Cimoszewicz - syn oficera stalinowskiej Informacji,

avatar użytkownika Michał St. de Zieleśkiewicz
Cimoszewicz - syn oficera stalinowskiej Informacji, W październiku 1991 roku doszło do publicznego ujawnienia sprawy przeszłości ojca obecnego marszałka Sejmu i kandydata na prezydenta RP Włodzimierza Cimoszewicza. Poseł OKP Jan Beszta-Borowski stwierdził wręcz, że ojciec Włodzimierza Cimoszewicza był członkiem "organizacji przestępczej" - Informacji Wojskowej. "Według Beszty-Borowskiego: "Szef Informacji Wojskowej w Wojskowej Akademii Technicznej o nazwisku Cimoszewicz miał zwyczaj rozmawiania z ludźmi, trzymając w ręku pistolet i obracając nim na palcu cynglowym. Znany jest fakt śmierci jednego z podwładnych w wyniku takich rozmów" (cyt. za "Gazetą Wyborczą" z 11 października 1991 r.). Oświadczenie posła Beszty-Borowskiego wywołało gwałtowną publiczną ripostę ze strony Włodzimierza Cimoszewicza. Nazwał Besztę-Borowskiego "załganym łobuzem", a w innym tekście (w "Gazecie Współczesnej") stwierdził m.in.: "Rozumiem, że dla Borowskiego, jego szefów i was, nierozumnych dziennikarzy, babrzących się w takich prowokacjach, wybawcami byli naziści, skoro ci, którzy z nimi walczyli, zasługują na miano oprawców. Po wojnie mój ojciec przez 30 lat służył w Wojsku Polskim, w tym także w kontrwywiadzie, instytucji, jaka jest zawsze i w każdej armii. Wy, którzy opluwacie Go dzisiaj, możecie powołać się tylko na fakt służby w tej formacji. Nie przytaczacie, bo nie możecie przytoczyć żadnych prawdziwych zarzutów, dotyczących Jego postępowania. 'Dowody' Borowskiego są łgarstwem" (cyt. za: Piotr Jakucki "Pułkownik Cimoszewicz", "Gazeta Polska" z 4 listopada 1993 r.). Oburzony stwierdzeniami W. Cimoszewicza poseł Beszta-Borowski skierował przeciwko niemu skargę do sądu, przedstawiając dowody prawdziwości swych zarzutów pod adresem ojca Cimoszewicza. W osobnym liście do "Gazety Lokalnej" (por. nr 14-15 z 1992 roku) poseł Jan Beszta-Borowski przytoczył uzupełniające dane na temat życiorysu ojca Cimoszewicza jeszcze przed objęciem funkcji szefa Informacji Wojskowej na WAT. Pisał: "(...) Oto przyszły pułkownik Cimoszewicz w czasie wybuchu wojny w 1939 roku, mając lat 22, nie uczestniczy w obronie Polski, nie jest żołnierzem Armii Polskiej broniącej ojczyzny przed dwoma najeźdźcami. Przeciwnie - już w październiku 1939 r. jest poborcą dostaw obowiązkowych w wołkowyskim Rejnopolnamzakie. Czyli jest na służbie jednego z zaborców - bolszewików. Rekwirował płody rolne od polskich rolników na rzecz najeźdźcy". Jakucki w cytowanym wcześniej artykule powoływał się na zeznania świadka Romualda U., który zapamiętał M. Cimoszewicza jako "seksota" (tajnego agenta) komisarza kadr, ówczesnego naczelnika kadr w dziale technicznym parowozowni w Białymstoku. W 1943 roku Cimoszewicz skończył szkołę pracowników politycznych i do końca wojny był w aparacie politycznym. Od kwietnia 1945 roku robi błyskawiczną karierę w Informacji Wojskowej - w ciągu 3 lat zostaje komendantem w Głównym Zarządzie Informacji, kontrolowanym wówczas przez dwóch sowieckich zbrodniarzy, pułkowników NKWD w Polsce: Wozniesieńskiego i Skulbaszewskiego, a także szefem Informacji Wojskowej na WAT. Robert Mazurek, autor interesująco naszkicowanej sylwetki Włodzimierza Cimoszewicza ("Metamorfozy pana C.", "Życie