał Postanowienie o przekazaniu sprawy do Sądu Rejonowego w Pszczynie. Tamtejszy Sąd wyznaczył termin posiedzenia  w przedmiocie rozpatrzenia Zażalenia na zatrzymanie –  na dzień 14 maj 2010 r. Następnie termin został zmieniony na dzień 2 czerwca 2010 r., mimo że Zażalenie na zatrzymanie winno być rozpatrzone niezwłocznie. Zwraca uwagę, że Janusz Górzyński już od 31 marca 2010 r. przebywał na wolności. W dniu 2 czerwca br. Sąd uznał, że pozostawi Zażalenie bez rozpoznania, gdyż – zdaniem Sądu – zatrzymanie odbywało się w celu doprowadzenia do aresztu, a na to wg oceny Sądu Zażalenie nie przysługuje. Zgodnie z pouczeniem, Janusz Górzyński zaskarżył to Postanowienie, ale do dnia dzisiejszego jego zażalenie nie zostało rozpatrzone.

Jak się wydaje, wszystkie działania wymiaru sprawiedliwości – pozostawiając na boku kwestię intencji prokuratorów i sędziów – skutkują odwleczeniem ważnych decyzji w czasie.

Gdyby Janusz Górzyński sam nie zlecił wykonania obdukcji medyczno-sądowej obrażeń, to dzisiaj istniałaby poważna trudność w ocenie ran, które spowodowała Policja.

-------------------------------------
 

Szanowny Panie Generale, Pańscy podwładni działali nieprofesjonalnie i złośliwie. Skrzywdzili niewinnych ludzi.

Na skutek przewlekłego lub  błędnego działania organów wymiaru sprawiedliwości, jak do tej pory, funkcjonariuszom „upiekło się”. Publicznie dają teraz wyraz chorej satysfakcji z tego powodu.

Proszę się jednak nie cieszyć dotychczasowym  brakiem wnikliwego rozpatrzenia okoliczności tej sprawy.

W konsekwencji Pańscy ludzie nie podnoszą swoich kwalifikacji fachowych i moralnych. Społeczeństwo nie ma do nich zaufania, a nawet pogardza nimi.

Ponieważ bywał Pan w USA, w nawiązaniu do tego pozwalam sobie sformułować pewną radę,  dedykując Panu wypowiedź amerykańskiego super-gliny Jacka Maple, prawej ręki Wiliama Brattona:

„ Pierwszym zadaniem każdego szefa jest stworzenie śmiertelnie groźnego Wydziału Spraw Wewnętrznych. Śledztw wewnątrz policji policjanci mogą sobie nienawidzić, lecz nawet ci, którzy czują na karku gorący oddech śledczych, powinni czuć dumę na myśl o tym, jak nieubłagani są tropiciele łobuzów wewnątrz policji. Każdemu młodemu kandydatowi na policjanta od pierwszego dnia w akademii trzeba przypominać o sukcesach WSW i o środkach, które policjanci tego wydziału mają do swojej dyspozycji”.

I to by było na tyle.

 

Polecam też tekst - Komanda śmierci w polskich aresztach