Warszawy" z 31 marca 1997 r.) pisał, że ojciec Cimoszewicza "(...) w 1951 r. trafia do Wojskowej Akademii Technicznej. Tam aresztuje komendanta uczelni gen. Floriana Grabczyńskiego. Z jego rozkazu aresztowano też kilkunastu oficerów WAT, którzy wcześniej byli w AK". Dokonując tej bezwzględnej czystki na wyższej uczelni, major Marian Cimoszewicz był w tym czasie oficerem bez żadnego wykształcenia. Dopiero kilka lat później - w 1957 roku, skończył liceum i zdał maturę (!). Dodajmy do tego informacje o wcześniejszej roli Mariana Cimoszewicza w likwidowaniu oddziałów AK - sam się chwalił podczas spotkania z oficerami akademii, że w 1944 r. zlikwidował oddział AK. Według innych źródeł, w 1946 r. jako oficer IW kierował grupą likwidującą "bandę" Bohuna (za: P. Jakucki, op. cit.). Cimoszewiczowie zamieszkali w domu na Boernerowie (Bemowo), odebranym prawowitym właścicielom, których przymusowo wysiedlono z Boernerowa na początku lat 50. jako "element politycznie niepewny" ("Gazeta Lokalna" nr 2/104 z lutego 1996 r.). Żona majora M. Cimoszewicza zaczęła pracę w bibliotece WAT na miejscu poprzedniej pracowniczki tej biblioteki Ewy Cecetki-Cymerman, zwolnionej nagle bez uzasadnienia w sposób bardzo ordynarny przez M. Cimoszewicza ("Gazeta Lokalna" z 27 czerwca 1992 r., nr 12-13/42-43). Porównajmy opisane wyżej fakty z gwałtownym zarzucaniem Beszcie-Borowskiemu łgarstwa przez W. Cimoszewicza i pokrzykiwaniem o tym, że dla takich jak on "wybawcami byli naziści". Włodzimierz Cimoszewicz, występując z taką furią przeciw przypominaniu przeszłości ojca, jako motto do swej książki wybrał stwierdzenie Anny Uchlig: "Kto przekreśla PRL, ten przekreśla cały mój życiorys". Trzeba przyznać, że swoją publiczną identyfikację z PRL-em zaczął bardzo wcześnie. Już jako maturzysta w 1968 roku kategorycznie przeciwstawił się napiętnowaniu ówczesnych rządów gomułkowskich jako "dyktatury ciemniaków" i uzyskał wydrukowanie proreżimowego tekstu swego wypracowania maturalnego na łamach "Życia Warszawy" (por. W. Cimoszewicz "Czas odwetu", Białystok 1993 r., s. 40). Wielu jego rówieśników było w tym czasie "pałowanych" na rozkaz "ciemniaków". On w pełni utożsamiał się z totalitarną dyktaturą. Jakżeby mógł inaczej, wychowany pod "opiekuńczymi skrzydłami" pułkownika Cimoszewicza! Od jesieni 1968 roku studiuje na Wydziale Prawa w Warszawie i staje się działaczem uczelnianej organizacji Związku Młodzieży Socjalistycznej. W 1971 roku wstępuje do PZPR, a w 1972 r. zostaje przewodniczącym ZMS na Uniwersytecie Warszawskim. Wchodzi do władz Komitetu Uczelnianego PZPR. Nawet swą błyskawiczną karierę w ZMS tłumaczył później jako swoisty przykład niezależności, twierdząc, że: "Przynależność do ZMS mogła nawet przeszkadzać" (!!!) (W. Cimoszewicz "Czas odwetu", s. 43) - był bowiem dużo częściej odpytywany na zajęciach. Kiedy doszło do połączenia - pomimo protestu wielu studentów - trzech organizacji studenckich w jeden Socjalistyczny Związek Studentów Polskich (SZSP), należał do zdecydowanych zwolenników tego połączenia, narzuconego studentom przez partyjną biurokrację i został... komisarycznym szefem SZSP na UW. Józef Oleksy wspominał Cimoszewicza z owych czasów jako wręcz zwracającego uwagę swoją pryncypialnością. Pisał, że wionęło pryncypialnością, gdy tylko Cimoszewicz wchodził na trybunę. Miał zaledwie dwadzieścia kilka lat, gdy uzyskał kolejny błyskawiczny awans - został sekretarzem Komitetu Uczelnianego PZPR, akurat w czasie pogłębiającego się kryzysu politycznego późnego Gierka, w okresie aktywizacji opozycji. O dokonanej przez Gierka zmianie konstytucji serwilistycznie uzależniającej Polskę od ZSRS wspominał: "Wszyscy mieliśmy skłonność do usprawiedliwiania miękkiej postawy wobec Związku Radzieckiego, byliśmy przekonani, że inne zachowania mogłyby być groźne dla Polski". W sprawie innego posunięcia ówczesnych władz PZPR - zapisania w konstytucji kierowniczej roli PZPR - szczerze przyznawał: "Nas jako członków PZPR ani to ziębiło, ani grzało. Nie popadaliśmy przez to w jakiś konflikt sami ze sobą" (W. Cimoszewicz, op. cit., s. 53). Poczucie bycia członkiem kierowniczej siły, jak widać, wzmacniało dobre samopoczucie szybko awansującego działacza partyjnego. W 1980 roku został wysłany na 3 miesiące do pracy w konsulacie w Malmö. We wrześniu tego roku zaś wyjechał na stypendium Fulbrighta do USA dzięki decyzji władz PRL, że jego konkurent do stypendium, Lamentowicz, powinien się wycofać (op. cit., s. 55). Pozostał wierny PZPR-owi w czasach "Solidarności" i po ogłoszeniu stanu wojennego. Podczas pobytu na Uniwersytecie Columbia należał do organizacji PZPR przy konsulacie w Nowym Jorku. W lutym 1982 roku powrócił do pracy na warszawską uczelnię. Według informacji z listy Macierewicza, Cimoszewicz w 1980 roku pod pseudonimem "Carex" został współpracownikiem wywiadu. Ustosunkowując się do tej sprawy w swej biografii "Czas odwetu", stwierdzał m.in.: "Z wypowiedzi Czesława Kiszczaka wiedziałem, że w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych istniały możliwości preparowania dokumentów, mających cechy autentyczności dokumentów antydatowanych. Obawiałem się, że kierownictwo MSW może zdecydować się nawet na taką awanturę, jak fabrykowanie archiwaliów. Nie wykluczałem więc, że mogę znaleźć się na liście Macierewicza. Kiedy Olek Kwaśniewski przedstawił mi dokumenty, z dużym zaskoczeniem zauważyłem, że byłem odnotowany w aktach polskiego wywiadu (...). Byłem zaskoczony, ponieważ okazało się, że kontakt, jaki w 1980 roku nawiązał ze mną przed wyjazdem na stypendium Fundacji Fulbrighta przedstawiciel Ministerstwa Spraw Zagranicznych, został w tych dokumentach przedstawiony jako kontakt z wywiadem (...)" (op. cit., s. 25-26). Alergia na polskość Po likwidacji PZPR w styczniu 1990 roku Cimoszewicz nie wstąpił do SdRP. Fakt ten próbowano później częstokroć eksponować jako dowód niezależności Cimoszewicza i jego opowiedzenie się po stronie prawdziwie reformatorskiej lewicy. Rację mają jednak raczej ci, którzy sądzą, że Cimoszewicz nie doceniał wówczas prawdziwej siły postkomunistów z SdRP i nie chciał zostać wraz z nimi zmarginalizowany. W czasie kampanii prezydenckiej 1990 roku właśnie Cimoszewicz został kandydatem postkomunistów na prezydenta. Podobno dlatego, że sam Kwaśniewski obawiał się wówczas całkowitej kompromitacji wyborczej, jakichś trzech procent. W tej sytuacji wynik uzyskany przez Cimoszewicza był traktowany jako duże zaskoczenie - dostał 9 procent głosów, plasując się na czwartym miejscu za Wałęsą, Tymińskim i Mazowieckim. W latach 1991-1993 nadal przewodniczył Parlamentarnemu Klubowi Lewicy Demokratycznej. Po sukcesie wyborczym SLD w 1993 roku Cimoszewicz został wicepremierem i ministrem sprawiedliwości w rządzie Pawlaka. Jako minister sprawiedliwości zasłynął głównie akcją "Czyste ręce". W jej ramach ujawnił nazwiska wysokich urzędników państwowych, którzy biorą równocześnie pieniądze za zasiadanie w radach nadzorczych firm państwowych. Akcja w rzeczywistości nie zaszkodziła osobom skrytykowanym przez Cimoszewicza. Mógł jednak odtąd chodzić w nimbie nieprzekupnego tropiciela gospodarczych patologii. Resort Cimoszewicza nie mógł się pochwalić żadnymi większymi osiągnięciami; powszechnie narzekano na fatalne funkcjonowanie sądów i prokuratury. Cimoszewicz miał na to szczególne wytłumaczenie - twierdził, że podczas weryfikacji rzekomo wyrzucono najlepszych specjalistów. Po dymisji rządu Pawlaka nie wszedł do rządu Oleksego. Urażony, że nie zaproponowano mu wicepremierostwa, nie chciał przyjąć wyłącznie teki szefa resortu sprawiedliwości. Został wówczas wicemarszałkiem Sejmu. W nowej sytuacji tym mocniej rozwijał stosunki z lewicowymi środowiskami z kręgu dawnej tzw. opozycji laickiej, zwłaszcza z Michnikiem, Geremkiem i Bujakiem. Nieprzypadkowo właśnie "różowi" tzw. Europejczycy stanowili najbliższych rozmówców Cimoszewicza spoza SLD i SdRP. Głównym efektem tych zacieśniających się kontaktów stał się głośny artykuł Cimoszewicza i Michnika, wspólnie apelujących o zakończenie wszelkich rozliczeń PRL-owskiej przeszłości. Cimoszewicz, podobnie jak Kwaśniewski i inni liczni politycy SLD, stanowi typ człowieka uodpornionego na takie pojęcia jak polskość, polski patriotyzm, poczucie polskiego interesu narodowego. Tym, którzy chcieliby polemizować z moimi tak kategorycznymi sądami w tej sprawie, polecam uważną lekturę "Czasu odwetu". W tej książce widać aż nadto wyraźnie, że Cimoszewicz nie mógł się przełamać do napisania jakichś cieplejszych słów o Ojczyźnie, patriotyzmie, uczuciach narodowych, nie mówiąc już o trosce z powodu występujących dziś zagrożeń dla Polski i polskości. Więcej tam za to ataków na wszystko, co się z polskimi uczuciami narodowymi kojarzy, czy gwałtownego piętnowania rzekomej siły antyżydowskości w Polsce. Na s. 39 "Czasu odwetu" pisze: "Nie będąc Żydem poznałem, co to znaczy być nim w Polsce". Na s. 192 insynuuje, iż: "Prawdą jest niestety, że w naszym społeczeństwie, i to od lewicy do prawicy, nieustannie można spotkać się z przejawami endemicznego antysemityzmu". W książce z pasją atakował "niepodległościowe slogany" (s. 13), "narodową tromtadrację", oczywiście idącą w parze z "zoologicznym antykomunizmem" (s. 270), "polską ksenofobię" (s. 273) etc. Po dojściu do władzy jak mógł dawał wyraz napadom skrajnego filosemityzmu. Wystąpienie Cimoszewicza jako premiera RP podczas uroczystości w Kielcach, w lipcu 1996 r., ku czci ofiar kieleckiej prowokacji z 1946 roku przyniosło jaskrawy dowód tego, jak bardzo nieważna dla niego jest prawda o historii i godność własnego kraju. W sprawach stosunków polsko-żydowskich, tak skomplikowanych i złożonych, po dziesięcioleciach przemilczeń i niedomówień, postkomunistyczny premier pozwolił sobie na publiczne, obelżywe dla Polaków stwierdzenia, jednostronnie obciążające ich winą za wszystkie problemy w stosunkach z Żydami." prof. J. R.N. Nazwisko autora znane M.Z.
Etykietowanie:

12 komentarzy

avatar użytkownika Maryla

1. 1939 r. jest poborcą dostaw obowiązkowych w wołkowyskim Rejnopol

Witam, Panie Michale, o zgrozo, to, co w 1991 roku wywoływało jeszcze debatę i oburzenie, dzisiaj jest "dobrem". Ojciec w WSI czy też na słuzbie sowietów jest obecnie "człowiekiem honoru". W lewicowej UE jest to plus, taki ojciec, nie minus. pozdrawiam serdecznie

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Lancelot

2. M.St. de Zieleśkiewicz

Kandydat na Sekretarza Generalnego Rady Europy, pan Cimoszewicz, był oskarżany przez członków komisji śledczej ds. Orlenu o popełnienie kilku przestępstw przy okazji zakupu przez niego akcji ‘ Orlen-u” , W państwie praworządnym, gdyby prokuratura oskarżyła pana Cimoszewicza o popełnienie przestępstwa, zaś sąd orzekł winę, pan Cimoszewicz mógłby kandydować co najwyżej na urząd bibliotekarza w zakładzie karnym , do którego by w takim przypadku trafił w krótkim czasie. Już sam fakt matactw, na których ten pan został przyłapany, byłby wystarczający w państwach „ starej „ demokracji, do natychmiastowego zakończenia kariery politycznej byłego marszałka. W III RP – państwie praworządnym inaczej – sprawa nie jest oczywista. Pan Cimoszewicz- doktor prawa - nie wiedział „sam z siebie” czy popełnił przestępstwo, gdyż prawa które jako parlamentarzysta wraz z kolesiami uchwalał, tak zostały przez nich „ zamulone” , że obywatel idący ulicą nie wie czy aby nie popełnia w tym czasie jakiegoś przestępstwa!. Jego wątpliwości we własnej sprawie były więc jak najbardziej zasadne!. Jednak oczekiwanie b.marszałka, że prokurator rejonowy rozstrzygnąć mógł ten jakże trudny dylemat prawny, były zupełnie na wyrost. Prokurator nie jest zapewne doktorem praw, lecz raczej pospolitym magistrem. Skądże więc magister, miał wiedzieć to, czego nie wiedział doktor i czego nie wiedziały najtęższe prawnicze umysły z „profesorskimi” tytułami ?. I bądź tu prokuratorze mądry : powiesz, że Cimoszko popełnił przestępstwo- masz przechlapane wśród prawników szkoły „ cimoszo- kwaszej”, powiesz, że nie popełnił – obsikają cię prawnicze pieski ze szkoły „ Donaldo – Czumowej”. I w takiej sytuacji On – Prokurator mógł podejmować decyzje? A z jakiej to niby racji ?. Gdyby p. Cimoszewicz ukradł rower, sprzedawał kwiatki bez stosownej licencji, albo po pijaku spuścił wpierdol sąsiadowi, to sprawa byłaby oczywista:..... żadnego przestępstwa by nie popełnił, tak by wynikało ze 100 zamówionych przez niego ekspertyz u „wybitnych polskich profesorów” prawa !. Ale on pożyczył ( dostał ? ) od córki kasę, podatku od pożyczki ( darowizny ? ) nie zapłacił, w swoim oświadczeniu majątkowym, „ zapomniał „ wpisać posiadanych akcji, które kupił dla córki ( a więc na zlecenie osoby trzeciej ) , nie posiadając licencji maklera. Jakie to przestępstwa ?. ...... Gdyby na miejscu p. Cimoszewicza , był Któryś z Kaczyńskich , czy Worgule jakiś powiedzmy kolejarz, czy nauczyciel, ( jest to założenie teoretyczne, bo niby od kogo kolejarz pożyczyłby kilkaset tysięcy złotych na zakup akcji) to już by mu się Urząd Skarbowy dobrał do skóry i zajął telewizor „ Rubin”, na poczet niezapłaconego podatku, zaś prokurator już by wiedział gdzie posłać takiego gagatka!. Ale to przecież : były marszałek Sejmu, były premier, minister spraw zagranicznych, mąż stanu.... tacy ludzie nie popełniają przestępstw, honor im na to nie pozwala!. Co więc zrobił pan prokurator rejonowy ?? . Rutynowo zastosował wariant „ na przeczekanie „: wrzucił papiery do szuflady i niech sobie leżą. Za parę lat gdzieś się zawieruszą, okaże się, że cała ta „afera„ to była prowokacja polityczna „ wiadomych sił”, zaś pan Cimoszewicz będzie „zasłużenie” sprawował urząd Sekretarza Generalnego Rady Europy z rekomendacji rządu „demokratycznej, praworządnej RP”, ( Kałach się sam zarepetował) wybranego głosami „światłego” społeczeństwa obywatelskiego. Do czego doprowadzili ten nasz kraj? Wolę aby każdy sam odpowiedział sobie na to pytanie. Ale jak to powiedział równie światły marszałek Pol(a)ny sejmu RP: „Jaki rząd taki kandydat”Pzdr

 RACJA JEST JAK DUPA, KAŻDY MA SWOJĄ  /Józef Piłsudski/

avatar użytkownika benenota

3. Jak w zakladzie energetycznym..

....ojciec plus nie minus-rozumiem plus ujemny,lewica zawsze idzie pod prad,co powoduje napiecia.Czasami u nich iskrzy.Niektorzy czlonkowie maja jeszcze energie,ktora wyladowuja na opozycji itd.Pzdr.
Tak mi tu dobrze...ze dobrze mi tak.
avatar użytkownika Rekin

4. Śledizłem dość dokładnie aferę finansową Cimoszewicza

i też widzę że idealnie przyschła, podczas gdy były tam ewidentne przekręty: fałszywe oświadczenia, nieprawdziwe oświadczenia majątkowe, kłamliwe zeznania przed Komisją Sejmową. Przypominam: 2 września 2005 Prokuratura orzekła, że „Włodzimierz Cimoszewicz nieumyślnie zataił w oświadczeniach majątkowych posiadanie akji PKN Orlen i BMC, wobec czego nie można mówić o przestępstwie” ”Umorzono też śledztwo ws. rzekomego składania przez Cimoszewicza fałszywych zeznań przed sejmową komisją śledczą ds. PKN Orlen - poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Maciej Kujawski. Zawiadomienia w obu tych sprawach złożyła sejmowa komisja śledcza ds PKN Orlen.” A teraz - co to "nieświadome zatajenie" znaczy? Poseł Cimoszewicz "świadom odpowiedzialności karnej" złożył nieprawdziwe sejmowe oświadczenie majątkowe w kwietniu 2002 roku (zatajając w nim akcje Orlenu); uczynił to świadomie, gdyż po pierwsze tak oświadczał podpisując formularz opatrzony słowami "świadom..." (sankcja 2 lata więzienia); jeśli to dla prokuratury nic nie znaczy, to świadoma była z pewnością odmowa skorygowania oświadczenia w tej części, która była zakwestionowana przez Komisję Etyki Poselskiej, zwłaszcza wobec podania innych składników majątkowych na 31 grudnia: "Dnia 31 grudnia ubiegłego roku [2001] moje oszczędności dewizowe wynosiły 608 dolarów 32 centy. Mam nadzieję, że tym razem poziom precyzji jest wystarczający." Odpowiedział WC na upomnienie Komisji Etyki. Oto ktoś szczycący się precyzją w poprawianiu informacji o swoim stanie majątkowym na dzień 31 grudnia 2001 roku oświadcza Komisji etyki na jej żądanie: "akcje Orlenu sprzedałem", mimo że je w owym dniu miał, następnie zaś na przesłuchaniu zeznaje: „Pomyliłem się, bo myślałem, że oświadczenie majątkowe w Sejmie składa się według stanu na dzień podpisania”. Tak więc z czysto filologicznej analizy znanych wypowiedzi wynika wniosek, że Marszałek Cimoszewicz skłamał pod przysięgą w 2005 r. mówiąc "Była to pomyłka. Zamieściłem tam stan informacji o moim majątku w momencie wypełniania tego oświadczenia." (protokół komisji Orlenowskiej str. 52) W świetle później ujawnionej korespondencji ze Stefaniukiem (2002) nieprawdziwe są jeszcze inne słowa Cimoszewicza z przesłuchania 30 lipca 2005 (s. 52): "mogę w tej chwili – po tym, jak już pan [Giertych] oczywiście publicznie się na ten temat wypowiedział, a ja sięgnąłem z powrotem do przepisów i uzmysłowiłem sobie to, że powinienem był podać stan majątkowy na 31 grudnia 2001 r. – potwierdzić, że popełniłem pomyłkę, podając stan majątkowy na kwiecień 2002 r." Przecież ten doktor międzynarodowego prawa publicznego twierdzi, że dopiero w lipcu 2005 roku zmuszony przez Romana Giertycha doczytał się, co jest w ustawie, obowiązującej od 1996 roku; skoro jej treść poznał dopiero w 2005 roku, to znaczy że oświadczenia majątkowe do roku 2004 też wypełniał niezgodnie z ustawą! Zdrowy na umyśle poseł nie może w coś takiego sam uwierzyć. No bo co - ileś tam razy stosował ustawę nie sprawdzając, co ona dokładnie nakazuje? I robił to zawsze "świadomy, iż na podstawie art. 233 § 1 Kodeksu karnego za podanie nieprawdy lub zatajenie prawdy grozi kara pozbawienia wolności."
avatar użytkownika Joanna K.

5. Znałam p.Besztę -Borowskiego. To uczciwy, prawdomówny

człowiek. Ponadto zwracam uwagę, że internacjonał p.Cimoszewicz rodzinę (dzieci) urządził już dawno w Ameryce. Mam pytanie, czy on w ogóle może gdziekolwiek reprezentować Polskę, skoro go w tej Polsce prawie nie ma? Nie mógłby startować z Bantustanu?

Są w życiu rzeczy ważniejsze, niż samo życie.

                              /-/ J.Piłsudski

avatar użytkownika Selka

6. No cóż...

Jak to było?...wszystkie ręce na pokład? Ostro jadą chłopcy ze WSI: tu musi być Huebner, a tu Cimoszko - rozkazy wydane więc ruki pa szwam! Co AŻ TAK zasr...ego ma na swoim koncie PeOlstwo że TERAZ już morda w kubeł i nic do gadania??? Czyżby TYLKO kasa, za którą "przeczekiwali" i bluźnili moherom/PISowi we WSIowych mediach i na owych wiecach z nawoływaniem do "obywatelskiego nieposłuszeństwa" z bydło-Bartoszewskim & Co w tle? Coś mi się widzi, że nie tylko sponsoring kolesie spłacają, a jakowyś "nelson" na szyje założono? P.S. Ubawiłam się dziś tekstem Koteusza, cytującego tę jędzę z S24 :) Nic nie dziwi: no przecież ona jakoś MUSI ZAWRZESZCZEĆ ten totalny czerwony "dół" swoich oblubieńców, nie?

Selka

avatar użytkownika Lancelot

7. Selka

A pseudo prywatyzacja(Rozgrabienie) majątku narodowego wspólnie z frontmenami b. Pzpr to mało, a cała masa konfidentów SBckich i WSIowych agentów to też nie w kij dmuchał. Niewidzialne niteczki zamieniły się pęta i powrozy które ich skrępowały na amen. Pzdr

 RACJA JEST JAK DUPA, KAŻDY MA SWOJĄ  /Józef Piłsudski/

avatar użytkownika kontrrewolucjonista

8. Wikipedia

Oj przydałoby się stworzyć w internecie jakąś polityczną Wikipedię, w której zebranoby te wszystkie czerwone kanalie i opisano ludziom ich łajdackie życiorysy. Po czymś takim to nawet najdurniejszy leming przejrzałby na oczy jakim był głupcem popierając takich ludzi.
avatar użytkownika Michał St. de Zieleśkiewicz

10. Pan Kazef,

Szanowny Panie,

Bardzo mi miło.

Ukłony

Michał Stanisław de Zieleśkiewicz

avatar użytkownika Maryla

11. Cimoszewicz: Polacy brali

Cimoszewicz: Polacy brali udział w masowym zabijaniu Żydów, ale nie byli twórcami idei Holokaustu

Polacy
brali udział w masowym zabijaniu Żydów, ale to nie Polacy byli twórcami
idei Holokaustu. Prof. Jan Grabowski z Ottawy zapowiada, że
zostaną ujawnione dane, które pokażą, że problem był w znacznie większej
skali niż sądzono - mówił m.in. w TVN24 Włodzimierz Cimoszewicz, były
premier, były minister spraw zagranicznych.

Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl

 

avatar użytkownika Maryla

12. Cimoszewicz oczernianie


Cimoszewicz oczernianie Polaków ma w genach. Przypomnijmy jego "zasługi" jako premiera przed 22 laty

Znów autorytetami i akolitami opartej na fałszu przyjaźni
polsko-izraelskiej stają się ludzie, którzy długie dekady swojego życia
poświęcili na…


autor: Fratria

Ponieważ Włodzimierz Cimoszewicz z wrodzoną sobie uczciwością i ogładą wziął udział w szkalowaniu naszego narodu,
w najnowszym numerze tygodnika „Sieci” piszemy z Marcinem Wikłą o mało
chwalebnych momentach w życiorysie byłego premiera. Sporo ich było.
Ta postać zasługuje na obszerną biografię polityczną, w końcu
z komunistycznego aparatczyka stał się jednym z najważniejszych
polityków III RP,
piastujących najwyższe stanowiska. Był nawet plan, by umieścić
go w strukturach międzynarodowych. Na szczęście się nie powiódł.

To jeden z tych wątków, które w naszym artykule „Towarzysz
Włodzimierz” nie zmieściły się. Przypomnę więc o nim tutaj. Jest
kwiecień roku 2009. Cimoszewicz dostaje od premiera Donalda Tuska
propozycję kandydowania na stanowisko sekretarza generalnego
Rady Europy.

Polski nie stać na marnowanie zasobów kadrowych

-–
mówił wtedy Tusk o postkomuniście. Ruch premiera odczytywany był przede
wszystkim jako wykonany na użytek wewnętrzny – dalsze rozbijanie
lewicy, odebranie jej jednego z kandydatów na kandydata na prezydenta
w zbliżających się za rok wyborach (jest rok przed katastrofą smoleńską,
Tusk to murowany kandydat PO, czyści sobie przedpole), a jednocześnie ukłon w stronę wyborców SLD i dalsze zabieganie o ich głosy (po zwerbowaniu m.in. Danuty Huebner).

Cimoszewicz
szybko się zgadza i choć nie ma większych szans (jego kontrkandydatem
będzie socjaldemokrata z Norwegii Thorbjorn Jagland, który ostatecznie
zwycięży otrzymując dwukrotnie więcej głosów) rozpoczyna kampanię.

W jej ramach jedzie m.in. do USA,
gdzie odbywa liczne spotkania z przedstawicielami organizacji
żydowskich. Dlaczego? Stany Zjednoczone oraz Izrael mają status
członków-obserwatorów przy RE. Ale to niesłychanie wpływowe środowisko. Cimoszewicz ma w nim czego szukać.

W Lidze
Przeciwko Zniesławianiu (Anti-Defamation League) wspólnie zatroskano
się wzrostem antysemityzmu w Europie, również w Polsce.

„Nowy Dziennik” odnotował:

Kolejne
spotkanie odbyło się w nowojorskiej siedzibie International Society for
Yad Vashem, kierowanej przez Eli Zborowskiego, pochodzącego
z podczęstochowskich Żarek, uratowanego podczas okupacji przez dwie
polskie rodziny. Przybyli także liderzy innych renomowanych organizacji
żydowskich, m.in.: sekretarz generalny Światowego Kongresu Żydów Michael
Schneider, Malcolm Hoenlein, wiceprezydent wykonawczy Conference
of Presidents of Major Jewish Organizations, organizacji grupującej
przywódców największych organizacji żydowskich; Julius Berman,
przewodniczący Żydowskiej Konferencji Odszkodowań Wojennych i jej
sekretarz Saul Kagan, a także Michael Miller, wiceprzewodniczący
wykonawczy Rady Stosunków Żydowskich.

Zwrócono przede
wszystkim uwagę na fakt, iż polski kandydat jednoznacznie dostrzega
historyczną rolę Żydów w formowaniu Europy i ich znaczący udział w jej
współczesności.
Z zainteresowaniem wysłuchali planów
reformowania Rady Europy, jakie ma Włodzimierz Cimoszewicz. Przede
wszystkim w planie znaczącego zwiększenia roli tej organizacji. Podkreślono,
że Cimoszewicz jest tym polskim politykiem, który zawsze był gotów
do dialogu polsko-żydowskiego. Nawet jeżeli dotyczył on spraw trudnych,
budzących kontrowersje i emocje.

Poruszono temat mienia
zgarniętego przez hitlerowskie władze okupacyjne i powojenne
komunistyczne oraz bezowocne próby rozwiązania tego bolesnego problemu
przez kolejne władze III RP.
Sprawa ma trudny do przecenienia aspekt humanitarny, negatywnie
pozycjonujący Polskę w rodzinie państw europejskich. Przypomniano
również, że w całości mienia, jakie objęte byłoby zadośćuczynieniem,
jego żydowscy właściciele i ich spadkobiercy stanowią grupę zaledwie
kilkunastoprocentową, zaś przygniatającą większość Polacy.

W Nowym Jorku został przyjęty również przez Eliego Wiesela, pisarza, laureata pokojowego Nobla.

Znając
pana wiele lat, jako polityka i profesora, oraz człowieka dialogu
i wroga wszelkich form ksenofobii i szowinizmu, uważam, że dobrze
poradzi pan sobie także w roli, do której aspiruje. Życzę tego panu
i Polsce, której jest pan jednym z najwybitniejszych przedstawicieli

-–
wypalił Wiesel o Cimoszewiczu. Tu dochodzimy do sedna sprawy. Znajomość
obu panów zaczęła się bowiem w 1996 r., gdy były kontakt operacyjny
„Carex” pełnił funkcję premiera. Wtedy też miało miejsce wydarzenie,
które tłumaczy, dlaczego Żydzi tak podkreślali piękną gotowość
Cimoszewicza do polsko-żydowskiego dialogu.

6 lipca 1996 r.
w Kielcach odbywały się uroczystości 50. rocznicy pogromu Żydów.
Odkopaliśmy przemówienie Cimoszewicza z tamtego dnia. W imię pojednania
polsko-żydowskiego przedstawia nasz naród jako antysemitów, a Polskę –
jako złą macochę. Choć, jak widzimy w poniższym cytacie, doskonale
zdawał sobie sprawę, że masakra z 1946 r. nie jest tak jednoznaczna,
a kwestia inspiracji i udziału w niej najtwardszych stalinowców
(z których się wywodził) była kluczowa.

Polska
przez wieki bywała dla Żydów matką. Dzisiejsza tragiczna rocznica
przypomina, że Polska bywała dla Żydów również i macochą. […] Pogrom
kielecki – niezależnie od tego, kto go inspirował – jest także cząstką
naszej pamięci. Nie możemy jej nigdy wymazać ze świadomości pokoleń. […]
Zbrodnia, której 50. rocznicę obchodzimy, pokazuje, że hitlerowski
faszyzm zapuścił korzenie rasowej i religijnej nienawiści, antysemityzmu
i ksenofobii również wśród swoich przyszłych ofiar. Wyzuł wielu spośród
tych, którzy przeżyli, z uniwersalnych zasad moralnych. Skłaniać
to musi do pokutniczej zadumy

-– mówił premier Cimoszewicz.

W polskim
internecie próżno szukać opisów tamtego wydarzenia. Ale doskonale
zachowały się na stronach mediów ze świata, dziś tak chętnie
fałszujących historię i wspierających izraelskie kłamstwa - „New York
Timesa”, „Libération”, „De Volkskrant” czy „El Pais”.

Najlepszym komentarzem do tamtej przemowy jest fragment homilii wygłoszonej po kilku dniach przez ks. bp. Adama Lepę:

Za zamieszki
w Kielcach przeprasza się ze strony wszystkich Polaków, a nie
ówczesnych ciemiężycieli Narodu. Niedługo doczekamy się przeprosin
ze strony wszystkich Polaków za zamordowanie księdza Popiełuszki.

Przypominam rok 1996, by pokazać, jak mocno establishment III RP (w dużej mierze postkomunistyczny) zapracował na to, co obserwujemy dziś. I znów
autorytetami i akolitami opartej na fałszu przyjaźni polsko-izraelskiej
stają się ludzie, którzy długie dekady swojego życia poświęcili
na umacnianie systemu kłamstwa i zniewolenia, którzy dorastając
nasiąkali nienawiścią do wolnej Polski.



Maryla

------------------------------------------------------

Stowarzyszenie Blogmedia24.pl